- Kocham cię.- wyszeptał w moje włosy, sprawiając, że moim ciałem wstrząsnął dreszcz.
- Ja ciebie też.- odpowiedziałam, mimo że nie do końca chciałam to mówić.
Justin po raz ostatni spojrzał mi w oczy, pocałował moją głowę i rozpłynął się. Z realnego świata było już słychać głośny dzwonek budzika. Zaczęłam powoli się wybudzać, zaczynając od otworzenia oczu. Sen był… Delikatnie powiedziawszy, dziwny. Po pierwsze, wyznaliśmy sobie miłość, co samo w sobie powoduje że mam ochotę powiedzieć „What the fuck?!”. Po drugie, cały sen zachowywaliśmy się jak zakochani. Tzn. ganialiśmy się po łące, śmialiśmy się, łaskotaliśmy, całowaliśmy (zgadza się, robiłam coś tak ohydnego z kimś tak ohydnym). Ale grunt, że już się obudziłam.
Powoli wstałam i poszłam do garderoby. Wygrzebałam z niej taki zestaw i zabrałam go do łazienki. Po porannej toalecie, ubraniu się, umalowaniu, postanowiłam zejść na dół.
W całym domu unosił się zapach kawy z suszonymi jabłkami i cynamonem. Wciągnęłam go nozdrzami i przestąpiłam próg kuchni. Nastałam tam taki sam obrazek jak wczoraj rano. Tato plus gazeta, mama plus kuchenka. Usiadłam na moim miejscu, z prędkością światła pochłonęłam naleśnika (dop.aut. naleśniiiikiiii?!). Spojrzałam wyczekująco na tatę.
- Dziś chyba nie mogę cię odwieźć. Mam ważne spotkanie o ósmej i nie chce się na nie spóźnić.- powiedział znad gazety.
- No jasne, pójdę pieszo.- nie chciałam dać po sobie poznać, jak bardzo się z tego faktu cieszę.
Wstałam od stołu, włożyłam brudne naczynia do zmywarki, wzięłam torbę z ziemi i skierowałam się w stronę wyjścia z domu. Zarzuciłam na siebie jeszcze marynarkę i wyszłam. Na dworze świeciło słońce i śpiewały ptaki, więc od razu lekko się uśmiechnęłam i ze słuchawkami w uszach, ruszyłam przed siebie. Objęłam się ramionami, wdychając rześkie powietrze.
Po chwili, usłyszałam jak ktoś na mnie daje klaksonem. Odwróciłam się i zauważyłam Kevina. Uśmiechnęłam się i weszłam do jego samochodu. Od razu zrobiło mi się cieplej.
- Ślicznie wyglądasz.- powiedział, ruszając.
- Dzięki.- zarumieniłam się.
- Moim zdaniem, normalnie. A nawet zbyt wyzywająco jak do szkoły.- usłyszałam głos dobiegający z tylnego siedzenia.
Odwróciłam się na chwilę i ujrzałam Justina, piszącego coś na swoim telefonie. Nie odrywał od niego wzroku, jakby brzydząc się na mnie patrzeć. Przygładziłam sukienkę i głową wtopiłam się w siedzenie. Grrr, nie chciałam z nim skończyć w jednym samochodzie.
- Gdzie mieszkasz?- spytał Kevin, chcąc przerwać ciężką ciszę.
- Pod 28 numerem, na tej ulicy.
- O fajnie, Justin mieszka pod 36. To po drugiej stronie ulicy.- oznajmił Kevin, a ja przełknęłam ślinę, czując jak w moim gardle powstaje mała gula.
Znów cisza. Postanowiłam się wsłuchać w lecący z odtwarzacza kawałek Nirvany. Doskonale go znałam i z chęcią nuciłam. Jednak w obecności Justina, za bardzo się krępowałam. Nie było szans, bym wydobyła z siebie głos. Nawet odezwać się bałam.
- A tak przy okazji, wpadniesz na nasz dzisiejszy mecz? Będziemy grać w kosza.- zaproponował Kevin.- Możesz zabrać Evie.- dodał ciszej, na co Justin z tyłu prychnął i byłam pewna, że uśmiechnął się zawadiacko.
- Myślę, że ona raczej nie będzie chciała przyjść…
- Oj no weź, oboje dobrze wiemy, że ją przekonasz.-przerwał mi Justin.- Wczoraj nie mogłaś oderwać ode mnie wzroku, więc dziś na pewno chętnie skorzystasz z okazji, którą ci dajemy.
Oburzyłam się. Miałam szczęście, że byliśmy już pod szkołą i mogłam wysiąść. Spojrzałam na niego wkurzona.
- Nie gapiłam się na ciebie.- przeniosłam wzrok na Kevina.- Teraz to już na pewno nie przyjdziemy. Nie chcę dać temu kretynowi przewagi.- po czym pchnęłam drzwi, wysiadłam z samochodu i zamknęłam je za sobą z głośnym trzaskiem.
Boże, jaki idiota! Oderwać wzroku?! Dobre sobie. Mogłam się na niego nie patrzeć ja chciałam, to zależało wyłącznie ode mnie. Nienawidziłam go, serio go od teraz nienawidziłam. Był taki gburowaty, a przez to niesamowicie odrzucający. Brr, najchętniej wymazałabym go ze swojego życia. Znam go od dwóch dni, a już chce się go pozbyć.
W oddali zauważyłam Evie siedzącą na murku i przyglądając się mi. Skierowałam się w jej stronę, jednak ona szybko zeskoczyła z murku i weszła do szkoły. Wyglądała na zdenerwowaną… No tak, Kevin. Kurcze, drugi dzień, a już mam pecha.
Na lekcjach nie zarobiłam jeszcze żadnej oceny, ale na jutro miałam zapowiedzianą kartkówkę z chemii, której zupełnie nie rozumiałam. Co gorsza, nie miałam nikogo, kto mógłby mi ją wytłumaczyć. Ach i nie miałam z kim usiąść w stołówce, bo oczywiście Evie musiała ze mną akurat teraz nie gadać. Wkurzona, poszłam na dziedziniec, ze stołówki zgarniając tylko jabłko i sok porzeczkowy.
Usiadłam na jednej z ławek, otworzyłam zeszyt od chemii i zaczęłam analizować przykłady, które robiliśmy na lekcji. Nic, zupełnie nic. Pusto. To tak jakbym czytała coś po chińsku. Zamknęłam zeszyt i upiłam łyk napoju. No trudno, zarobię jedynkę.
- Problemy?- usłyszałam męski głos nad sobą.
Podniosłam głowę i zauważyłam mojego nauczyciela od chemii. Od razu wstałam.
- Tak, szczerze mówiąc, zupełnie jej nie rozumiem.- przyznałam mu się zakłopotana, licząc na to, że przesunie mi termin sprawdzianu.
- Niestety, sprawdzian musisz napisać.- powiedział, zabijając wszystkie moje nadzieje.- Ale mogę ci znaleźć kogoś, kto ci dziś pomoże.- zaproponował, na co od razu poprawił mi się humor.- Widzę, że jesteś zainteresowana. Daj mi jakąś kartkę i długopis, to napiszę ci jego adres. Jest naprawdę dobry, ale leniwy. Dałem mu warunek, że jak będzie prowadzić z kimś korepetycje, to dostanie piątkę. No i mamy kandydatkę.- napisał mi adres ucznia i uśmiechnął się promiennie.- Mam nadzieję, że pomogłem.
- Oczywiście.- posłałam mu promienny uśmiech.
Nauczyciel odszedł, pozostawiając mnie z kartką, na której był napisany dobrze znamy mi adres. O nie, nie, nie! Tylko nie to! To chyba jakaś porażka! Nie!
Usiadłam wkurzona na ławce i dopiłam sok do końca, wciąż nie mogąc oderwać oczu od kartki. Dom nr 36. Po prostu pięknie, idealnie. Nie ma to jak czas spędzony w towarzystwie Justina. Sam na sam. My i chemia. Dlaczego akurat chemia?! Grunt, że teraz omawialiśmy układ pierwiastków i obliczenia z nim związane. No ale przecież… Nie, to jakaś głupota! Nie pójdę do niego do domu. Trudno, najwyżej dostanę jedynkę, a jutro powiem nauczycielowi, że brzuch mnie za bardzo bolał i nie mogłam się ruszyć z domu. Dobre, dobre, tak powiem i już.
- Przychodzisz dzisiaj do mnie?- usłyszałam następny głos nad sobą. Zadarłam głowę i ujrzałam tego debila.
- Nie, nie mam ochoty spędzać z tobą czasu.- powiedziałam, zbierając rzeczy i wstając.
Już chciałam go wyminąć, ale zaszedł mi drogę. Stanął naprawdę blisko. Jego oczy stały się ciemne i błyszczące, przypominając mi dwa magnesy. Nie mogłam od niego oderwać wzroku i byłam pewna, że usta mi się lekko otworzyły.
- Nie obchodzi mnie, na co masz ochotę.- powiedział przez zęby.- Mam mieć piątkę na koniec. A to czy mi się uda, zależy od ciebie. Więc rusz dziś do mnie swój tyłek i pozwól mnie ci pomóc. Jasne?
Byłam zdolna jedynie pokiwać energicznie głową. Chłopak uśmiechnął się łobuzersko i odsunął. Szybko go wyminęłam i pobiegłam do szkoły.
Boże, jaki psychopata…cdn.
- Ja ciebie też.- odpowiedziałam, mimo że nie do końca chciałam to mówić.
Justin po raz ostatni spojrzał mi w oczy, pocałował moją głowę i rozpłynął się. Z realnego świata było już słychać głośny dzwonek budzika. Zaczęłam powoli się wybudzać, zaczynając od otworzenia oczu. Sen był… Delikatnie powiedziawszy, dziwny. Po pierwsze, wyznaliśmy sobie miłość, co samo w sobie powoduje że mam ochotę powiedzieć „What the fuck?!”. Po drugie, cały sen zachowywaliśmy się jak zakochani. Tzn. ganialiśmy się po łące, śmialiśmy się, łaskotaliśmy, całowaliśmy (zgadza się, robiłam coś tak ohydnego z kimś tak ohydnym). Ale grunt, że już się obudziłam.
Powoli wstałam i poszłam do garderoby. Wygrzebałam z niej taki zestaw i zabrałam go do łazienki. Po porannej toalecie, ubraniu się, umalowaniu, postanowiłam zejść na dół.
W całym domu unosił się zapach kawy z suszonymi jabłkami i cynamonem. Wciągnęłam go nozdrzami i przestąpiłam próg kuchni. Nastałam tam taki sam obrazek jak wczoraj rano. Tato plus gazeta, mama plus kuchenka. Usiadłam na moim miejscu, z prędkością światła pochłonęłam naleśnika (dop.aut. naleśniiiikiiii?!). Spojrzałam wyczekująco na tatę.
- Dziś chyba nie mogę cię odwieźć. Mam ważne spotkanie o ósmej i nie chce się na nie spóźnić.- powiedział znad gazety.
- No jasne, pójdę pieszo.- nie chciałam dać po sobie poznać, jak bardzo się z tego faktu cieszę.
Wstałam od stołu, włożyłam brudne naczynia do zmywarki, wzięłam torbę z ziemi i skierowałam się w stronę wyjścia z domu. Zarzuciłam na siebie jeszcze marynarkę i wyszłam. Na dworze świeciło słońce i śpiewały ptaki, więc od razu lekko się uśmiechnęłam i ze słuchawkami w uszach, ruszyłam przed siebie. Objęłam się ramionami, wdychając rześkie powietrze.
Po chwili, usłyszałam jak ktoś na mnie daje klaksonem. Odwróciłam się i zauważyłam Kevina. Uśmiechnęłam się i weszłam do jego samochodu. Od razu zrobiło mi się cieplej.
- Ślicznie wyglądasz.- powiedział, ruszając.
- Dzięki.- zarumieniłam się.
- Moim zdaniem, normalnie. A nawet zbyt wyzywająco jak do szkoły.- usłyszałam głos dobiegający z tylnego siedzenia.
Odwróciłam się na chwilę i ujrzałam Justina, piszącego coś na swoim telefonie. Nie odrywał od niego wzroku, jakby brzydząc się na mnie patrzeć. Przygładziłam sukienkę i głową wtopiłam się w siedzenie. Grrr, nie chciałam z nim skończyć w jednym samochodzie.
- Gdzie mieszkasz?- spytał Kevin, chcąc przerwać ciężką ciszę.
- Pod 28 numerem, na tej ulicy.
- O fajnie, Justin mieszka pod 36. To po drugiej stronie ulicy.- oznajmił Kevin, a ja przełknęłam ślinę, czując jak w moim gardle powstaje mała gula.
Znów cisza. Postanowiłam się wsłuchać w lecący z odtwarzacza kawałek Nirvany. Doskonale go znałam i z chęcią nuciłam. Jednak w obecności Justina, za bardzo się krępowałam. Nie było szans, bym wydobyła z siebie głos. Nawet odezwać się bałam.
- A tak przy okazji, wpadniesz na nasz dzisiejszy mecz? Będziemy grać w kosza.- zaproponował Kevin.- Możesz zabrać Evie.- dodał ciszej, na co Justin z tyłu prychnął i byłam pewna, że uśmiechnął się zawadiacko.
- Myślę, że ona raczej nie będzie chciała przyjść…
- Oj no weź, oboje dobrze wiemy, że ją przekonasz.-przerwał mi Justin.- Wczoraj nie mogłaś oderwać ode mnie wzroku, więc dziś na pewno chętnie skorzystasz z okazji, którą ci dajemy.
Oburzyłam się. Miałam szczęście, że byliśmy już pod szkołą i mogłam wysiąść. Spojrzałam na niego wkurzona.
- Nie gapiłam się na ciebie.- przeniosłam wzrok na Kevina.- Teraz to już na pewno nie przyjdziemy. Nie chcę dać temu kretynowi przewagi.- po czym pchnęłam drzwi, wysiadłam z samochodu i zamknęłam je za sobą z głośnym trzaskiem.
Boże, jaki idiota! Oderwać wzroku?! Dobre sobie. Mogłam się na niego nie patrzeć ja chciałam, to zależało wyłącznie ode mnie. Nienawidziłam go, serio go od teraz nienawidziłam. Był taki gburowaty, a przez to niesamowicie odrzucający. Brr, najchętniej wymazałabym go ze swojego życia. Znam go od dwóch dni, a już chce się go pozbyć.
W oddali zauważyłam Evie siedzącą na murku i przyglądając się mi. Skierowałam się w jej stronę, jednak ona szybko zeskoczyła z murku i weszła do szkoły. Wyglądała na zdenerwowaną… No tak, Kevin. Kurcze, drugi dzień, a już mam pecha.
Na lekcjach nie zarobiłam jeszcze żadnej oceny, ale na jutro miałam zapowiedzianą kartkówkę z chemii, której zupełnie nie rozumiałam. Co gorsza, nie miałam nikogo, kto mógłby mi ją wytłumaczyć. Ach i nie miałam z kim usiąść w stołówce, bo oczywiście Evie musiała ze mną akurat teraz nie gadać. Wkurzona, poszłam na dziedziniec, ze stołówki zgarniając tylko jabłko i sok porzeczkowy.
Usiadłam na jednej z ławek, otworzyłam zeszyt od chemii i zaczęłam analizować przykłady, które robiliśmy na lekcji. Nic, zupełnie nic. Pusto. To tak jakbym czytała coś po chińsku. Zamknęłam zeszyt i upiłam łyk napoju. No trudno, zarobię jedynkę.
- Problemy?- usłyszałam męski głos nad sobą.
Podniosłam głowę i zauważyłam mojego nauczyciela od chemii. Od razu wstałam.
- Tak, szczerze mówiąc, zupełnie jej nie rozumiem.- przyznałam mu się zakłopotana, licząc na to, że przesunie mi termin sprawdzianu.
- Niestety, sprawdzian musisz napisać.- powiedział, zabijając wszystkie moje nadzieje.- Ale mogę ci znaleźć kogoś, kto ci dziś pomoże.- zaproponował, na co od razu poprawił mi się humor.- Widzę, że jesteś zainteresowana. Daj mi jakąś kartkę i długopis, to napiszę ci jego adres. Jest naprawdę dobry, ale leniwy. Dałem mu warunek, że jak będzie prowadzić z kimś korepetycje, to dostanie piątkę. No i mamy kandydatkę.- napisał mi adres ucznia i uśmiechnął się promiennie.- Mam nadzieję, że pomogłem.
- Oczywiście.- posłałam mu promienny uśmiech.
Nauczyciel odszedł, pozostawiając mnie z kartką, na której był napisany dobrze znamy mi adres. O nie, nie, nie! Tylko nie to! To chyba jakaś porażka! Nie!
Usiadłam wkurzona na ławce i dopiłam sok do końca, wciąż nie mogąc oderwać oczu od kartki. Dom nr 36. Po prostu pięknie, idealnie. Nie ma to jak czas spędzony w towarzystwie Justina. Sam na sam. My i chemia. Dlaczego akurat chemia?! Grunt, że teraz omawialiśmy układ pierwiastków i obliczenia z nim związane. No ale przecież… Nie, to jakaś głupota! Nie pójdę do niego do domu. Trudno, najwyżej dostanę jedynkę, a jutro powiem nauczycielowi, że brzuch mnie za bardzo bolał i nie mogłam się ruszyć z domu. Dobre, dobre, tak powiem i już.
- Przychodzisz dzisiaj do mnie?- usłyszałam następny głos nad sobą. Zadarłam głowę i ujrzałam tego debila.
- Nie, nie mam ochoty spędzać z tobą czasu.- powiedziałam, zbierając rzeczy i wstając.
Już chciałam go wyminąć, ale zaszedł mi drogę. Stanął naprawdę blisko. Jego oczy stały się ciemne i błyszczące, przypominając mi dwa magnesy. Nie mogłam od niego oderwać wzroku i byłam pewna, że usta mi się lekko otworzyły.
- Nie obchodzi mnie, na co masz ochotę.- powiedział przez zęby.- Mam mieć piątkę na koniec. A to czy mi się uda, zależy od ciebie. Więc rusz dziś do mnie swój tyłek i pozwól mnie ci pomóc. Jasne?
Byłam zdolna jedynie pokiwać energicznie głową. Chłopak uśmiechnął się łobuzersko i odsunął. Szybko go wyminęłam i pobiegłam do szkoły.
Boże, jaki psychopata…cdn.
<><><>
No i dotrzymałam obietnicy. Kurcze, 20 komentarzy! Kocham was! Grrr, jutro poniedziałek. Nie dam rady, serio. A zwłaszcza nie mam ochoty zmierzyć się z jednym chłopakiem. No ale trudno.
15komentarzy=NN
Tagi:
Rozdział 4
13.05.2012 o godz. 19:50
komentuj (22)
- I wtedy on po portu powiedział „Tak, to zwykle działa.”!
Zaczęłam się śmiać, zakrywając twarz dłońmi i pozwalając grzywce opaść na czoło. Kevin dopił swoją kawę i spojrzał na mnie uśmiechnięty. Przeczesałam dłońmi włosy, z utęsknieniem zerkając w stronę kawałka szarlotki, leżącego na moim talerzu.
- Z twoich opowieści wnioskuję, że jesteś z Justinem bardzo blisko.- stwierdziłam, sięgając po widelczyk do cista.
- Tak, znamy się od podstawówki. Zawsze razem, wiesz jak jest. Staraliśmy się nigdy nie rozdzielać. Jest dla mnie jak bart. Wiesz, to serio spoko gość…
- Dziwne, przy pierwszym spotkaniu odniosłam zupełnie inne wrażenie.- wyznałam, biorąc do buzi pierwszy kawałeczek szarlotki. Powoli go pogryzłam, delektując się każdą chwilą.
- Wiem, bywa nieprzyjemny. Ale uwierz mi, potrafi być… No wiesz, jest inny, ale to nie oznacza, że zły. Znam go bardzo dobrze i wiem, że dla osób, które lubi potrafi być wyjątkowo miły.- uśmiechnął się przyjacielsko.- Zresztą, może niedługo sama się przekonasz.- dodał po chwili, już ciszej. Głośno przełknęłam kawałek ciasta i spojrzałam na niego zaciekawiona.
- Coś sugerujesz?- spytałam, biorąc łyka gorącej czekolady.
- Nie, ale… Powiem wprost, wpadłaś mu w oko…
- Nie dał tego po sobie poznać.- burknęłam, kończąc szarlotkę.
- Taki już jest, nie zmienisz go.- powiedział tonem, który wskazywał na koniec tematu.
Rozejrzałam się po kawiarni, w której siedzieliśmy. Była urządzona na wzór nastrojowego kącika dla zapracowanych pisarzy, udanych małżeństw, zakochanych i tych, którzy poszukują swojej drugiej połówki. Kremowe ściany zdobił czarny motyw kwiatowy, ciągnący się na ich całej długości. Stoliki były ciemno brązowe, a na nich poustawiano wazoniki z małymi różyczkami w środku. Obicia kanap i foteli idealnie koegzystowały z kolorem ścian. Obsługa ubrana była w schludne, brązowe mundurki z białymi opuszkami zawiązanymi na nadgarstkach.
- A mówiąc o podobaniu się, wpadł ci już ktoś w oko?- spytał Kevin, biorąc do ręki woreczek z cukrem.
- Szczerze mówiąc, nie rozglądałam się.- wyznałam.
W sumie, tylko w czasie ich wf’u spojrzałam na jakiegokolwiek chłopaka i był nim chamski Justin, ale o tym to już wolałam mu nie mówić.
- A tobie? Masz swoją faworytkę wśród dziewczyn?- spytałam, obstawiając że wymieni tą blondynkę z „kretyńskiego kółka wzajemnej adoracji” jak to określiła Evie.
- No w sumie… Jest taka jedna… Młodsza, w twoim wieku…- zaczął się jąkać, unikając mojego wzroku. Nagle spoważniał i odchrząknął.- Ale to i tak nie wyjdzie. Nie mam u niej szans, niestety.- zerknął na wiszący na ścianie zegarek.- Chyba będziemy się musieli powoli zbierać. Muszę jeszcze wpaść do Justina po płytę „Nirvany” i trochę się pouczyć.
- Jasne, ja też powinnam trochę posiedzieć nad książkami.
Wyszliśmy z lokalu. Od razu uderzyło mnie zimniejszy wiatr owiewający moją skórę. Skierowaliśmy się w stronę samochodu Kevina. Chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera, po czym zamknął je za mną. Sam zaś zasiadł za kierownicą i spokojnie ruszył z parkingu. Prowadził bardzo dobrze, strasznie ostrożnie. Nie złamał ani jednego przepisu i po kilku minutach, słuchając moich wskazówek, zaparkował na moim podjeździe. W samochodzie zapadła cisza, radio zgasło.
- No to ja już będę szła.- powiedziałam w końcu, przegryzając dyskretnie wargę.
Pierwszy raz siedziałam z chłopakiem w samochodzie. SAM-NA-SAM.
- No to… do zobaczenia jutro Gwendolyn.- powiedział cicho, nie odrywając wzroku od kierownicy.
Wysiadłam z auta i szybkim krokiem skierowałam się w stronę drzwi. Krótko po tym, samochód Kevina zniknął sprzed mojego domu. W środku jak zwykle nikogo nie było. Pewnie tato nie wrócił jeszcze z pracy, a mama poszła zrobić małe zakupy, bo jeszcze dziś rano nasza lodówka świeciła pustkami. Ściągnęłam buty i poszłam do swojego pokoju. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było oczywiście odpalenie komputera i facebooka.
Wcześniej nie miałam na nim żadnych znajomych, prócz tych których poznałam na obozach i przez internet. Teraz miałam już kilka zaproszeń do grona znajomych od osób, które chodziły ze mną do liceum, ale z którymi dziś nie zamieniłam choćby słowa. Zauważyłam, że jedno jest od Justina. Postanowiłam na razie go nie akceptować, patrząc na dalszy rozwój naszych relacji. Następne było od Evie i oczywiście, z chęcią je przyjęłam.
Gdy odwiedziłam wszystkie strony plotkarskie i portale społecznościowe, przebrałam się w dres i zabrałam za odrabianie pracy domowej. Niedługo po tym, zjadłam kolację. Obejrzałam jeszcze jakąś głupią komedię, poszłam się myć, po czym położyłam się do łóżka. Nie mogłam jednak długo zasnąć, analizując cały dzisiejszy dzień. Musiałam przyznać, że połowę moich myśli zawładną Justin i jego oczy.
To spojrzenie, które posłał mi na boisku… Było w nim coś takiego, co kazało mi się zastanowić nad moim zachowaniem. Musiałam jak najszybciej wyrzucić tego gbura z mojej głowy. Sięgnęłam po mp4 i puściłam sobie jakieś wolne nagranie. Po chwili, poczułam jak powoli odpływam. Wyłączyłam odtwarzacz, zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie zasnąć.
Tej nocy śnił mi się Justin…cdn.
Zaczęłam się śmiać, zakrywając twarz dłońmi i pozwalając grzywce opaść na czoło. Kevin dopił swoją kawę i spojrzał na mnie uśmiechnięty. Przeczesałam dłońmi włosy, z utęsknieniem zerkając w stronę kawałka szarlotki, leżącego na moim talerzu.
- Z twoich opowieści wnioskuję, że jesteś z Justinem bardzo blisko.- stwierdziłam, sięgając po widelczyk do cista.
- Tak, znamy się od podstawówki. Zawsze razem, wiesz jak jest. Staraliśmy się nigdy nie rozdzielać. Jest dla mnie jak bart. Wiesz, to serio spoko gość…
- Dziwne, przy pierwszym spotkaniu odniosłam zupełnie inne wrażenie.- wyznałam, biorąc do buzi pierwszy kawałeczek szarlotki. Powoli go pogryzłam, delektując się każdą chwilą.
- Wiem, bywa nieprzyjemny. Ale uwierz mi, potrafi być… No wiesz, jest inny, ale to nie oznacza, że zły. Znam go bardzo dobrze i wiem, że dla osób, które lubi potrafi być wyjątkowo miły.- uśmiechnął się przyjacielsko.- Zresztą, może niedługo sama się przekonasz.- dodał po chwili, już ciszej. Głośno przełknęłam kawałek ciasta i spojrzałam na niego zaciekawiona.
- Coś sugerujesz?- spytałam, biorąc łyka gorącej czekolady.
- Nie, ale… Powiem wprost, wpadłaś mu w oko…
- Nie dał tego po sobie poznać.- burknęłam, kończąc szarlotkę.
- Taki już jest, nie zmienisz go.- powiedział tonem, który wskazywał na koniec tematu.
Rozejrzałam się po kawiarni, w której siedzieliśmy. Była urządzona na wzór nastrojowego kącika dla zapracowanych pisarzy, udanych małżeństw, zakochanych i tych, którzy poszukują swojej drugiej połówki. Kremowe ściany zdobił czarny motyw kwiatowy, ciągnący się na ich całej długości. Stoliki były ciemno brązowe, a na nich poustawiano wazoniki z małymi różyczkami w środku. Obicia kanap i foteli idealnie koegzystowały z kolorem ścian. Obsługa ubrana była w schludne, brązowe mundurki z białymi opuszkami zawiązanymi na nadgarstkach.
- A mówiąc o podobaniu się, wpadł ci już ktoś w oko?- spytał Kevin, biorąc do ręki woreczek z cukrem.
- Szczerze mówiąc, nie rozglądałam się.- wyznałam.
W sumie, tylko w czasie ich wf’u spojrzałam na jakiegokolwiek chłopaka i był nim chamski Justin, ale o tym to już wolałam mu nie mówić.
- A tobie? Masz swoją faworytkę wśród dziewczyn?- spytałam, obstawiając że wymieni tą blondynkę z „kretyńskiego kółka wzajemnej adoracji” jak to określiła Evie.
- No w sumie… Jest taka jedna… Młodsza, w twoim wieku…- zaczął się jąkać, unikając mojego wzroku. Nagle spoważniał i odchrząknął.- Ale to i tak nie wyjdzie. Nie mam u niej szans, niestety.- zerknął na wiszący na ścianie zegarek.- Chyba będziemy się musieli powoli zbierać. Muszę jeszcze wpaść do Justina po płytę „Nirvany” i trochę się pouczyć.
- Jasne, ja też powinnam trochę posiedzieć nad książkami.
Wyszliśmy z lokalu. Od razu uderzyło mnie zimniejszy wiatr owiewający moją skórę. Skierowaliśmy się w stronę samochodu Kevina. Chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera, po czym zamknął je za mną. Sam zaś zasiadł za kierownicą i spokojnie ruszył z parkingu. Prowadził bardzo dobrze, strasznie ostrożnie. Nie złamał ani jednego przepisu i po kilku minutach, słuchając moich wskazówek, zaparkował na moim podjeździe. W samochodzie zapadła cisza, radio zgasło.
- No to ja już będę szła.- powiedziałam w końcu, przegryzając dyskretnie wargę.
Pierwszy raz siedziałam z chłopakiem w samochodzie. SAM-NA-SAM.
- No to… do zobaczenia jutro Gwendolyn.- powiedział cicho, nie odrywając wzroku od kierownicy.
Wysiadłam z auta i szybkim krokiem skierowałam się w stronę drzwi. Krótko po tym, samochód Kevina zniknął sprzed mojego domu. W środku jak zwykle nikogo nie było. Pewnie tato nie wrócił jeszcze z pracy, a mama poszła zrobić małe zakupy, bo jeszcze dziś rano nasza lodówka świeciła pustkami. Ściągnęłam buty i poszłam do swojego pokoju. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było oczywiście odpalenie komputera i facebooka.
Wcześniej nie miałam na nim żadnych znajomych, prócz tych których poznałam na obozach i przez internet. Teraz miałam już kilka zaproszeń do grona znajomych od osób, które chodziły ze mną do liceum, ale z którymi dziś nie zamieniłam choćby słowa. Zauważyłam, że jedno jest od Justina. Postanowiłam na razie go nie akceptować, patrząc na dalszy rozwój naszych relacji. Następne było od Evie i oczywiście, z chęcią je przyjęłam.
Gdy odwiedziłam wszystkie strony plotkarskie i portale społecznościowe, przebrałam się w dres i zabrałam za odrabianie pracy domowej. Niedługo po tym, zjadłam kolację. Obejrzałam jeszcze jakąś głupią komedię, poszłam się myć, po czym położyłam się do łóżka. Nie mogłam jednak długo zasnąć, analizując cały dzisiejszy dzień. Musiałam przyznać, że połowę moich myśli zawładną Justin i jego oczy.
To spojrzenie, które posłał mi na boisku… Było w nim coś takiego, co kazało mi się zastanowić nad moim zachowaniem. Musiałam jak najszybciej wyrzucić tego gbura z mojej głowy. Sięgnęłam po mp4 i puściłam sobie jakieś wolne nagranie. Po chwili, poczułam jak powoli odpływam. Wyłączyłam odtwarzacz, zamknęłam oczy i pozwoliłam sobie zasnąć.
Tej nocy śnił mi się Justin…cdn.
<><><>
I jak? Bo moim zdaniem, o wiele za dużo dialogów. Ale mniejsza, grunt że się udały. Wiecie jaką mam zasadę: Rozdziały tylko w weekend. Chciałabym dodawać w tygodniu, ale musiałabym te notki napisać w dni wolne i potem jakoś wejść na kompa i je dodać, a to już jest nielada wyzwanie.
13komentarzy=NN
PS. Jak dacie radę, to dam już jutro wieczorem (ale tego też w sumie nie mogę obiecać :()
Tagi:
Rozdział 3
- Wiesz już wszystko?- spytał pan Girdiano, nauczyciel chemii i tym samym mój wychowawca.
- Tak, wydaje mi się że tak.- odpowiedziałam, starając się lekko uśmiechnąć
Nauczyciel wręczył mi hasło do dziennika elektronicznego oraz broszurki dotyczące pozalekcyjnych kół zainteresowań. O ile dobrze zapamiętałam, miałam w jak najszybszym czasie dołączyć do któregoś, bo w tej szkole przynależenie do klubów było obowiązkowe. A ponad to, chyba podwyższało to liczbę punktów na koniec liceum.
Pożegnałam się z mężczyzną i wyszłam z klasy. Trwała właśnie przerwa na lunch i wydawało mi się, że powinnam się skierować do stołówki. Podążyłam więc za pozostałymi uczniami i tak oto trafiła do olbrzymiej sali z poustawianymi stołami. Wzięłam tacę tak jak pozostali i szybko zrozumiałam, że muszę sobie coś sama na nią nałożyć. Zdecydowałam się na jogurt z musli, jabłko i sok porzeczkowy. No i wtedy powstał problem. Nie miałam pojęcia, gdzie mogę usiąść. Przy stołach potworzyły się już elitki i żadna nie była chętna, by mnie przyjąć. Przy stoliku na samym środku sali, siedział Kevin, Justin i jeszcze parę osób. Śmiali się głośno i co chwila przekrzykiwali. Stwierdziłam, że to nie jest miejsce dla mnie. Ruszyłam więc powoli przed siebie, wypatrując jakiegoś spokojniejszego stolika.
W pewnym momencie zauważyłam miejsce w najbardziej oddalonym kacie stołówki. Był to stolik, przy którym siedziała jedynie ta dziewczyna, którą dziś widziałam. Jak zwykle coś szkicowała. Postanowiłam obok niej usiąść i zdecydowanym krokiem skierowałam się w jej stronę. Zajęłam miejsce naprzeciwko szatynki i gdy podniosła głowę, posłałam jej nieśmiały uśmiech.
- Hej, jestem Gwendolyn.- wyciągnęłam w jej stronę rękę. Nie uścisnęła jej.
- Evie.- powiedziała cicho.
Zapadła cisza, która ciążyła mi jak nigdy. Otworzyłam sobie jogurt i zaczęłam go powoli jeść, rozglądając się w około.
- Dlaczego ze mną usiadłaś?- spytała, podnosząc głowę znad szkicownika.
- Nie wiem, wydajesz mi się sympatyczna. Poza tym, nie znam tu nikogo i nie wiedziałabym jak zachowywać się w towarzystwie tych elit…
- Chciałaś powiedzieć kretyńskich kółek wzajemnej adoracji.- przerwała mi, wskazując palcem na stolik Kevina.- Weźmy na przykład ich. Widzisz tego w czapce? Jest chłopakiem tej w żółtej sukience. A tego w czarnej koszulce z dekoltem w serek?- wskazała na Justina.- Tamta z długimi, ciemno brązowymi włosami jest w nim po uszy zakochana i na każdym kroku mu się narzuca. No i jest jeszcze Kevin.- powiedziała, jakby lekko rozmarzonym głosem.- On… W nim buja się ta blondynka i chyba ze wzajemnością. Szczerze mówiąc, nie wiem co on w niej widzi.- powróciła do szkicowania czegoś na kartce.
Podniosłam brew do góry, uśmiechając się chytrze.
- Zazdrosna?- spytałam, a ona prychnęła, nawet na mnie nie patrząc.
- O jakiegoś tępego chłopczyka, który nie odróżnia akwareli od enkustyki.- wzruszyła ramionami.- osobiście nie chciałabym być w takiej elitce. To same problemy. Wolę działaś solo…
- Od dziś będziesz działać ze mną.- wtrąciłam, uśmiechając się promiennie. Byłam pewna, że się wkurzy i zaprzeczy.
- Jak chcesz, ale ostrzegam, że nie jest łatwo ze mną wytrzymać.
- Dam radę.- odpowiedziałam.
Nie przyznałam jej się, że jest moją pierwszą znajomą w życiu. To było zbyt żałosne i głupie. Po skończonym lunchu, razem udałyśmy się na lekcję, którą jak się okazało był wspólny wf. Miałyśmy go mieć ze starszą klasą chłopców, co niezbyt mi się podobało. W końcu był ty to moje pierwsze zajęcia z wychowania fizycznego w życiu. Przebrałam się, poczekałam na Evie i razem wyszłyśmy z szatni. Zauważyłam, że jeden trampek mi się rozwiązał. Kazałam jej iść na zbiórkę, a sama schyliłam się i zaczęłam go wiązać. Gdy się podnosiłam, dostałam piłką w głowę.
Upadła na ziemię i złapałam się za głowę. Strasznie bolała i byłam pewna, że będę miała olbrzymiego siniaka. Po chwili, otoczyła mnie grupka uczniów i nauczycieli.
- Odsunąć się, dajcie jej trochę powietrza!- trenerka zaczęła ich odganiać.
Został tylko Kevin, który ciągle mnie przepraszał.
- Przepraszam, powinienem bardziej uważać. Już drugi raz dziś coś ci robię.- zaśmiał się.- Przepraszam, naprawdę…
- Oj, przestań już. Nic takiego się nie stało.- przerwałam mu, podnosząc się do pozycji siedzącej.
Po chwili, z pomocą trenerki, stanęłam na równe nogi. Lekko się zachwiałam, więc kobieta stwierdziła, że dziś powinnam sobie odpuścić ćwiczenia. Usiadłam na ławce i przyglądałam się ćwiczącym nastolatkom, przygotowując się na to co mnie jutro czeka. Biegi, skok w dal, rozciąganie się, piłka nożna… Jakoś dam radę, ale musze dziś trochę poćwiczyć, żeby nie wyjść na całkowitego leszcza.
- Już ci lepiej?- spytał Kevin, siadając obok mnie.
Zszedł na chwilę z boiska, wymieniając się z jakimś chłopakiem.
- No, już prawie nie boli.
- Jeszcze raz przepraszam.- powiedział, przeczesując włosy ręką.- Co powiesz na przeprosinową kawę? Dziś, po szkole? Ja stawiam.- poruszył zabawnie brwiami, doprowadzając mnie tym do chichotu.
- No nie wiem… Muszę się trochę pouczyć…
- Błagam, daj mi sobie wynagrodzić dzisiejszy dzień.- złożył ręce w błagalnym geście.
- No dobra.- zgodziłam się.
Chłopak nagrodził mnie szerokim uśmiechem i wrócił na boisko. Zajęłam się obserwowaniem ich gry. Grali w kosza i wychodziło im to nawet nieźle. Piłkę przejął Kev i podał ją Justinowi, który rzucił i trafił. Takie akcje powtarzały się potem notorycznie. Jus grał bardzo dobrze. Dwutakty, skomplikowane odbicia, zmyślnie podania… Wszystko to składało się na całkiem dobrego zawodnika. Uśmiechnęłam się, widząc jak wyrywa piłkę zawodnikowi przeciwnej drużyny i rzuca za trzy punkty. Oczywiście, trafił.
Wtedy jego wzrok powędrował ku mnie. Stanął i korzystając z pięciu sekundowej przerwy, odciągnął sobie koszulkę, by wytrzeć sobie nią twarz. Zerknęłam na jego umięśniony brzuch i aż przegryzłam wargę, zupełnie tego nieświadoma. Chłopak znów nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, po czym przechwycił piłkę od Kevina i jak zwykle trafił do kosza. Rozległ się gwizdek trenera i wszyscy powoli zaczęli schodzić z boiska. Justin spuścił głowę i zginął w tłumie swoich kolegów.
Wróciłam z Evie do szatni. Postanowiłam nie chwalić się jej spotkaniem z Kevinem, bo nie byłam pewna jakby zareagowała. Przed szkołą pożegnałyśmy się. Dziewczyna ruszyła w stronę mojego domu, z czego wywnioskowałam, że musi gdzieś blisko mieszkać. Ja rozejrzałam się po dziedzińcu i zauważyłam, że Kevin już kieruje się w moją stronę…cdn.
- Tak, wydaje mi się że tak.- odpowiedziałam, starając się lekko uśmiechnąć
Nauczyciel wręczył mi hasło do dziennika elektronicznego oraz broszurki dotyczące pozalekcyjnych kół zainteresowań. O ile dobrze zapamiętałam, miałam w jak najszybszym czasie dołączyć do któregoś, bo w tej szkole przynależenie do klubów było obowiązkowe. A ponad to, chyba podwyższało to liczbę punktów na koniec liceum.
Pożegnałam się z mężczyzną i wyszłam z klasy. Trwała właśnie przerwa na lunch i wydawało mi się, że powinnam się skierować do stołówki. Podążyłam więc za pozostałymi uczniami i tak oto trafiła do olbrzymiej sali z poustawianymi stołami. Wzięłam tacę tak jak pozostali i szybko zrozumiałam, że muszę sobie coś sama na nią nałożyć. Zdecydowałam się na jogurt z musli, jabłko i sok porzeczkowy. No i wtedy powstał problem. Nie miałam pojęcia, gdzie mogę usiąść. Przy stołach potworzyły się już elitki i żadna nie była chętna, by mnie przyjąć. Przy stoliku na samym środku sali, siedział Kevin, Justin i jeszcze parę osób. Śmiali się głośno i co chwila przekrzykiwali. Stwierdziłam, że to nie jest miejsce dla mnie. Ruszyłam więc powoli przed siebie, wypatrując jakiegoś spokojniejszego stolika.
W pewnym momencie zauważyłam miejsce w najbardziej oddalonym kacie stołówki. Był to stolik, przy którym siedziała jedynie ta dziewczyna, którą dziś widziałam. Jak zwykle coś szkicowała. Postanowiłam obok niej usiąść i zdecydowanym krokiem skierowałam się w jej stronę. Zajęłam miejsce naprzeciwko szatynki i gdy podniosła głowę, posłałam jej nieśmiały uśmiech.
- Hej, jestem Gwendolyn.- wyciągnęłam w jej stronę rękę. Nie uścisnęła jej.
- Evie.- powiedziała cicho.
Zapadła cisza, która ciążyła mi jak nigdy. Otworzyłam sobie jogurt i zaczęłam go powoli jeść, rozglądając się w około.
- Dlaczego ze mną usiadłaś?- spytała, podnosząc głowę znad szkicownika.
- Nie wiem, wydajesz mi się sympatyczna. Poza tym, nie znam tu nikogo i nie wiedziałabym jak zachowywać się w towarzystwie tych elit…
- Chciałaś powiedzieć kretyńskich kółek wzajemnej adoracji.- przerwała mi, wskazując palcem na stolik Kevina.- Weźmy na przykład ich. Widzisz tego w czapce? Jest chłopakiem tej w żółtej sukience. A tego w czarnej koszulce z dekoltem w serek?- wskazała na Justina.- Tamta z długimi, ciemno brązowymi włosami jest w nim po uszy zakochana i na każdym kroku mu się narzuca. No i jest jeszcze Kevin.- powiedziała, jakby lekko rozmarzonym głosem.- On… W nim buja się ta blondynka i chyba ze wzajemnością. Szczerze mówiąc, nie wiem co on w niej widzi.- powróciła do szkicowania czegoś na kartce.
Podniosłam brew do góry, uśmiechając się chytrze.
- Zazdrosna?- spytałam, a ona prychnęła, nawet na mnie nie patrząc.
- O jakiegoś tępego chłopczyka, który nie odróżnia akwareli od enkustyki.- wzruszyła ramionami.- osobiście nie chciałabym być w takiej elitce. To same problemy. Wolę działaś solo…
- Od dziś będziesz działać ze mną.- wtrąciłam, uśmiechając się promiennie. Byłam pewna, że się wkurzy i zaprzeczy.
- Jak chcesz, ale ostrzegam, że nie jest łatwo ze mną wytrzymać.
- Dam radę.- odpowiedziałam.
Nie przyznałam jej się, że jest moją pierwszą znajomą w życiu. To było zbyt żałosne i głupie. Po skończonym lunchu, razem udałyśmy się na lekcję, którą jak się okazało był wspólny wf. Miałyśmy go mieć ze starszą klasą chłopców, co niezbyt mi się podobało. W końcu był ty to moje pierwsze zajęcia z wychowania fizycznego w życiu. Przebrałam się, poczekałam na Evie i razem wyszłyśmy z szatni. Zauważyłam, że jeden trampek mi się rozwiązał. Kazałam jej iść na zbiórkę, a sama schyliłam się i zaczęłam go wiązać. Gdy się podnosiłam, dostałam piłką w głowę.
Upadła na ziemię i złapałam się za głowę. Strasznie bolała i byłam pewna, że będę miała olbrzymiego siniaka. Po chwili, otoczyła mnie grupka uczniów i nauczycieli.
- Odsunąć się, dajcie jej trochę powietrza!- trenerka zaczęła ich odganiać.
Został tylko Kevin, który ciągle mnie przepraszał.
- Przepraszam, powinienem bardziej uważać. Już drugi raz dziś coś ci robię.- zaśmiał się.- Przepraszam, naprawdę…
- Oj, przestań już. Nic takiego się nie stało.- przerwałam mu, podnosząc się do pozycji siedzącej.
Po chwili, z pomocą trenerki, stanęłam na równe nogi. Lekko się zachwiałam, więc kobieta stwierdziła, że dziś powinnam sobie odpuścić ćwiczenia. Usiadłam na ławce i przyglądałam się ćwiczącym nastolatkom, przygotowując się na to co mnie jutro czeka. Biegi, skok w dal, rozciąganie się, piłka nożna… Jakoś dam radę, ale musze dziś trochę poćwiczyć, żeby nie wyjść na całkowitego leszcza.
- Już ci lepiej?- spytał Kevin, siadając obok mnie.
Zszedł na chwilę z boiska, wymieniając się z jakimś chłopakiem.
- No, już prawie nie boli.
- Jeszcze raz przepraszam.- powiedział, przeczesując włosy ręką.- Co powiesz na przeprosinową kawę? Dziś, po szkole? Ja stawiam.- poruszył zabawnie brwiami, doprowadzając mnie tym do chichotu.
- No nie wiem… Muszę się trochę pouczyć…
- Błagam, daj mi sobie wynagrodzić dzisiejszy dzień.- złożył ręce w błagalnym geście.
- No dobra.- zgodziłam się.
Chłopak nagrodził mnie szerokim uśmiechem i wrócił na boisko. Zajęłam się obserwowaniem ich gry. Grali w kosza i wychodziło im to nawet nieźle. Piłkę przejął Kev i podał ją Justinowi, który rzucił i trafił. Takie akcje powtarzały się potem notorycznie. Jus grał bardzo dobrze. Dwutakty, skomplikowane odbicia, zmyślnie podania… Wszystko to składało się na całkiem dobrego zawodnika. Uśmiechnęłam się, widząc jak wyrywa piłkę zawodnikowi przeciwnej drużyny i rzuca za trzy punkty. Oczywiście, trafił.
Wtedy jego wzrok powędrował ku mnie. Stanął i korzystając z pięciu sekundowej przerwy, odciągnął sobie koszulkę, by wytrzeć sobie nią twarz. Zerknęłam na jego umięśniony brzuch i aż przegryzłam wargę, zupełnie tego nieświadoma. Chłopak znów nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, po czym przechwycił piłkę od Kevina i jak zwykle trafił do kosza. Rozległ się gwizdek trenera i wszyscy powoli zaczęli schodzić z boiska. Justin spuścił głowę i zginął w tłumie swoich kolegów.
Wróciłam z Evie do szatni. Postanowiłam nie chwalić się jej spotkaniem z Kevinem, bo nie byłam pewna jakby zareagowała. Przed szkołą pożegnałyśmy się. Dziewczyna ruszyła w stronę mojego domu, z czego wywnioskowałam, że musi gdzieś blisko mieszkać. Ja rozejrzałam się po dziedzińcu i zauważyłam, że Kevin już kieruje się w moją stronę…cdn.
<><><>
I jak? Wyjątkowo szybko dodałam, patrząc na to, jak było wcześniej z notkami. Ugh, trochę wam zmniejszyłam liczbę kom do uzbierania, bo ta nn jest raczej nudna (tzn nie ma w niej Justina, a wiem, że lubicie jak jest).
Miło mi, że opowiadanie przypadło wam do gustu. To postaram się dla odmiany skończyć. Haha, zauważyłam, że u mnie to jest tak na zmianę. Nie kończę, kończę, nie kończę, kończę... Teraz przyszła kolej na kończę:b
13komentarzy=NN
Tagi:
Rozdział 2
- Gwen, chodź tutaj! Śniadanie się samo nie zje!- usłyszałam z dołu i powoli wyszłam z łazienki.
Wróciłam do pokoju i po raz ostatni, zerknęłam w lustro. Zobaczyłam tam dziewczynę tak ubraną i z grymasem niezadowolenia na twarzy. Czułam, że nie dam rady. Nie, ja to wiedziałam. Nigdy jeszcze nie chodziłam do szkoły, nawet jak byłam o wiele młodsza. Często się przeprowadzaliśmy i rodzice stwierdzili, że lepiej dla mnie będzie, jeśli będę miała własnego nauczyciela. I myślę, że zostałoby tak do dziś, gdyby nie to, że tato dostał ofertę pracy w Los Angeles i planował zostać tu na trochę dłużej. Miałam tu nawet napisać egzaminy za rok, w co szczerze nie wierzyłam. Nie zamierzałam się też zbytnio klimatyzować, bo i tak wiedziałam, że jak zwykle nic z tego nie wyjdzie.
Zarzuciłam na ramię plecak i wyszłam z pokoju, bawiąc się moim ipodem. Wyciągnęłam z małej kieszonki słuchawki i włożyłam do odtwarzacza, ustawiając go na moją ulubioną piosenkę. Pogwizdując, zeszłam po schodach i zabrałam się za ubieranie butów. Gdy już chciałam wyjść z domu, zatrzymał mnie szorstki i nieznoszący sprzeciwu, głos mojego taty.
- Wracaj tu i zjedz śniadanie.- rozkazał mi, nawet nie podnosząc na mnie wzroku zza gazety.
- Jakoś nie jestem głodna…- zaczęłam się wymigiwać, znudzona.
- Masz zjeść i koniec.- przerwał mi, wskazując palcem na miejsce przy stole.
Rzuciłam zdenerwowana plecak na ziemię i usiadłam przy stole. Mama, unikając mojego pełnego złości wzroku, postawiła przede mną talerz i szklankę. Zdenerwowana, wzięłam sok pomarańczowy i nalałam sobie trochę. Na talerz nałożyłam sobie jednego naleśnika, którego szybko rozerwałam sztućcami i pożarłam.
Byłam na nich wkurzona za wszystko, co mi zrobili. Była połowa drugiego semestru, a oni tak po prostu przepisali mnie do jakieś klasy, licząc na sama nie wiem co. Wiadome przecież było, że tak szybko się nie zaaklimatyzuję i że raczej ludzie ze szkoły mnie nie zaakceptują. Ale oni byli jakby głusi na tego typu argumenty. Mieli swój własny cel, który za wszelką cenę, chcieli osiągnąć.
- Mogę już iść?- spytałam, dopijając sok.
- Poczekaj, to cię odwiozę.- poprosił tato, zerkając kątem oka na zegar wiszący na ścianie.
- Wolałabym pójść sama…
- Odwiozę cię.- powtórzył, wstając od stołu i składając gazetę.
Przełknęłam ślinę i ruszyłam za nim do wyjścia. Rzuciłam jeszcze mamie krótkie „cześć” po czym wszyłam na zewnątrz. Dziś pogoda była dość nieciekawa. Niebo wyglądało tak, jakby zaraz miał z niego lunąć deszcz. Przed domami kręcili się już inni ludzie, odpalając samochody i powoli wyjeżdżając do pracy. Mieszkaliśmy w jednej z bardziej zamożnych dzielnic, więc wszyscy tu mieli luksusowe auta i olbrzymie posiadłości. Mój dom raczej nie należał do grupy nie wiadomo jak okazałych rezydencji. Był taki… zwyczajny. Powiem wręcz, że w porównaniu z moimi poprzednimi, wydawał się być mały.
Jechaliśmy w ciszy. Tzn on rozmawiał przez słuchawkę, a ja patrzyłam na mijane domy. Nie wiedziałam o czym mogę z nim gadać. Od dawna już tego nie robiliśmy i najwidoczniej wyszłam z wprawy. No trudno, jakoś specjalnie mi na tym nie zależało. Grunt, by się na mnie nie wkurzał i nie traktował mnie jak nic niewiedzącej smarkuli, bo to denerwowało mnie najbardziej. Ponad to, dziś prawdopodobieństwo wybuchu z mojej strony było o wiele większe, niż zwykle. Byłam na maksa zestresowana i nie kontrolowałam instynktownych odruchów.
Dojechaliśmy pod szkołę. Był to wykosi, ceglany budynek, który z mojej perspektywy, prezentował się wyjątkowo niekorzystnie. Otaczał go zielony trawnik, przez który po samym środku prowadziła jasna ścieżka. Wokół budynku, na ławkach, gromadziła się już młodzież. Byłam trochę przed lekcjami, by móc na luzie załatwić wszystkie formalności w sekretariacie.
Zerknęłam kątem oka na tatę i wyciągnęłam ipoda z plecaka.
- No to ja już może pójdę.- powiedziałam cicho, odblokowując drzwi.
- Powodzenia. Nie daj się.- odpowiedział, siląc się na delikatny uśmiech.
Pchnęłam drzwi i szybko wysiadłam z samochodu. Założyłam sobie słuchawki i puściłam jakiegoś rozka, który miał mi dodać pewności siebie. Nie podziałało. Cała roztrzęsiona, ruszyłam w kierunku sekretariatu. Dyskretnie obserwowałam twarze mijanych przeze mnie nastolatków. Większość z nich się śmiała i przemieszczała się w większych grupkach. Niektórzy siedzieli na trawie i przeglądali jakieś zeszyty, zapewne powtarzając wiadomości do sprawdzianów. Znaleźli się też tacy, którzy siedzieli skuleni na ławkach lub opierali się o ceglany mur, otaczający szkołę od zachodu.
Moją szczególną uwagę zwróciła dziewczyna o brązowych, długi, lekko zakręconych włosach. Siedziała na murku. W ręku trzymała szkicownik, w którym nerwowo coś kreśliła. Co chwila używała gumki, którą trzymała cały czas w ustach. Nagle jej twarz podniosła się i nasze oczy się spotkały. Szatynka zmarszczyła nos, schowała szkicownik, zeskoczyła z murka i pobiegła do szkoły. Zignorowałam ją i razem z tłumem, udałam się w stronę głównego wejścia.
W środku liceum wyglądało raczej ubogo. Ściany wymagały odmalowania, a szafki odnowienia. Jednak ogólnie, poziom adrenaliny w moich żyłach podniósł się. Zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę sekretariatu. Pracująca tam kobieta dała mi arkusik z planem lekcji i małą mapka szkoły. Na koniec, ostrzegła mnie przed tworzącymi się w liceum elitkami i poleciła mi, gdzie mam pierwszą lekcję i do którego skrzydła powinnam się udać.
W szkole rozległ się dzwonek. Zestresowana, wyszłam z gabinetu i energicznie skręciłam w prawo, tak jak pokazywała mapka. Wtem wpadłam na kogoś i wszystkie papiery, które dostałam od sekretarki, rozsypały się po ziemi. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam przystojnego szatyna, który schylał się by pozbierać moje arkusze. Podał mi je, przybierając uśmiech na twarz.
- Przepraszam, straszna ze mnie niezdara.- wybełkotałam, oszołomiona jego pięknem.
- Nie ma sprawy, to ja na ciebie wszedłem.- uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyciągnął w moją stronę rękę.- Jestem Kevin.- przedstawił się. Podałam mu dłoń, starając się uspokoić szybko bijące serce.
- Gwendolyn.- powiedziałam cicho, zapatrzona w jego olbrzymie oczy.
Staliśmy tak chwilę, wpatrzeni w siebie, po czym ktoś go zawołał. W oddali widać było biegnącą w naszą stronę sylwetkę wysokiego chłopaka. Miał on tak samo jak Kevin brązowe włosy, ale był od niego trochę mniej rosły w barach. Na twarzy miał wymalowany grymas, dzięki czemu od razu stwierdziłam, że jest brzydszy od swojego przyjaciela. Spojrzał na mnie niemal z pogardą, po czym przeniósł wzrok na swojego kumpla.
- Zamiast flirtować, powinieneś być już na treningu.- powiedział do niego lekko zachrypniętym głosem.- Jeszcze gdyby było dla kogo marnować twój czas.- zmierzył mnie od stóp do głów i prychnął.
- Justin, daj spokój. Poznaj proszę Gwendolyn. Z tego co widzę, jest tutaj nowa.- przedstawił mnie wciąż pogodny Kevin.
- Tak, jestem nowa. Przeniosłam się z…
- Nie interesuje nas skąd się przeniosłaś, śpieszymy się.- przerwał mi Justin, ciągnąc przyjaciela z łokieć w kierunku obiektu sportowego.
- To do zobaczenia później.- krzyknął Kevin, po czym oboje zniknęli za zakrętem.
Zauważyłam, że na korytarzu już prawie nikogo nie było i że chyba nadszedł czas by się ulotnić. Idąc do klasy, myślałam o tym, jakim gburem i prostakiem jest Justin. W ogóle nie pasuje do Kevina, więc dlaczego ten drugi traci z nim czas? Bezsensu. Postaram się go unikać. Z kim jak z kim, ale z nim na pewno nie chcę się bliżej poznawać.
Wróciłam do pokoju i po raz ostatni, zerknęłam w lustro. Zobaczyłam tam dziewczynę tak ubraną i z grymasem niezadowolenia na twarzy. Czułam, że nie dam rady. Nie, ja to wiedziałam. Nigdy jeszcze nie chodziłam do szkoły, nawet jak byłam o wiele młodsza. Często się przeprowadzaliśmy i rodzice stwierdzili, że lepiej dla mnie będzie, jeśli będę miała własnego nauczyciela. I myślę, że zostałoby tak do dziś, gdyby nie to, że tato dostał ofertę pracy w Los Angeles i planował zostać tu na trochę dłużej. Miałam tu nawet napisać egzaminy za rok, w co szczerze nie wierzyłam. Nie zamierzałam się też zbytnio klimatyzować, bo i tak wiedziałam, że jak zwykle nic z tego nie wyjdzie.
Zarzuciłam na ramię plecak i wyszłam z pokoju, bawiąc się moim ipodem. Wyciągnęłam z małej kieszonki słuchawki i włożyłam do odtwarzacza, ustawiając go na moją ulubioną piosenkę. Pogwizdując, zeszłam po schodach i zabrałam się za ubieranie butów. Gdy już chciałam wyjść z domu, zatrzymał mnie szorstki i nieznoszący sprzeciwu, głos mojego taty.
- Wracaj tu i zjedz śniadanie.- rozkazał mi, nawet nie podnosząc na mnie wzroku zza gazety.
- Jakoś nie jestem głodna…- zaczęłam się wymigiwać, znudzona.
- Masz zjeść i koniec.- przerwał mi, wskazując palcem na miejsce przy stole.
Rzuciłam zdenerwowana plecak na ziemię i usiadłam przy stole. Mama, unikając mojego pełnego złości wzroku, postawiła przede mną talerz i szklankę. Zdenerwowana, wzięłam sok pomarańczowy i nalałam sobie trochę. Na talerz nałożyłam sobie jednego naleśnika, którego szybko rozerwałam sztućcami i pożarłam.
Byłam na nich wkurzona za wszystko, co mi zrobili. Była połowa drugiego semestru, a oni tak po prostu przepisali mnie do jakieś klasy, licząc na sama nie wiem co. Wiadome przecież było, że tak szybko się nie zaaklimatyzuję i że raczej ludzie ze szkoły mnie nie zaakceptują. Ale oni byli jakby głusi na tego typu argumenty. Mieli swój własny cel, który za wszelką cenę, chcieli osiągnąć.
- Mogę już iść?- spytałam, dopijając sok.
- Poczekaj, to cię odwiozę.- poprosił tato, zerkając kątem oka na zegar wiszący na ścianie.
- Wolałabym pójść sama…
- Odwiozę cię.- powtórzył, wstając od stołu i składając gazetę.
Przełknęłam ślinę i ruszyłam za nim do wyjścia. Rzuciłam jeszcze mamie krótkie „cześć” po czym wszyłam na zewnątrz. Dziś pogoda była dość nieciekawa. Niebo wyglądało tak, jakby zaraz miał z niego lunąć deszcz. Przed domami kręcili się już inni ludzie, odpalając samochody i powoli wyjeżdżając do pracy. Mieszkaliśmy w jednej z bardziej zamożnych dzielnic, więc wszyscy tu mieli luksusowe auta i olbrzymie posiadłości. Mój dom raczej nie należał do grupy nie wiadomo jak okazałych rezydencji. Był taki… zwyczajny. Powiem wręcz, że w porównaniu z moimi poprzednimi, wydawał się być mały.
Jechaliśmy w ciszy. Tzn on rozmawiał przez słuchawkę, a ja patrzyłam na mijane domy. Nie wiedziałam o czym mogę z nim gadać. Od dawna już tego nie robiliśmy i najwidoczniej wyszłam z wprawy. No trudno, jakoś specjalnie mi na tym nie zależało. Grunt, by się na mnie nie wkurzał i nie traktował mnie jak nic niewiedzącej smarkuli, bo to denerwowało mnie najbardziej. Ponad to, dziś prawdopodobieństwo wybuchu z mojej strony było o wiele większe, niż zwykle. Byłam na maksa zestresowana i nie kontrolowałam instynktownych odruchów.
Dojechaliśmy pod szkołę. Był to wykosi, ceglany budynek, który z mojej perspektywy, prezentował się wyjątkowo niekorzystnie. Otaczał go zielony trawnik, przez który po samym środku prowadziła jasna ścieżka. Wokół budynku, na ławkach, gromadziła się już młodzież. Byłam trochę przed lekcjami, by móc na luzie załatwić wszystkie formalności w sekretariacie.
Zerknęłam kątem oka na tatę i wyciągnęłam ipoda z plecaka.
- No to ja już może pójdę.- powiedziałam cicho, odblokowując drzwi.
- Powodzenia. Nie daj się.- odpowiedział, siląc się na delikatny uśmiech.
Pchnęłam drzwi i szybko wysiadłam z samochodu. Założyłam sobie słuchawki i puściłam jakiegoś rozka, który miał mi dodać pewności siebie. Nie podziałało. Cała roztrzęsiona, ruszyłam w kierunku sekretariatu. Dyskretnie obserwowałam twarze mijanych przeze mnie nastolatków. Większość z nich się śmiała i przemieszczała się w większych grupkach. Niektórzy siedzieli na trawie i przeglądali jakieś zeszyty, zapewne powtarzając wiadomości do sprawdzianów. Znaleźli się też tacy, którzy siedzieli skuleni na ławkach lub opierali się o ceglany mur, otaczający szkołę od zachodu.
Moją szczególną uwagę zwróciła dziewczyna o brązowych, długi, lekko zakręconych włosach. Siedziała na murku. W ręku trzymała szkicownik, w którym nerwowo coś kreśliła. Co chwila używała gumki, którą trzymała cały czas w ustach. Nagle jej twarz podniosła się i nasze oczy się spotkały. Szatynka zmarszczyła nos, schowała szkicownik, zeskoczyła z murka i pobiegła do szkoły. Zignorowałam ją i razem z tłumem, udałam się w stronę głównego wejścia.
W środku liceum wyglądało raczej ubogo. Ściany wymagały odmalowania, a szafki odnowienia. Jednak ogólnie, poziom adrenaliny w moich żyłach podniósł się. Zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę sekretariatu. Pracująca tam kobieta dała mi arkusik z planem lekcji i małą mapka szkoły. Na koniec, ostrzegła mnie przed tworzącymi się w liceum elitkami i poleciła mi, gdzie mam pierwszą lekcję i do którego skrzydła powinnam się udać.
W szkole rozległ się dzwonek. Zestresowana, wyszłam z gabinetu i energicznie skręciłam w prawo, tak jak pokazywała mapka. Wtem wpadłam na kogoś i wszystkie papiery, które dostałam od sekretarki, rozsypały się po ziemi. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam przystojnego szatyna, który schylał się by pozbierać moje arkusze. Podał mi je, przybierając uśmiech na twarz.
- Przepraszam, straszna ze mnie niezdara.- wybełkotałam, oszołomiona jego pięknem.
- Nie ma sprawy, to ja na ciebie wszedłem.- uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyciągnął w moją stronę rękę.- Jestem Kevin.- przedstawił się. Podałam mu dłoń, starając się uspokoić szybko bijące serce.
- Gwendolyn.- powiedziałam cicho, zapatrzona w jego olbrzymie oczy.
Staliśmy tak chwilę, wpatrzeni w siebie, po czym ktoś go zawołał. W oddali widać było biegnącą w naszą stronę sylwetkę wysokiego chłopaka. Miał on tak samo jak Kevin brązowe włosy, ale był od niego trochę mniej rosły w barach. Na twarzy miał wymalowany grymas, dzięki czemu od razu stwierdziłam, że jest brzydszy od swojego przyjaciela. Spojrzał na mnie niemal z pogardą, po czym przeniósł wzrok na swojego kumpla.
- Zamiast flirtować, powinieneś być już na treningu.- powiedział do niego lekko zachrypniętym głosem.- Jeszcze gdyby było dla kogo marnować twój czas.- zmierzył mnie od stóp do głów i prychnął.
- Justin, daj spokój. Poznaj proszę Gwendolyn. Z tego co widzę, jest tutaj nowa.- przedstawił mnie wciąż pogodny Kevin.
- Tak, jestem nowa. Przeniosłam się z…
- Nie interesuje nas skąd się przeniosłaś, śpieszymy się.- przerwał mi Justin, ciągnąc przyjaciela z łokieć w kierunku obiektu sportowego.
- To do zobaczenia później.- krzyknął Kevin, po czym oboje zniknęli za zakrętem.
Zauważyłam, że na korytarzu już prawie nikogo nie było i że chyba nadszedł czas by się ulotnić. Idąc do klasy, myślałam o tym, jakim gburem i prostakiem jest Justin. W ogóle nie pasuje do Kevina, więc dlaczego ten drugi traci z nim czas? Bezsensu. Postaram się go unikać. Z kim jak z kim, ale z nim na pewno nie chcę się bliżej poznawać.
<><><>
No i mamy pierwszy rozdział. Jak oceniacie? Bo moim zdaniem, jeden z bardziej udanych od bardzo dawna:b Fajnie, że spodobał wam się mój zwiastun (godzina pracy nie poszła na marne):D Dam wam takie małe wyznanie, zobaczymy czy sprostacie;)
12komentarzy=NN
Tagi:
Rozdział 1
Taratatata, oto zwiastun!
><<>><
Mam nadzieję, że nowy zwiastun przepadnie wam do gustu. Napisałam już pierwszy rozdział, który tylko czeka na publikację. Jeszcze tylko kilka poprawek. A jak oceniacie promo? Bo moim zdaniem filmik się udał i jest chyba moim najlepszym.
10komentarzy=NN
><<>><
Mam nadzieję, że nowy zwiastun przepadnie wam do gustu. Napisałam już pierwszy rozdział, który tylko czeka na publikację. Jeszcze tylko kilka poprawek. A jak oceniacie promo? Bo moim zdaniem filmik się udał i jest chyba moim najlepszym.
10komentarzy=NN
Tagi:
Zwiastun
Bohaterowie
Gwendolyn Broke (17 l.)- przeprowadziła się z Londynu do Los Angeles. Jest z natury skryta i trochę wredna, o czym mogą się przekonać jej wrogowie. Nie wie, jakie ma talenty, ponieważ nigdy nie skupiała się na ich odkrywaniu.
Justin Bieber (18 l.)- zapatrzony w siebie chłopak. Nie ma jednej dziewczyny, a kilka, które spełniając każdą jego zachciankę. Rządzi szkołą, razem ze swoimi kumplami. Udaje kogoś kim nie jest, przez co nikt tak naprawdę nie ma do niego pełnego dostępu.
Evie McFridge (17 l.)- zwyczajna nastolatka chodząca do jednego z liceów w Los Angeles. Żyje w odosobnieniu, myśląc że ludzie z którymi chodzi do klasy do głupki i debile. Nienawidzi Justina, jednak podkochuje się w jednym z jego przyjaciół.
Kevin Oneil (18 l.)- najlepszy przyjaciel Justina i wice kapitan drużyny futbolowej. Znany ze swojego poczucia humoru oraz bogatych rodziców. Podoba mu się jedna dziewczyna, jednak boi się do tego przyznać swojemu najlepszemu przyjacielowi.
Prolog
- I co, myślisz, że jak przeprosisz, to co się niby stanie? Ma ci się rzucić na szyję?- spytałam już nieźle wkurzona.
Jednak on pozostawał wciąż tak samo spokojny, jakby obojętny na całe to zamieszanie. Wkurzał mnie, zresztą jak zawsze. Ale teraz to już wyjątkowo. Zachowywał się tak, jakby nie było nic dziwnego w tym, że przed chwilą złapał mnie za rękę i przygwoździł do zimnej kory drzewa. Zachowywał się tak, jakby nigdy mnie nie nienawidził.
- Po co to robisz?- trochę się już uspokoiłam.
Jego ręce, na których opierał się po moich obu stronach, bardzo mnie dekoncentrowały. Dzieliły je tylko centymetry od mojej głowy. Nagle jedna z nich się oderwała i pogłaskała mnie po policzku. Dotyk ten był tak delikatny, że nie byłam pewna, czy aby sobie jego nie wyobraziłam.
- Ja…- zaczął, a ja spojrzałam na niego pytająco. Westchnął.- Wydaje mi się… Nie, ja wiem, że…
Zamarł, wpatrzony w moje oczy. Nie wiedziałam co chce mi przekazać, toteż mój oddech z nadmiaru emocji niebezpiecznie przyśpieszył.
- Ja zakochałem się w tobie.- powiedział cicho, po czym wpił się w moje wargi
Gwendolyn Broke (17 l.)- przeprowadziła się z Londynu do Los Angeles. Jest z natury skryta i trochę wredna, o czym mogą się przekonać jej wrogowie. Nie wie, jakie ma talenty, ponieważ nigdy nie skupiała się na ich odkrywaniu.
Justin Bieber (18 l.)- zapatrzony w siebie chłopak. Nie ma jednej dziewczyny, a kilka, które spełniając każdą jego zachciankę. Rządzi szkołą, razem ze swoimi kumplami. Udaje kogoś kim nie jest, przez co nikt tak naprawdę nie ma do niego pełnego dostępu.
Evie McFridge (17 l.)- zwyczajna nastolatka chodząca do jednego z liceów w Los Angeles. Żyje w odosobnieniu, myśląc że ludzie z którymi chodzi do klasy do głupki i debile. Nienawidzi Justina, jednak podkochuje się w jednym z jego przyjaciół.
Kevin Oneil (18 l.)- najlepszy przyjaciel Justina i wice kapitan drużyny futbolowej. Znany ze swojego poczucia humoru oraz bogatych rodziców. Podoba mu się jedna dziewczyna, jednak boi się do tego przyznać swojemu najlepszemu przyjacielowi.
Prolog
- I co, myślisz, że jak przeprosisz, to co się niby stanie? Ma ci się rzucić na szyję?- spytałam już nieźle wkurzona.
Jednak on pozostawał wciąż tak samo spokojny, jakby obojętny na całe to zamieszanie. Wkurzał mnie, zresztą jak zawsze. Ale teraz to już wyjątkowo. Zachowywał się tak, jakby nie było nic dziwnego w tym, że przed chwilą złapał mnie za rękę i przygwoździł do zimnej kory drzewa. Zachowywał się tak, jakby nigdy mnie nie nienawidził.
- Po co to robisz?- trochę się już uspokoiłam.
Jego ręce, na których opierał się po moich obu stronach, bardzo mnie dekoncentrowały. Dzieliły je tylko centymetry od mojej głowy. Nagle jedna z nich się oderwała i pogłaskała mnie po policzku. Dotyk ten był tak delikatny, że nie byłam pewna, czy aby sobie jego nie wyobraziłam.
- Ja…- zaczął, a ja spojrzałam na niego pytająco. Westchnął.- Wydaje mi się… Nie, ja wiem, że…
Zamarł, wpatrzony w moje oczy. Nie wiedziałam co chce mi przekazać, toteż mój oddech z nadmiaru emocji niebezpiecznie przyśpieszył.
- Ja zakochałem się w tobie.- powiedział cicho, po czym wpił się w moje wargi
Tagi:
Bohaterowie & Prolog
Dobra, laski, koniec. Dziś zaczęłam nowe życie (wczoraj powiedziałam sobie z chłopakiem, na którym mi zależało,że nic z tego nie będzie, więc same rozumiecie...) i zauważyłam, że ten blog jest szczerze do bani. Nie, na serio nie zaprzeczajcie, bo dobrze wiem, że będą to nieszczere zaprzeczenia. Widzę, że już jedna osoba odeszła mi z obserwujących, więc trzeba coś z tym zrobić.
Hmmm, jakieś pomysły? Tzn ja widzę dwa wyjścia. Po pierwsze, usuwam. Po drugie, dajecie mi nie wiem już którą szansę i pozwalacie mi zacząć nowe opowiadanie. Wiem, na pewno was to wkurzy, ale tego poprzedniego są tylko 4 rozdziały i już nie mam weny (dlatego są tak krótkie), więc proszę zrozumcie.
Wiedzcie, że zaczęłam czytać wasze blogi. Nareszcie! Idę po kolei, po tych, które mnie "obserwują". Obiecuję, że zostawie u was po jednym komie, a może nawet kilka.
Tak więc, oficjalnie wracam. Nie wiem, czy wam się to spodoba, spodziewam się, że nie. Ale cóż... Ja się tak łatwo nie poddaję!
Hmmm, jakieś pomysły? Tzn ja widzę dwa wyjścia. Po pierwsze, usuwam. Po drugie, dajecie mi nie wiem już którą szansę i pozwalacie mi zacząć nowe opowiadanie. Wiem, na pewno was to wkurzy, ale tego poprzedniego są tylko 4 rozdziały i już nie mam weny (dlatego są tak krótkie), więc proszę zrozumcie.
Wiedzcie, że zaczęłam czytać wasze blogi. Nareszcie! Idę po kolei, po tych, które mnie "obserwują". Obiecuję, że zostawie u was po jednym komie, a może nawet kilka.
Tak więc, oficjalnie wracam. Nie wiem, czy wam się to spodoba, spodziewam się, że nie. Ale cóż... Ja się tak łatwo nie poddaję!
Tagi:
Nowy początek
4. „Mam nadzieję, że dostaniesz pokój możliwie jak najdalej od mojego.”
*Oczami Destiny*
Patrząc na mnie w tym momencie, moglibyście zdać jedno góra dwa pytania. Dlaczego leżę na łóżku zapłakana? I dlaczego z moich słuchawek leci kawałek tego padalca, przez którego płaczę? A więc, odpowiedzi również są dwie. Po pierwsze, przed chwilą była tu moja mama i powiedziała mi cos strasznego. A po drugie, zawsze miałam skłonności masochistyczne.
Przyciszyłam trochę muzykę i podniosłam się do pozycji siedzącej. Kątem oka zerknęłam na pościel i skarciłam się w duchu, że użyłam dziś maskary i kredki do oczu. Na kołdrze pozostały dwie czarne plamy, które ostatecznie wyglądały nawet zabawnie. Uśmiechnęła się do siebie w duchu i wstałam. Lekko się chwiejąc, podeszłam do lustra ludzkich rozmiarów i wacikiem zaczęłam zmazywać czarny tusz. Po dwóch minutach tarcia (maska powinna być wodoodporna) wyglądałam jak przemęczona dziewczyna z olbrzymimi worami pod oczami i trochę za szerokimi biodrami. W każdym bądź razie, prezentowałam się tragicznie. Jednak patrząc na wydarzenia z wczoraj, miałam zupełne prawo by się tak prezentować. Ach, no i jeszcze ta wiadomość!
Przygotujcie się na szok. Ni odpowiadam za ewentualny zawał. A więc…
Będę mieszkać z Justinem Bieberem pod jednym dachem…
Żyjecie? Bo ja ledwo od kiedy to usłyszałam. Ostatkiem sił podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej jakiś dres. Przebrałam się w niego i postanowiłam zejść na dół. O ile wiem, on i jego ojczulek mieli się tam zaraz pojawić. Tak, zamiast fajnej dziewczyny, powita ich wkurzony zombiak Destiny. A olać to.
- Destiny, mamy gości!- usłyszałam głos mamy, schodząc z pierwszego stopnia.
Jeszcze bardziej zwolniłam tępo i tym oto sposobem, dopiero po dwóch minutach znalazłam się na dole, gdzie stał już Jeremy. Nie widziałam jego syna. Pewnie bawił się z następną „własną dziwką”. Stwierdziłam, że jego też należy olać i przybrałam na moją zmęczoną twarz delikatny uśmiech.
- Och, dziecko! Jak ty wyglądasz?!- oburzyła się kobieta, mierząc mnie od góry do dołu, co niezbyt przypadło mi do gustu.
- Tak jak mi się chciało.- skwitowałam i przeszłam z salonu do kuchni, zostawiając tam zdziwionych starszych.
Jednak już po kilku krokach w stronę kuchni, pożałowałam, że w ogóle postanowiłam tam iść.
*Oczami Justina*
Jaki mały dom! Boże, jaka ohydna kuchnia! Nie wytrzymam tu długo!
Otworzyłem lodówkę i zacząłem w niej szperać, jednak nie znalazłem nic godnego uwagi. Dziwnie się czułem. Przebywanie w domu Destiny nie szło mi na rękę patrząc na to, jak się wczoraj zachowałem. Pragnąłem jej i chyba zbyt wyraziście dałem jej o tym do zrozumienia. Ech, Bieber, ty to potrafisz zranić dziewczynę. No ale cóż, jestem tak cudowny, że i tak zawsze mi wybaczają.
- Radzę ci jak najszybciej ulotnić się z mojej kuchni lub chociaż zejść mi z drogi.- usłyszałem cichy głos tuż za mną i przyznam wam się, że na chwilę zamarłem.
Wstałem i spojrzałem na moją wczorajszą partnerkę w tańcu. Miała na sobie szary dres i różową bluzkę, która była lekko za duża i odsłaniała jej prawe ramię. Stwierdziłem, że jej oczy są dziwnie napuchnięte i czerwone i że pewnie płakała. Przeze mnie? Nie, na pewno nie. Ja raczej nie jestem wart łez… Tak, powiedziałem coś złego na swój temat. No ale muszę przyznać, że jestem chamski i zarozumiały. I szczerze, to nie widzę nic złego w takiej postawi. A raczej nie widziałem, póki nie zobaczyłem w jakim stanie jest ta dziewczyna.
- Jasne.- wyszeptałem, usuwając jej się z drogi.
Schyliła się i zaczęła poszukiwać czegoś na dolnych półkach lodówki. Patrzyłem jak wypina w moją stronę biodra, a w mojej głowie dominowała tylko jedna myśl (domyślcie się jaka). Jednak powstrzymałem się i odsunąłem o kilka kroków. Patrzyłem jak wyciąga serek waniliowy, bierze łyżeczkę z suszarki, otwiera wieczko i zmysłowo je oblizuje. No i to było dla mnie za wiele. Poczułem straszne pragnienie bliskości, którego nie mogłem teraz zaspokoić. Lekko się zgarbiłem, oblizując wargi.
- Mam nadzieję, że dostaniesz pokój możliwie jak najdalej od mojego.- powiedziała, nie patrząc na mnie.
Nagle ja też zacząłem mieć taką nadzieję. W końcu, lubiłem żyć i byłem jeszcze za młody by umierać.
- Poproszę o to.- odpowiedziałem potulnie.
I wtedy posłała mi jedno, samotne spojrzenie. Oczywiście, odwzajemniłem je. Patrzyliśmy tak na siebie przez kilka dłużących się minut. Miałem ochotę odwrócić wzrok, kiedy ona przypatrywała się mi tymi smutnymi, a zarazem pełnymi złości oczami.
Wtedy ona po prostu wyszła z kuchni, zostawiając mnie samego z moimi myślami. Przeczesałem włosy i wróciłem do Jeremiego w salonie…cdn.
*Oczami Destiny*
Patrząc na mnie w tym momencie, moglibyście zdać jedno góra dwa pytania. Dlaczego leżę na łóżku zapłakana? I dlaczego z moich słuchawek leci kawałek tego padalca, przez którego płaczę? A więc, odpowiedzi również są dwie. Po pierwsze, przed chwilą była tu moja mama i powiedziała mi cos strasznego. A po drugie, zawsze miałam skłonności masochistyczne.
Przyciszyłam trochę muzykę i podniosłam się do pozycji siedzącej. Kątem oka zerknęłam na pościel i skarciłam się w duchu, że użyłam dziś maskary i kredki do oczu. Na kołdrze pozostały dwie czarne plamy, które ostatecznie wyglądały nawet zabawnie. Uśmiechnęła się do siebie w duchu i wstałam. Lekko się chwiejąc, podeszłam do lustra ludzkich rozmiarów i wacikiem zaczęłam zmazywać czarny tusz. Po dwóch minutach tarcia (maska powinna być wodoodporna) wyglądałam jak przemęczona dziewczyna z olbrzymimi worami pod oczami i trochę za szerokimi biodrami. W każdym bądź razie, prezentowałam się tragicznie. Jednak patrząc na wydarzenia z wczoraj, miałam zupełne prawo by się tak prezentować. Ach, no i jeszcze ta wiadomość!
Przygotujcie się na szok. Ni odpowiadam za ewentualny zawał. A więc…
Będę mieszkać z Justinem Bieberem pod jednym dachem…
Żyjecie? Bo ja ledwo od kiedy to usłyszałam. Ostatkiem sił podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej jakiś dres. Przebrałam się w niego i postanowiłam zejść na dół. O ile wiem, on i jego ojczulek mieli się tam zaraz pojawić. Tak, zamiast fajnej dziewczyny, powita ich wkurzony zombiak Destiny. A olać to.
- Destiny, mamy gości!- usłyszałam głos mamy, schodząc z pierwszego stopnia.
Jeszcze bardziej zwolniłam tępo i tym oto sposobem, dopiero po dwóch minutach znalazłam się na dole, gdzie stał już Jeremy. Nie widziałam jego syna. Pewnie bawił się z następną „własną dziwką”. Stwierdziłam, że jego też należy olać i przybrałam na moją zmęczoną twarz delikatny uśmiech.
- Och, dziecko! Jak ty wyglądasz?!- oburzyła się kobieta, mierząc mnie od góry do dołu, co niezbyt przypadło mi do gustu.
- Tak jak mi się chciało.- skwitowałam i przeszłam z salonu do kuchni, zostawiając tam zdziwionych starszych.
Jednak już po kilku krokach w stronę kuchni, pożałowałam, że w ogóle postanowiłam tam iść.
*Oczami Justina*
Jaki mały dom! Boże, jaka ohydna kuchnia! Nie wytrzymam tu długo!
Otworzyłem lodówkę i zacząłem w niej szperać, jednak nie znalazłem nic godnego uwagi. Dziwnie się czułem. Przebywanie w domu Destiny nie szło mi na rękę patrząc na to, jak się wczoraj zachowałem. Pragnąłem jej i chyba zbyt wyraziście dałem jej o tym do zrozumienia. Ech, Bieber, ty to potrafisz zranić dziewczynę. No ale cóż, jestem tak cudowny, że i tak zawsze mi wybaczają.
- Radzę ci jak najszybciej ulotnić się z mojej kuchni lub chociaż zejść mi z drogi.- usłyszałem cichy głos tuż za mną i przyznam wam się, że na chwilę zamarłem.
Wstałem i spojrzałem na moją wczorajszą partnerkę w tańcu. Miała na sobie szary dres i różową bluzkę, która była lekko za duża i odsłaniała jej prawe ramię. Stwierdziłem, że jej oczy są dziwnie napuchnięte i czerwone i że pewnie płakała. Przeze mnie? Nie, na pewno nie. Ja raczej nie jestem wart łez… Tak, powiedziałem coś złego na swój temat. No ale muszę przyznać, że jestem chamski i zarozumiały. I szczerze, to nie widzę nic złego w takiej postawi. A raczej nie widziałem, póki nie zobaczyłem w jakim stanie jest ta dziewczyna.
- Jasne.- wyszeptałem, usuwając jej się z drogi.
Schyliła się i zaczęła poszukiwać czegoś na dolnych półkach lodówki. Patrzyłem jak wypina w moją stronę biodra, a w mojej głowie dominowała tylko jedna myśl (domyślcie się jaka). Jednak powstrzymałem się i odsunąłem o kilka kroków. Patrzyłem jak wyciąga serek waniliowy, bierze łyżeczkę z suszarki, otwiera wieczko i zmysłowo je oblizuje. No i to było dla mnie za wiele. Poczułem straszne pragnienie bliskości, którego nie mogłem teraz zaspokoić. Lekko się zgarbiłem, oblizując wargi.
- Mam nadzieję, że dostaniesz pokój możliwie jak najdalej od mojego.- powiedziała, nie patrząc na mnie.
Nagle ja też zacząłem mieć taką nadzieję. W końcu, lubiłem żyć i byłem jeszcze za młody by umierać.
- Poproszę o to.- odpowiedziałem potulnie.
I wtedy posłała mi jedno, samotne spojrzenie. Oczywiście, odwzajemniłem je. Patrzyliśmy tak na siebie przez kilka dłużących się minut. Miałem ochotę odwrócić wzrok, kiedy ona przypatrywała się mi tymi smutnymi, a zarazem pełnymi złości oczami.
Wtedy ona po prostu wyszła z kuchni, zostawiając mnie samego z moimi myślami. Przeczesałem włosy i wróciłem do Jeremiego w salonie…cdn.
♥♥♥
Wiem, dłuuuuuuugo mnie tu nie było.
Wiedzcie, że moje życie w tym okresie zdążyło się kilka razy kompletnie zawalić. Potrafiłam płakać kilka razy po sobie. Ach, no i byłam w PARYŻU! Tak, dokładnie. Uroki bycia w klasie językowej. Miasto... piękne. A wspomnienia jeszcze lepsze (już wiem dlaczego nazywają to miasto miastem miłości;)).
Już się odkochałam. Ha i to dopiero wtedy, kiedy mu się spodobałam. Stwierdziłam, że w ogóle do siebie nie pasujemy. No cóż, bywa.
Dziękuję za tyle komentarzy, jesteście kochane. Och i przybyło mi kilka obserwujących, nie wspominając już o ilości wejść. Dzięki wielkie♥
25komentarzy=NN
Tagi:
Rozdział 4
3 „Bądź dziś moją dziwką.”
*Oczami Destiny*
- Nie ma mowy, Justin!- usłyszałam tylko strzępek kłótni ojca z synem.
- No weź, to tylko wypad do klubu. Będzie ta laska i jej brat.- mówił chłopak, podrzucając sobie iphona w ręce.
- Nie i już. Ostatnio dość zaszalałeś.- powiedział stanowczo ojciec, po czym wsiadł do czarnego samochodu.
Justin został sam na parkingu. Widocznie do domu miał wrócić pieszo. Bałam się do niego podejść. Nie wiem czy to przez to, że jeszcze go nie do końca znałam. Czy może był to wina jego ręki, która w czasie spotkania znalazła się na moim kolanie. Nie powiem, trochę mnie to zaskoczyło. Ale z drugiej strony, poczułam się na swój sposób wyróżniona. Szatyn był bardzo przystojny i widziałam jak dziewczyny w kawiarni na niego zerkają. A mimo to, jego dłoń znalazła się na moim kolanie. Ha, założę się, że nawet nie zwracał wtedy uwagi na inne.
Chłopak zauważył mnie i uśmiechnął się szeroko. Podszedł do mnie wyluzowany i stanął obok mnie. Razem patrzyliśmy na co raz bardziej pusty parking. Czułam jak robię się co raz bardziej spięta. W świetle zachodzącego słońca, Justin stał się jeszcze ładniejszy. Jego kości policzkowe zostały podkreślone, a oczom nadano tajemniczy błysk. Uśmiechnęłam się lekko, z trudem powstrzymując się przed zagryzieniem wargi.
- A już miałam na nadzieję na taniec z tobą.- wyznałam, chcąc rozluźnić atmosferę.
- No i dziś będziesz miała okazję.- powiedział z uśmiechem.
- Ale przecież… Twój tato ci nie pozwolił.- zaprotestowałam, a on zaśmiał się cicho. Boże, jaki on był seksowny!
- Gdybym go cały czas słuchał, Desy, to nie mógłbym robić połowy rzeczy.- wyjaśnił. Spodobało mi się, jak skrócił moje imię.- No to co, idziemy zaszaleć?- puścił mi oczko, wystawiając swoją dłoń w moją stronę.
Posłałam mu jeden z moich bardziej niegrzecznych uśmieszków i splotłam nasze palce ze sobą.
*Oczami Justina*
Razem skierowaliśmy się w stronę samochodu jej brata. No nie powiem, co raz bardziej ją lubiłem. Zwłaszcza, że w tym świetle jej piersi widoczne spod bluzki z lekkim dekoltem stawały się jeszcze jakby większe i bardziej zachęcające. Oblizałem wargi, zerkając na jej kręcące się podczas każdego kroku, biodra. Nie była strasznie chuda, ale nie była też gruba. Była taka… no idealna.
Czułem jak jej ciepła ręka lekko drży. Stresowała się. No i widzisz, Bieber, co ty potrafisz zrobić z dziewczyna?! Skoro samo trzymanie za rękę sprawia jej przyjemność, to co by się działo gdybyście zostali sami w sypialni?! Woho, chciałbym się jak najszybciej dowiedzieć!
- I co, Jus, jedziesz z nami?- usłyszałem głos jej brata, który wyrwał mnie z zamyślenia. Na twarz przybrałem cwany uśmieszek.
- No jasne, nie przegapiłbym żadnej imprezy.- przybiliśmy sobie piątki z Joshem i wszyscy wsiedliśmy do samochodu.
Razem z Destiny wpakowaliśmy się na tylne siedzenia. Były wygodne, jakby stworzone do czegoś innego, jeżeli wiecie co mam na myśli… Miałem nadzieję, że później będziemy mogli je inaczej spożytkować. Widziałem jak Destiny delikatnie się do mnie przysuwa. Nasze kolana i uda dotykały się i nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie to podnieciło. Zerknąłem niepewnie na twarz i stwierdziłem, że dziewczyna uśmiechała się delikatnie, na pewno obmyślając plan rzeczy, które zrobi ze mną jak już będziemy sami. Bo ja bynajmniej takie plan rozważałem przez całe spotkanie w tej podrzędnej kawiarence.
- No, jesteśmy.- odezwał się chłopak, przekręcając kluczyki w stacyjce.
Destiny od razu zerwała się z siedzenia. Wstając, położyła rękę na moim kolanie, co był równoznaczne z wybuchem jakiegoś dziwnego mrowienia w moim podbrzuszu. Spodobało mi się to, jak moje ciało na nią reagowało. To mogło świadczyć tylko o tym, że serio jesteśmy dla siebie stworzeni.
*Oczami Destiny*( tu macie songa, który leciał w klubie)
W klubie byliśmy już od godziny. Zabawa była przednia. Razem z Justinem trochę dużo już wypiliśmy, a Josh był za bardzo zajęty pracą, by nas kontrolować. Nie schodziliśmy niemal z parkietu. A Justin tańczył wprost niesamowicie. Byliśmy bardzo blisko, czułam jego oddech na moich obojczykach i szyi. Alkohol buzował w moich żyłach, co napełniało mnie strasznym optymizmem.
Ręce Justina z mojej talii zjechały na biodra, tak był jego palce znalazły się na moich pośladkach. Spodobało mi się to, zwłaszcza gdy cicho zamruczał mi do ucha. Sama przyłapałam się na tym, że jedna z moich rąk spoczęła na jego pośladku. Normalnie uznałabym to za ohydne, a tym razem? Szczere mi się to podobało. Odchyliłam głowę do tyłu, pozwalając by chłopak zaczął mnie całować po szyi. Po chwili, poczułam jak ciągnie mnie za rękę i prowadzi w bardziej ustronne miejsce, obok toalet.
Rozogniona, rzuciłam się na niego. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Każdy pocałunek był zaborczy i brutalny, wynikał jedynie z naszego napalenia i ilości alkoholu w żyłach. Chłopak mocniej ścisnął moje pośladki, a ja włożyłam mu ręce pod koszulkę i zaczęłam masować jego tors. Zamruczał cicho, zjeżdżając pocałunkami do mojej szyi i dekoltu. Gdy był już przy tym drugim, znów zamruczał. Spodobało mi się to, więc wtopiłam swoje palce w jego włosy i przycisnęłam go bardziej do siebie.
- Bądź dziś moją dziwką.- wyszeptał cicho, a ja zamarłam.
Dziwką? Jestem dziwką?
Odepchnęłam go od siebie i poczułam jak z moich oczu spływają łzy. Wybiegłam szybko z tego miejsca i z klubu. Było mi nie dobrze, kręciło mi się w głowie. Byłam dziwką. Dałam mu się obmacywać. Spojrzałam w dwie strony i szybko wybrałam jedną z nich. Biegłam przed siebie, byleby jak najdalej od klubu i tego kretyna…cdn.
*Oczami Destiny*
- Nie ma mowy, Justin!- usłyszałam tylko strzępek kłótni ojca z synem.
- No weź, to tylko wypad do klubu. Będzie ta laska i jej brat.- mówił chłopak, podrzucając sobie iphona w ręce.
- Nie i już. Ostatnio dość zaszalałeś.- powiedział stanowczo ojciec, po czym wsiadł do czarnego samochodu.
Justin został sam na parkingu. Widocznie do domu miał wrócić pieszo. Bałam się do niego podejść. Nie wiem czy to przez to, że jeszcze go nie do końca znałam. Czy może był to wina jego ręki, która w czasie spotkania znalazła się na moim kolanie. Nie powiem, trochę mnie to zaskoczyło. Ale z drugiej strony, poczułam się na swój sposób wyróżniona. Szatyn był bardzo przystojny i widziałam jak dziewczyny w kawiarni na niego zerkają. A mimo to, jego dłoń znalazła się na moim kolanie. Ha, założę się, że nawet nie zwracał wtedy uwagi na inne.
Chłopak zauważył mnie i uśmiechnął się szeroko. Podszedł do mnie wyluzowany i stanął obok mnie. Razem patrzyliśmy na co raz bardziej pusty parking. Czułam jak robię się co raz bardziej spięta. W świetle zachodzącego słońca, Justin stał się jeszcze ładniejszy. Jego kości policzkowe zostały podkreślone, a oczom nadano tajemniczy błysk. Uśmiechnęłam się lekko, z trudem powstrzymując się przed zagryzieniem wargi.
- A już miałam na nadzieję na taniec z tobą.- wyznałam, chcąc rozluźnić atmosferę.
- No i dziś będziesz miała okazję.- powiedział z uśmiechem.
- Ale przecież… Twój tato ci nie pozwolił.- zaprotestowałam, a on zaśmiał się cicho. Boże, jaki on był seksowny!
- Gdybym go cały czas słuchał, Desy, to nie mógłbym robić połowy rzeczy.- wyjaśnił. Spodobało mi się, jak skrócił moje imię.- No to co, idziemy zaszaleć?- puścił mi oczko, wystawiając swoją dłoń w moją stronę.
Posłałam mu jeden z moich bardziej niegrzecznych uśmieszków i splotłam nasze palce ze sobą.
*Oczami Justina*
Razem skierowaliśmy się w stronę samochodu jej brata. No nie powiem, co raz bardziej ją lubiłem. Zwłaszcza, że w tym świetle jej piersi widoczne spod bluzki z lekkim dekoltem stawały się jeszcze jakby większe i bardziej zachęcające. Oblizałem wargi, zerkając na jej kręcące się podczas każdego kroku, biodra. Nie była strasznie chuda, ale nie była też gruba. Była taka… no idealna.
Czułem jak jej ciepła ręka lekko drży. Stresowała się. No i widzisz, Bieber, co ty potrafisz zrobić z dziewczyna?! Skoro samo trzymanie za rękę sprawia jej przyjemność, to co by się działo gdybyście zostali sami w sypialni?! Woho, chciałbym się jak najszybciej dowiedzieć!
- I co, Jus, jedziesz z nami?- usłyszałem głos jej brata, który wyrwał mnie z zamyślenia. Na twarz przybrałem cwany uśmieszek.
- No jasne, nie przegapiłbym żadnej imprezy.- przybiliśmy sobie piątki z Joshem i wszyscy wsiedliśmy do samochodu.
Razem z Destiny wpakowaliśmy się na tylne siedzenia. Były wygodne, jakby stworzone do czegoś innego, jeżeli wiecie co mam na myśli… Miałem nadzieję, że później będziemy mogli je inaczej spożytkować. Widziałem jak Destiny delikatnie się do mnie przysuwa. Nasze kolana i uda dotykały się i nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie to podnieciło. Zerknąłem niepewnie na twarz i stwierdziłem, że dziewczyna uśmiechała się delikatnie, na pewno obmyślając plan rzeczy, które zrobi ze mną jak już będziemy sami. Bo ja bynajmniej takie plan rozważałem przez całe spotkanie w tej podrzędnej kawiarence.
- No, jesteśmy.- odezwał się chłopak, przekręcając kluczyki w stacyjce.
Destiny od razu zerwała się z siedzenia. Wstając, położyła rękę na moim kolanie, co był równoznaczne z wybuchem jakiegoś dziwnego mrowienia w moim podbrzuszu. Spodobało mi się to, jak moje ciało na nią reagowało. To mogło świadczyć tylko o tym, że serio jesteśmy dla siebie stworzeni.
*Oczami Destiny*( tu macie songa, który leciał w klubie)
W klubie byliśmy już od godziny. Zabawa była przednia. Razem z Justinem trochę dużo już wypiliśmy, a Josh był za bardzo zajęty pracą, by nas kontrolować. Nie schodziliśmy niemal z parkietu. A Justin tańczył wprost niesamowicie. Byliśmy bardzo blisko, czułam jego oddech na moich obojczykach i szyi. Alkohol buzował w moich żyłach, co napełniało mnie strasznym optymizmem.
Ręce Justina z mojej talii zjechały na biodra, tak był jego palce znalazły się na moich pośladkach. Spodobało mi się to, zwłaszcza gdy cicho zamruczał mi do ucha. Sama przyłapałam się na tym, że jedna z moich rąk spoczęła na jego pośladku. Normalnie uznałabym to za ohydne, a tym razem? Szczere mi się to podobało. Odchyliłam głowę do tyłu, pozwalając by chłopak zaczął mnie całować po szyi. Po chwili, poczułam jak ciągnie mnie za rękę i prowadzi w bardziej ustronne miejsce, obok toalet.
Rozogniona, rzuciłam się na niego. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Każdy pocałunek był zaborczy i brutalny, wynikał jedynie z naszego napalenia i ilości alkoholu w żyłach. Chłopak mocniej ścisnął moje pośladki, a ja włożyłam mu ręce pod koszulkę i zaczęłam masować jego tors. Zamruczał cicho, zjeżdżając pocałunkami do mojej szyi i dekoltu. Gdy był już przy tym drugim, znów zamruczał. Spodobało mi się to, więc wtopiłam swoje palce w jego włosy i przycisnęłam go bardziej do siebie.
- Bądź dziś moją dziwką.- wyszeptał cicho, a ja zamarłam.
Dziwką? Jestem dziwką?
Odepchnęłam go od siebie i poczułam jak z moich oczu spływają łzy. Wybiegłam szybko z tego miejsca i z klubu. Było mi nie dobrze, kręciło mi się w głowie. Byłam dziwką. Dałam mu się obmacywać. Spojrzałam w dwie strony i szybko wybrałam jedną z nich. Biegłam przed siebie, byleby jak najdalej od klubu i tego kretyna…cdn.
♥♥♥
Wiem, nie było mnie 3 tygodnie. Wiem, wysłałyście mi ponad 10 wiadomości. Wiem jestem zła i bla, bla, bla (o zrymowało się!). Ale tak na serio, to nie pisałam tego bloga, bo nie widziałam sensu. Teraz jest tyle nowych bloblowiczek, od których dostaję wiadomości, a nawet nie byłam na ich blogach. Jestem pewna, że wszystkie są zajebiste laski, na serio. Niedługo pewnie je przeczytam, ale teraz serio dużo się dzieje.
Chyba znalazłam chłopaka;) Jestem w połowie pisania książki. W szkole poprawiłam oceny. A rozdział oględnie to jest głupi i nwm czy wam się spodoba.
Kiedy następny? Serio nwm. Może za tydzień, może za dwa. Kto to wie, zależy od natłoku wydarzeń w moim życiu i komentarzy.
18komentarzy=NN
PS. Ostatnio pożegnałyśmy moją ulubioną bloblowiczkę, Sheilę. Po tym jak przeczytałam w komie, że usuwa bloga, chciało mi się płakać i chyba nawet się poryczałam. Sheila, będzie nam ciebie brakować. A w szczególności mnie, bo jesteś na bloblo tak samo długo jak ja:(
Tagi:
Rozdział 3
*Oczami Destiny*
- Mamo, moim zdaniem podstawowym kryterium wyboru przez ciebie chłopaka, powinna być punktualność.- powiedziałam, po raz setny spoglądając na zegarek.- Spóźnia się już dwadzieścia minut!- powiedziałam, odchylając głowę w tył.
- Może jest korek.- spekulowała cicho, mimo że sama nie wierzyła w swoje słowa.
Spojrzałam na Josha, który jak zwykle bawił się swoim telefonem. Ostatnio ściągnął sobie na jego jakiś program do miksowania muzy i teraz cały czas przy nim majstrował. Podobno dostał już jaką pracę w nocnym klubie, ale warunkiem jest to, że co noc będzie miał nową muzę. I tak oto zabrano mu ostatnie wolne minuty życia. Na co dzień studiował psychologię, która pochłaniała go w całości. Zazdrościłam mu. Znalazł swoją pasję, miał pracę, studia, no i taką super siostrę, jak ja. Nic dodać, nic ująć, szczęściarz z niego.
Zajrzałam do już prawie pustej butelki wody i wypiłam to co w niej zostało. Wzrokiem odszukałam najbliższy kosz i wycelowałam w niego. Tak, trafiłam! Wiem, w takiej kawiarence nie wypada rzucać butelkami, ale strasznie mi się nudziło! A ten debilny kochać mamy nie zamierzał się chyba w najbliższym czasie zjawić. Może wymiękł, na wieść że ma poznać dwójkę dzieci swojej laski. Tacy właśnie są faceci. Potrafią tylko kłamać, oszukiwać i zdradzać. Ach, no i jeszcze uciekać, jak byli mojej mamy. Tylko mój tato był spoko. No tak, facet słuchający takiej super muzy, musi być spoko.
W kawiarence rozległ się dzwoneczek, zwiastujący że ktoś do niej wszedł, albo z niej wyszedł. Wraz z moimi najbliższymi, podnieśliśmy wzrok i skierowaliśmy go w stronę drzwi. Moja mama od razu poderwała się z miejsca, dzięki czemu domyśliłam się, że facet który pojawił się w kawiarence, to właśnie ten sławetny Jeremy. Szturchnęłam Josha i również wstałam. Mój bart schował telefon do kieszeni i poszedł w moje ślady. Patrzyliśmy jak wmurowani w ziemię, gdy mężczyzna podchodził do naszej mamy, całował ją w policzek i przytulał. Był wyższy od niej, miał rzadkie włosy, a ubrany był w jasno niebieską koszule i czarne spodnie. Sprawiał wrażenie miłego faceta.
- Chodźmy.- powiedział do niej cicho. Podeszli do nas. Josh odchrząknął i objął mnie w talii, jakby bał się, że mężczyzna zaraz wyciągnie nóż i się na mnie rzuci.
- Dzieci, przedstawiam wam Jeremiego.- powiedziała moja mama.
Facet wyciągnął w moją stronę rękę. Uścisnęłam ją, uśmiechając się do niego delikatnie.
- To jest moja córka, Destiny.- wyjaśniła mama.- A to mój syn, Josh.
Josh również uścisnął z nim dłonie. Nastała cisza. Nagle Jeremy odchrząknął i zaczął się nerwowo rozglądać po kawiarence.
- A czy ty nie miałeś mi przedstawić swojego syna?- spytała mama, a ja prawie zakrztusiłam się właśnie przełykaną śliną.
- Wiem, ale gdzieś mi zniknął.- usłyszeliśmy ten sam dzwoneczek, co poprzednio.- O, tu jest.
*Oczami Justina*
Właśnie odbyłem bardzo pikantną rozmowę z Sel. Kurczę, mam nadzieję, że to spotkanie nie potrwa długo, bo jestem na nią już nieźle napalony. Powiedziała mi, że kupiła sobie wczoraj nową bieliznę i chciałaby mi się w niej pokazać. A do tego, zna jakieś nowe zabawy. Mmm, już mam jej wizję przed oczami. Jak wije się w rozkoszy i to dzięki mnie.
Oblizałem wargi i pchnąłem drzwi kawiarenki. Od razu uderzył mnie mocny zapach gorącej czekolady i miodu. Zamaszystym ruchem, odgarnąłem grzywkę. Znów zdecydowałem się ją zapuścić, bo podobno w niej wyglądałem bardziej seksownie. Selena tak nie uważała, ale co ona miała do powiedzenia. Grunt, że chciała się ze mną kochać, a reszta mnie już nie obchodziła.
Wzrokiem odszukałem mojego tatę i tę jego dziewczynę. Na serio, wolałem mojego starego jako singla. Nie żeby coś, ale fajnie było czasem pójść do klubu nocnego i na serio się zabawić, bez ciągłego narzekania, że jego laska czeka w domu. A tak? Koniec klubów, picia, orgii itp. Musiałem znosić tą jego gadaninę, jaka to Carol nie jest wspaniała i ile to szczęścia mu nie daje. No sory, ale czy ja wyglądam na kogoś, kto chce tego słuchać?!
Powolnym krokiem, ruszyłem w stronę stolika przy, którym mój ojczulek obściskiwał jakąś kobietę. Przy okazji, powolnym i seksownym ruchem, ściągnąłem sobie okulary przeciw słoneczne i posłałem zalotne spojrzenie jakieś blondynie siedzącej przy barze. Miała nawet niezłą dupę. Przegryzłem dolną wargę, znów patrząc na Jeremiego. Ten posłała mi pełne dezaprobaty spojrzenie, które postanowiłem zignorować.
- No nareszcie jest. Carol, poznaj Justina.- pchnął mnie lekko w stronę kobiety.
Postanowiłem zgrywać dżentelmena, wziąłem jej rękę i pocałowałem ją delikatnie. Kobieta zaśmiała się krótko.
- Miło mi panią poznać.- powiedziałem cicho.
- Och, mów mi Carol.- odpowiedziała.- Justin, poznaj moje dzieci, Destiny i Josha.
I w tym momencie doznałem olśnienia, jakby jakiś trybik mi się w głowie przestawił. Spojrzałem w jej brązowe oczy i zamarłem. Dziewczyna wyciągnęła w moją stronę rękę, jakby równie jak ja, zszokowana. Otulił mnie znajomy zapach truskawek. Pojawiła się wizja ze sny i stwierdziłem, że ona wygląda identycznie. Nie wiedziałem co robić, czułem tylko jak moje usta lekko się otwierają. Jeremy szturchnął mnie z tyłu, co było oznaką, że powinienem jednak wykonać jakiś ruch.
*Oczami Destiny*
Cholera! Przecież to on! Te oczy i usta. Nie… Tak…
Uścisnął moją dłoń, uśmiechając się zawadiacko. Potem przywitał się z Joshem tym chłopięcym gestem przyciągnięcia do siebie, przybicia piątki i odepchnięcia się. Potem znów spojrzał na mnie. Carol (dop. aut. Destiny czasem nazywa swoją mamę po imieniu.) kazała nam usiąść. Trafiło mi się miejsce obok Justina. Z chęcią je zajęłam, wiedząc ze z drugiej stronu usiądzie mój brat. No zaczęło się. Rozmawialiśmy o wszystkim, Josh jak zwykle zajmował się swoim telefonem, a ja starłam się wybadać czy Jeremy to spoko facet.
Po godzinie siedzenia, zaczęłam się wiercić. Nie gadałam z Justinem, bo nie wiedziałam o czym. Wtedy Josh wyszedł z bardzo ciekawą propozycją.
- Co ty na to Justin, by lepiej poznać mnie i moją siostrę? No wiesz, pracuję w jednym z nocnych klubów i mógłbym was tam wkręcić dzisiaj.- zaproponował patrząc to na mnie, to na chłopaka.
Szatyn chwilę się wahał. To był bardzo głupi pomysł. Na pewno miał już coś zaplanowane. Może randkę z dziewczyną, bo takie ciacho musiało mieć dziewczynę. Spojrzałam na niego łagodnie. Justin przeniósł wzrok z mojego brata, na mnie i uśmiechnął się.
- Byłoby super.- po czym wyciągnął iphona, wystukał coś na nim i znów przeniósł wzrok na mnie.- Z chęcią was bliżej poznam.
Siedzieliśmy tak chwilę, przysłuchując się rozmową Jeremiego, Josha i mojej mamy. Justin najwidoczniej się nudził, co zaczął się bawić jakąś doczepką, którą miał przy swoich spodniach. Nie wiem dlaczego, ale zrobiłam się jakaś spięta. Może dlatego, że jego ręka co jakiś czas ocierała się o moją nogę. W pewnym momencie, przestała. Zerknęłam na chłopaka kątem oka, by sprawdzić czym się teraz zajął. I wtedy poczułam jak jego ręka zaciska się na moim kolanie. Zamarłam, spinając wszystkie mięśnie. Delikatnie położyłam palce na jego dłoni i wzięłam ją z mojego kolana. A więc takie były jego zamiary!…cdn.
- Mamo, moim zdaniem podstawowym kryterium wyboru przez ciebie chłopaka, powinna być punktualność.- powiedziałam, po raz setny spoglądając na zegarek.- Spóźnia się już dwadzieścia minut!- powiedziałam, odchylając głowę w tył.
- Może jest korek.- spekulowała cicho, mimo że sama nie wierzyła w swoje słowa.
Spojrzałam na Josha, który jak zwykle bawił się swoim telefonem. Ostatnio ściągnął sobie na jego jakiś program do miksowania muzy i teraz cały czas przy nim majstrował. Podobno dostał już jaką pracę w nocnym klubie, ale warunkiem jest to, że co noc będzie miał nową muzę. I tak oto zabrano mu ostatnie wolne minuty życia. Na co dzień studiował psychologię, która pochłaniała go w całości. Zazdrościłam mu. Znalazł swoją pasję, miał pracę, studia, no i taką super siostrę, jak ja. Nic dodać, nic ująć, szczęściarz z niego.
Zajrzałam do już prawie pustej butelki wody i wypiłam to co w niej zostało. Wzrokiem odszukałam najbliższy kosz i wycelowałam w niego. Tak, trafiłam! Wiem, w takiej kawiarence nie wypada rzucać butelkami, ale strasznie mi się nudziło! A ten debilny kochać mamy nie zamierzał się chyba w najbliższym czasie zjawić. Może wymiękł, na wieść że ma poznać dwójkę dzieci swojej laski. Tacy właśnie są faceci. Potrafią tylko kłamać, oszukiwać i zdradzać. Ach, no i jeszcze uciekać, jak byli mojej mamy. Tylko mój tato był spoko. No tak, facet słuchający takiej super muzy, musi być spoko.
W kawiarence rozległ się dzwoneczek, zwiastujący że ktoś do niej wszedł, albo z niej wyszedł. Wraz z moimi najbliższymi, podnieśliśmy wzrok i skierowaliśmy go w stronę drzwi. Moja mama od razu poderwała się z miejsca, dzięki czemu domyśliłam się, że facet który pojawił się w kawiarence, to właśnie ten sławetny Jeremy. Szturchnęłam Josha i również wstałam. Mój bart schował telefon do kieszeni i poszedł w moje ślady. Patrzyliśmy jak wmurowani w ziemię, gdy mężczyzna podchodził do naszej mamy, całował ją w policzek i przytulał. Był wyższy od niej, miał rzadkie włosy, a ubrany był w jasno niebieską koszule i czarne spodnie. Sprawiał wrażenie miłego faceta.
- Chodźmy.- powiedział do niej cicho. Podeszli do nas. Josh odchrząknął i objął mnie w talii, jakby bał się, że mężczyzna zaraz wyciągnie nóż i się na mnie rzuci.
- Dzieci, przedstawiam wam Jeremiego.- powiedziała moja mama.
Facet wyciągnął w moją stronę rękę. Uścisnęłam ją, uśmiechając się do niego delikatnie.
- To jest moja córka, Destiny.- wyjaśniła mama.- A to mój syn, Josh.
Josh również uścisnął z nim dłonie. Nastała cisza. Nagle Jeremy odchrząknął i zaczął się nerwowo rozglądać po kawiarence.
- A czy ty nie miałeś mi przedstawić swojego syna?- spytała mama, a ja prawie zakrztusiłam się właśnie przełykaną śliną.
- Wiem, ale gdzieś mi zniknął.- usłyszeliśmy ten sam dzwoneczek, co poprzednio.- O, tu jest.
*Oczami Justina*
Właśnie odbyłem bardzo pikantną rozmowę z Sel. Kurczę, mam nadzieję, że to spotkanie nie potrwa długo, bo jestem na nią już nieźle napalony. Powiedziała mi, że kupiła sobie wczoraj nową bieliznę i chciałaby mi się w niej pokazać. A do tego, zna jakieś nowe zabawy. Mmm, już mam jej wizję przed oczami. Jak wije się w rozkoszy i to dzięki mnie.
Oblizałem wargi i pchnąłem drzwi kawiarenki. Od razu uderzył mnie mocny zapach gorącej czekolady i miodu. Zamaszystym ruchem, odgarnąłem grzywkę. Znów zdecydowałem się ją zapuścić, bo podobno w niej wyglądałem bardziej seksownie. Selena tak nie uważała, ale co ona miała do powiedzenia. Grunt, że chciała się ze mną kochać, a reszta mnie już nie obchodziła.
Wzrokiem odszukałem mojego tatę i tę jego dziewczynę. Na serio, wolałem mojego starego jako singla. Nie żeby coś, ale fajnie było czasem pójść do klubu nocnego i na serio się zabawić, bez ciągłego narzekania, że jego laska czeka w domu. A tak? Koniec klubów, picia, orgii itp. Musiałem znosić tą jego gadaninę, jaka to Carol nie jest wspaniała i ile to szczęścia mu nie daje. No sory, ale czy ja wyglądam na kogoś, kto chce tego słuchać?!
Powolnym krokiem, ruszyłem w stronę stolika przy, którym mój ojczulek obściskiwał jakąś kobietę. Przy okazji, powolnym i seksownym ruchem, ściągnąłem sobie okulary przeciw słoneczne i posłałem zalotne spojrzenie jakieś blondynie siedzącej przy barze. Miała nawet niezłą dupę. Przegryzłem dolną wargę, znów patrząc na Jeremiego. Ten posłała mi pełne dezaprobaty spojrzenie, które postanowiłem zignorować.
- No nareszcie jest. Carol, poznaj Justina.- pchnął mnie lekko w stronę kobiety.
Postanowiłem zgrywać dżentelmena, wziąłem jej rękę i pocałowałem ją delikatnie. Kobieta zaśmiała się krótko.
- Miło mi panią poznać.- powiedziałem cicho.
- Och, mów mi Carol.- odpowiedziała.- Justin, poznaj moje dzieci, Destiny i Josha.
I w tym momencie doznałem olśnienia, jakby jakiś trybik mi się w głowie przestawił. Spojrzałem w jej brązowe oczy i zamarłem. Dziewczyna wyciągnęła w moją stronę rękę, jakby równie jak ja, zszokowana. Otulił mnie znajomy zapach truskawek. Pojawiła się wizja ze sny i stwierdziłem, że ona wygląda identycznie. Nie wiedziałem co robić, czułem tylko jak moje usta lekko się otwierają. Jeremy szturchnął mnie z tyłu, co było oznaką, że powinienem jednak wykonać jakiś ruch.
*Oczami Destiny*
Cholera! Przecież to on! Te oczy i usta. Nie… Tak…
Uścisnął moją dłoń, uśmiechając się zawadiacko. Potem przywitał się z Joshem tym chłopięcym gestem przyciągnięcia do siebie, przybicia piątki i odepchnięcia się. Potem znów spojrzał na mnie. Carol (dop. aut. Destiny czasem nazywa swoją mamę po imieniu.) kazała nam usiąść. Trafiło mi się miejsce obok Justina. Z chęcią je zajęłam, wiedząc ze z drugiej stronu usiądzie mój brat. No zaczęło się. Rozmawialiśmy o wszystkim, Josh jak zwykle zajmował się swoim telefonem, a ja starłam się wybadać czy Jeremy to spoko facet.
Po godzinie siedzenia, zaczęłam się wiercić. Nie gadałam z Justinem, bo nie wiedziałam o czym. Wtedy Josh wyszedł z bardzo ciekawą propozycją.
- Co ty na to Justin, by lepiej poznać mnie i moją siostrę? No wiesz, pracuję w jednym z nocnych klubów i mógłbym was tam wkręcić dzisiaj.- zaproponował patrząc to na mnie, to na chłopaka.
Szatyn chwilę się wahał. To był bardzo głupi pomysł. Na pewno miał już coś zaplanowane. Może randkę z dziewczyną, bo takie ciacho musiało mieć dziewczynę. Spojrzałam na niego łagodnie. Justin przeniósł wzrok z mojego brata, na mnie i uśmiechnął się.
- Byłoby super.- po czym wyciągnął iphona, wystukał coś na nim i znów przeniósł wzrok na mnie.- Z chęcią was bliżej poznam.
Siedzieliśmy tak chwilę, przysłuchując się rozmową Jeremiego, Josha i mojej mamy. Justin najwidoczniej się nudził, co zaczął się bawić jakąś doczepką, którą miał przy swoich spodniach. Nie wiem dlaczego, ale zrobiłam się jakaś spięta. Może dlatego, że jego ręka co jakiś czas ocierała się o moją nogę. W pewnym momencie, przestała. Zerknęłam na chłopaka kątem oka, by sprawdzić czym się teraz zajął. I wtedy poczułam jak jego ręka zaciska się na moim kolanie. Zamarłam, spinając wszystkie mięśnie. Delikatnie położyłam palce na jego dłoni i wzięłam ją z mojego kolana. A więc takie były jego zamiary!…cdn.
♥♫♥
Wiem, rewelacyjnie nie jest, ale w następnym będzie. Taki przynajmniej mam plan:b Laski, znalazłam bloga, którego na serio chcę czytać. Koniec z czytaniem o Bieberze, buhahaha. Teraz nareszcie mam na onecie blogerkę, która pisze o moim Jaredzie Leto! No nareszcie!
13komentarzy=NN
Tagi:
Rozdział 2
Nowy song Biebera♥♫♥
*Oczami Destiny*
Zbliżyliśmy się do siebie, nasze usta dzieliły już tylko centymetry. Przeczesałam palcami jego gęste, brązowe włosy, zamknęłam oczy i…
Ze snu wyrwał mnie głośny dźwięk budzika. Zdegustowana, przekręciłam się na drugi bok, zrzucając z siebie kołdrę. Od razu uderzyła we mnie fala zimna, ale postanowiłam się nią nie przejmować. Skuliłam się i ponownie zamknęłam oczy. Gdy znów zaczęłam tracić świadomość, ktoś zaczął mnie mocno szturchać. Przetarłam ręką oczy i dopiero wtedy zobaczyłam nad sobą sylwetkę mojego kochanego braciszka. Rzuciłam w niego poduszką, którą on szybko złapał w locie.
- No już wstawaj śpiochu. No chyba, że chcesz zrobić przykrość mamie.- powiedział, a ja jęknęłam.
- Uwierz mi, poznawanie jej chłopaka to ostatnia rzecz, której teraz pragnę.- powiedziałam, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Ja też, ale nie mamy na to wpływu.- skierował się w stronę drzwi.- Masz piętnaście minut na ogarnięcie się i zejście na dół, na śniadanie.- po czym powiedziawszy, zniknął za drzwiami.
Wyczołgałam się z łóżka i sunąc nogami po parkiecie, doszłam do łazienki. Gdy zobaczyłam swoje odbicie, aż podskoczyłam. Włosy były posklejane i w totalnym nieładzie, twarz blada, a usta prawie białe. Szybko ściągnęłam z siebie ubranie i postanowiłam wziąć szybki prysznic. Woda i mój truskawkowy żel do mysia od razu mnie obudziły. Zakręciłam wodę, owinęłam się ręcznikiem i poszłam do garderoby po jakieś nowe ubranie. Znalazłam to. Zadowolona, szybko się przebrałam i wróciłam do łazienki. Zrobiłam sobie delikatny makijaż i posłałam promienny uśmiech mojemu odbiciu w lustrze. Wyglądałam jak prawdziwa gwiazda rocka, jak mój tato… Szybko pokierowałam swoje myśli na inne tory, by nie rozmazać sobie tuszu.
Zaczęłam się pakować, wspominając mój dzisiejszy sen. Ten chłopak miał tak piękne, brązowe oczy. Jakby pływała w czekoladzie. I te pełne, malinowe usta. Nigdy go jeszcze nie spotkałam, na pewno bym zapamiętała. Na pewno był bardzo romantyczny, miły i honorowy. No bo, ktoś o twarzy anioła, nie mógłby być diabłem! Tak jak połowa chłopców, których znałam.
- Destiny!- usłyszałam krzyk mamy z dołu.
Szybko wzięłam czarna torbę, spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy i zbiegłam po schodach.
*Oczami Justina*
Objąłem jej nagie ciało, przyciskając je do siebie. Czułem jej słodki, truskawkowy zapach. Moją twarz otulały brązowe fale, gdy delikatnie całowałem jej szyję i powoli schodziłem do dekoltu…
- Bieber, wstawaj!- usłyszałem ryk mojego ojca z dołu. Przewróciłem się na drugi bok, udając że nic nie słyszałem. Spróbowałem znów przywołać do siebie wizję tajemniczej nieznajomej z boskim ciałem.
- Justin!- tym razem staruszek zdarł ze mnie kołdrę.
Przetarłem oczy i podniosłem się do pozycji siedzącej.
- Słuchaj, wiem że nie lubisz tak wcześnie wstawać, ale dziś jest dla mnie bardzo ważny dzień.- zaczął już trochę spokojniej. Ja w tym czasie, przeciągałem się i masowałem sobie kark.- Masz dwadzieścia minut na ubranie się i widzę cię na dole, zrozumiano?- kiwnąłem potakująco głową, przecierając sobie oczy.
Jeremy wyszedł z mojego pokoju, a ja powoli wstałem z łóżka. Przeczesując sobie ospale włosy, ruszyłem do łazienki. Tam szybko umyłem twarz i wziąłem poranny prysznic. Zamknąłem oczy, wyobrażając sobie, że obok mnie stoi jakaś naga, gorąca laska. Nie, nie myślałem o Selenie. Wiem, jestem jej chłopakiem. Ale ileż można spać z jedną suczką?! Potrzebuję zmian, nowego gorącego ciałka. Poczułem jak przechodzi mnie dreszcz, gdy wyobraziłem sobie tą szatynkę ze snu. Wyszedłem spod prysznica, owinąłem się wokół pasa ręcznikiem i wytarłem mokre włosy. Poszedłem do garderoby i wybrałem sobie pierwsze, lepsze ciuchy. I tak w każdych wyglądam rewelacyjnie, więc po co mam się starać. Mój wybór padł na czarny t-shirt z dekoltem w serek i szare rurki. Wysuszyłem szybko włosy, umyłem zęby i posłałem swojemu odbiciu zalotny uśmiech.
- Cholera, jaki ja jestem seksowny.- powiedziałem cicho, obciągając jeszcze niżej spodnie.
Wziąłem do kieszeni iphona, po czym schyliłem się po mój portfel. Włożyłem do niego jedną prezerwatywę, tak na wypadek, gdyby naszła mnie ochota. Uśmiechnąłem się, biorąc z biurka okulary i wyszedłem z pokoju. Zbiegłem po schodach, wpadając do kuchni. Rzuciłem się do lodówki, wyciągnąłem z niej kawałek wczorajszej pizzy i zacząłem jeść. Jeremy patrzył na mnie z dezaprobatą. Spojrzałem na niego, a na twarz przybrałem minę „No co?!”.
- Mam nadzieję, że na dzisiejszym lunchu zachowasz się trochę odpowiedniej niż teraz.- skwitował.
Pozostawiłem to bez komentarza i zająłem się rozmyślaniem, co będę robić dzisiejszego wieczora. Poczułem wibracje w jednej z kieszeni moich spodni. Wyciągnąłem ipona i uśmiechnąłem się do siebie, oblizując wargi.
„Dziś wieczorem chcę być niegrzeczną. Sel”
Pod sms’em było jeszcze zdjęcie jej nagich ud, co przyprawiło mnie o dreszcz. Zagryzłem wargę i wyobraziłem sobie, co dziś będę z nią robić…cdn.
*Oczami Destiny*
Zbliżyliśmy się do siebie, nasze usta dzieliły już tylko centymetry. Przeczesałam palcami jego gęste, brązowe włosy, zamknęłam oczy i…
Ze snu wyrwał mnie głośny dźwięk budzika. Zdegustowana, przekręciłam się na drugi bok, zrzucając z siebie kołdrę. Od razu uderzyła we mnie fala zimna, ale postanowiłam się nią nie przejmować. Skuliłam się i ponownie zamknęłam oczy. Gdy znów zaczęłam tracić świadomość, ktoś zaczął mnie mocno szturchać. Przetarłam ręką oczy i dopiero wtedy zobaczyłam nad sobą sylwetkę mojego kochanego braciszka. Rzuciłam w niego poduszką, którą on szybko złapał w locie.
- No już wstawaj śpiochu. No chyba, że chcesz zrobić przykrość mamie.- powiedział, a ja jęknęłam.
- Uwierz mi, poznawanie jej chłopaka to ostatnia rzecz, której teraz pragnę.- powiedziałam, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Ja też, ale nie mamy na to wpływu.- skierował się w stronę drzwi.- Masz piętnaście minut na ogarnięcie się i zejście na dół, na śniadanie.- po czym powiedziawszy, zniknął za drzwiami.
Wyczołgałam się z łóżka i sunąc nogami po parkiecie, doszłam do łazienki. Gdy zobaczyłam swoje odbicie, aż podskoczyłam. Włosy były posklejane i w totalnym nieładzie, twarz blada, a usta prawie białe. Szybko ściągnęłam z siebie ubranie i postanowiłam wziąć szybki prysznic. Woda i mój truskawkowy żel do mysia od razu mnie obudziły. Zakręciłam wodę, owinęłam się ręcznikiem i poszłam do garderoby po jakieś nowe ubranie. Znalazłam to. Zadowolona, szybko się przebrałam i wróciłam do łazienki. Zrobiłam sobie delikatny makijaż i posłałam promienny uśmiech mojemu odbiciu w lustrze. Wyglądałam jak prawdziwa gwiazda rocka, jak mój tato… Szybko pokierowałam swoje myśli na inne tory, by nie rozmazać sobie tuszu.
Zaczęłam się pakować, wspominając mój dzisiejszy sen. Ten chłopak miał tak piękne, brązowe oczy. Jakby pływała w czekoladzie. I te pełne, malinowe usta. Nigdy go jeszcze nie spotkałam, na pewno bym zapamiętała. Na pewno był bardzo romantyczny, miły i honorowy. No bo, ktoś o twarzy anioła, nie mógłby być diabłem! Tak jak połowa chłopców, których znałam.
- Destiny!- usłyszałam krzyk mamy z dołu.
Szybko wzięłam czarna torbę, spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy i zbiegłam po schodach.
*Oczami Justina*
Objąłem jej nagie ciało, przyciskając je do siebie. Czułem jej słodki, truskawkowy zapach. Moją twarz otulały brązowe fale, gdy delikatnie całowałem jej szyję i powoli schodziłem do dekoltu…
- Bieber, wstawaj!- usłyszałem ryk mojego ojca z dołu. Przewróciłem się na drugi bok, udając że nic nie słyszałem. Spróbowałem znów przywołać do siebie wizję tajemniczej nieznajomej z boskim ciałem.
- Justin!- tym razem staruszek zdarł ze mnie kołdrę.
Przetarłem oczy i podniosłem się do pozycji siedzącej.
- Słuchaj, wiem że nie lubisz tak wcześnie wstawać, ale dziś jest dla mnie bardzo ważny dzień.- zaczął już trochę spokojniej. Ja w tym czasie, przeciągałem się i masowałem sobie kark.- Masz dwadzieścia minut na ubranie się i widzę cię na dole, zrozumiano?- kiwnąłem potakująco głową, przecierając sobie oczy.
Jeremy wyszedł z mojego pokoju, a ja powoli wstałem z łóżka. Przeczesując sobie ospale włosy, ruszyłem do łazienki. Tam szybko umyłem twarz i wziąłem poranny prysznic. Zamknąłem oczy, wyobrażając sobie, że obok mnie stoi jakaś naga, gorąca laska. Nie, nie myślałem o Selenie. Wiem, jestem jej chłopakiem. Ale ileż można spać z jedną suczką?! Potrzebuję zmian, nowego gorącego ciałka. Poczułem jak przechodzi mnie dreszcz, gdy wyobraziłem sobie tą szatynkę ze snu. Wyszedłem spod prysznica, owinąłem się wokół pasa ręcznikiem i wytarłem mokre włosy. Poszedłem do garderoby i wybrałem sobie pierwsze, lepsze ciuchy. I tak w każdych wyglądam rewelacyjnie, więc po co mam się starać. Mój wybór padł na czarny t-shirt z dekoltem w serek i szare rurki. Wysuszyłem szybko włosy, umyłem zęby i posłałem swojemu odbiciu zalotny uśmiech.
- Cholera, jaki ja jestem seksowny.- powiedziałem cicho, obciągając jeszcze niżej spodnie.
Wziąłem do kieszeni iphona, po czym schyliłem się po mój portfel. Włożyłem do niego jedną prezerwatywę, tak na wypadek, gdyby naszła mnie ochota. Uśmiechnąłem się, biorąc z biurka okulary i wyszedłem z pokoju. Zbiegłem po schodach, wpadając do kuchni. Rzuciłem się do lodówki, wyciągnąłem z niej kawałek wczorajszej pizzy i zacząłem jeść. Jeremy patrzył na mnie z dezaprobatą. Spojrzałem na niego, a na twarz przybrałem minę „No co?!”.
- Mam nadzieję, że na dzisiejszym lunchu zachowasz się trochę odpowiedniej niż teraz.- skwitował.
Pozostawiłem to bez komentarza i zająłem się rozmyślaniem, co będę robić dzisiejszego wieczora. Poczułem wibracje w jednej z kieszeni moich spodni. Wyciągnąłem ipona i uśmiechnąłem się do siebie, oblizując wargi.
„Dziś wieczorem chcę być niegrzeczną. Sel”
Pod sms’em było jeszcze zdjęcie jej nagich ud, co przyprawiło mnie o dreszcz. Zagryzłem wargę i wyobraziłem sobie, co dziś będę z nią robić…cdn.
♥♫♥
Wiem, miał być wczoraj. Ale nie miałam weny, a nie chciałam dodawać jakieś szmiry. I jak, podoba się? Bo moim zdaniem, jak na początek, to jest dobrze:D Ach i jeszcze ta piosenka na początku rozdziału.
13komentarzy=NN
Tagi:
Rozdział 1
- Co ty sobie myślisz?! Że jak tu wpadniesz i uśmiechniesz się seksownie, to rzucę się na ciebie, krzycząc jak bardzo cię kocham?! Mylisz się!- byłam już nieźle wykurzona.
On zresztą też. Staliśmy naprzeciwko siebie i przez chwilę nic nie mówiliśmy. Ja patrzyłam w jego czekoladowe tęczówki, a on starał się nie oblizywać warg, co miał w nawyku. W końcu przysunął się do mnie o krok. Na dalsze ruchy nie pozwoliłam mu, wystawiając przed siebie dłoń.
- Posłuchaj mnie chociaż ten jeden raz. Wiesz dobrze, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Cała ta szopka może się dla nas obojga bardzo źle skończyć…- mówiłam drżącym z podniecenia głosem.
On znów się przysunął, łapiąc moją dłoń i splatające ze sobą nasze palce. Ścisnął moją talię i przycisnął nasze ciała do siebie.
- Justin…
- Cii.- położył mi palec na ustach.
Zbliżył się do mnie i gdy nasze wargi dzieliły jedynie milimetry, wyszeptał:
- Wiesz dobrze, że z reguły nikogo nie słucham.
Po czym, zamknęłam oczy i…cdn.
On zresztą też. Staliśmy naprzeciwko siebie i przez chwilę nic nie mówiliśmy. Ja patrzyłam w jego czekoladowe tęczówki, a on starał się nie oblizywać warg, co miał w nawyku. W końcu przysunął się do mnie o krok. Na dalsze ruchy nie pozwoliłam mu, wystawiając przed siebie dłoń.
- Posłuchaj mnie chociaż ten jeden raz. Wiesz dobrze, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Cała ta szopka może się dla nas obojga bardzo źle skończyć…- mówiłam drżącym z podniecenia głosem.
On znów się przysunął, łapiąc moją dłoń i splatające ze sobą nasze palce. Ścisnął moją talię i przycisnął nasze ciała do siebie.
- Justin…
- Cii.- położył mi palec na ustach.
Zbliżył się do mnie i gdy nasze wargi dzieliły jedynie milimetry, wyszeptał:
- Wiesz dobrze, że z reguły nikogo nie słucham.
Po czym, zamknęłam oczy i…cdn.
♥♫♥
No i mamy prolog. Ciekawi jak dojdzie do tej scenki i jak się ona zakończy? Już w piątek pierwszy rozdział! Ale zależy to też od komentarzy:D
Tagi:
Prolog

Destiny La Danse (17 lat)- główna bohaterka. Wesoła marzycielka, córka sławnego, zmarłego już piosenkarza. Mieszka ze swoją mamą i bratem, Joshem. Nienawidząca Justina Biebera.

Justin Bieber (18 lat)- chłopak, za którym szaleją wszystkie dziewczyny w liceum, prócz jednej której szczerze nienawidzi. Wiecznie udający kogoś kim nie jest. Zamknięty w sobie gwiazdor, udający ignoranta.

Josh La Danse (18 lat)- brat Destiny. Utalentowany dj, po uszy zakochany w najlepszej przyjaciółce głównej bohaterki. Nie wiem nawet kim jest Bieber.

Charlie Momsen (17 lat)- przyjaciółka Destiny. Potajemni podkochuje się w bracie głównej bohaterki, ale boi jej się do tego przyznać. Kiedyś przyjaźniła się z Justinem.

Selena Gomez (18 lat)- dziewczyna Justina. Zazdrości Destiny talentu i strasznie jej przez to nienawidzi. Myśli, że wszyscy ją kochają, mimo że nikt tak naprawdę jej nie lubi.
♥♫♥
No i są bohaterowie. Tym razem główna dziewczyna będzie podobna do mnie (tej nowej mnie). Jutro chyba prolog. Zależy od komentarzy. Nie wiem czy jeszcze mnie tu chcecie...:/ To się zobaczy.
Tagi:
Bohaterowie
23. „Bo mnie zraniłeś…”
*Oczami Justina* (to ostatni rozdział, więc mogę sobie na to pozwolić)
Patrzyłam na wszystkie maszyny do niej podłączone. Nie była w stanie krytycznym. To było tylko utrata przytomności, spowodowana mocnym uderzeniem w głowę. Wydawała się być teraz taka bezbronna. Jakby ktoś zabrał jej tą siłę, za którą ją kochałem.
Ten jej Josh nie pojawił się. Wiedział o jej wypadku, a mimo to wyjechał do Los Angeles, załatwiać jakieś swoje sprawy. Od wczoraj siedział tu jej tato. Wcześniej nie mógł tu być. Sarah i Benj przychodzili codziennie, sprawdzić czy już się obudziła. Zgadza się, miała z tym mały problem. Lekarze mówili, że to rzadko spotykane, iż pacjentka tak długo jest w śpiączce. Ale nie powiedzieli nam, że już się nie obudzi. Wszyscy byliśmy dobrej myśli. Wiedzieliśmy, że jest silna i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych.
Najbardziej dołowało mnie to, że to przeze mnie tu była. Pocałowałem ją, ale ona nie wydawała się protestować. Nie odepchnęła mnie od razu, nie odsunęła się, gdy dotknąłem jej delikatnych warg. Może była w szoku, ale przecież wcześniej pogłaskałem jej policzek, dając jej do zrozumienia, co zamierzam. Chciała tego, wiedziałem. Uciekła, to zrozumiane. Przecież miała chłopaka, którym niestety nie byłem ja.
Do pokoju weszła pielęgniarka i zaczęła sprawdzać wszystkie żyłki do niej podłączone. Ja nie odrywałem oczu od Brittany. Przez chwilę wydawało mi się, że jej kąciki ust idą lekko w górę. Ciekawe o czym śniła. Może o nas, o mnie. Ha, marzenie ściętej głowy. Wiedziałem, że nie mam szans z tym całym Joshem. Dwa lata temu skrzywdziłem ją i nie miałem na to wpływu. Przeszłość pozostawała przeszłością, a w teraźniejszości nie mieliśmy szans być razem. Była już zajęta.
- Przynieś panu coś do jedzenia albo picia?- spytała pielęgniarka, patrząc na mnie zatroskana.
- Nie, dziękuję.- odpowiedziałem cicho, nie patrząc na nią.
Kobieta westchnęła i wyszła z pokoju. Nie jadłem nic od dwóch dni. No może prócz kilku cukierków i jednego ciastka. Musiałem wyglądać strasznie. Od dawna nie zmrużyłem oka. Pomagała mi w tym kawa i napoje energetyczne. Nie puszczałem też ręki Brittany. Nie mogłem, czułem że miałem obowiązek, czuwać przy niej. Byłem pogrążony w moich myślach, gdy nagle poczułam jak dziewczyna delikatnie ściska moją dłoń.
*Oczami Brittany*
Spojrzałam w jego brązowe oczy i uśmiechnęłam się lekko. Chłopak splótł ze sobą nasze ręce, zmuszając mnie do położenia się na miękkich kwiatach. Wtuliłam się w jego ciepły tors.
- Justin, gdzie my tak właściwie jesteśmy?- spytałam, a on uśmiechnął się cierpko.
- W wymyślonym przez ciebie świecie.- odpowiedział, a ja podniosłam się do pozycji siedzącej.
Wsparłam się na łokciu i zaczęłam się przyglądać twarzy chłopaka. Uśmiechał się lekko, bawiąc się moimi palcami. Odgarnął mi zagubiony kosmyk z twarzy, zagryzając dolną wargę. Ręką przejechał po linii mojej talii, zatrzymując ją na biodrze. Przewrócił nas tak, że teraz to on był na górze. Zaczął mnie zachłannie całować, nie pozwalając bym mu się wyrwała. Prawda była taka, że nie chciałam się wyrywać. Pragnęłam kosztować jego warg przez cały czas. Odsunęłam się od niego na małą odległość, tak byśmy wciąż stykali się nosami.
- Kocham cię.- wyszeptałam, a on oblizał wargi.
- I to dlatego jesteś z Joshem?- spytał, a ja zamarłam.
Zapomniałam o Joshu, moim chłopaku. Przecież powinnam go kochać. Więc dlaczego zamiast niego, śniłam o Justinie. Dlaczego nie pragnęłam całować go, przytulać się do niego i w ogóle leżeć tu z nim.
- Bo mnie zraniłeś…
- Obiecuję, że już nigdy nie zranię. Uczę się na błędach.- wyszeptał i musnął moje wargi.- Wybacz mi i bądź ze mną. Pomyśl, że tak mógłby wyglądać każdy dzień. Moglibyśmy się całować, śmiać, przytulać… Byłabyś szczęśliwą gwiazdą. Śpiewalibyśmy razem, grał bym ci na fortepianie i gitarze. Zapomnielibyśmy o przeszłość. Znaleźlibyśmy siłę, by trwać przy sobie. Bo prawda jest taka, że tylko przy tobie potrafię być szczęśliwy. Ty jesteś moim szczęściem.
Zaniemówiłam. Poczułam jak zrywa się lekki wietrzyk, a słońce nad nami powoli zachodzi. Napłynęły deszczowe chmury. Zamknęłam na chwilę oczy. Gdy je na powrót otworzyłam, byliśmy znów na tym pomoście co kiedyś na obozie. Znów byliśmy cali mokrzy. Chłopak wyglądał tak samo jak wtedy, zresztą tak jak ja. Spojrzałam na niebo, które rozdarła pionowa błyskawica, nie tak daleko od nas. Jednak on szybko złapał za mój podbródek i znów kazał mi tym spojrzeć sobie w oczy.
- Teraz możesz być skoncentrowana tylko na mnie.- wyszeptał, swoimi wargami prawie dotykając moich.
- Oczywiście.- wyszeptałam, dobrze wiedząc że to wtedy powiedziałam.
Delikatnie musnęłam jego wargi, chcąc sprawdzić co stanie się dalej. Nie było mi jednak dane tego zobaczyć, bo znów się przenieśliśmy. Tym razem byliśmy na imprezie w moim domu, tuż po powrocie z obozu. Tańczyliśmy na parkiecie. przy wolniejszym momencie, pocałowaliśmy się, na co wszyscy zaczęli krzyczeć:
- Gorzko! Gorzko! Gorzko!
Odsunęliśmy się od siebie i zaczęliśmy się śmiać.
Chłopak przyciągnął mnie do siebie na jeszcze jedną chwilę.
- Kocham cię.- wyszeptał, pierwszy raz.
- Ja ciebie też.- odpowiedziałam zszokowana.
Wspomnienie to wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy. Tym razem przenieśliśmy się do momentu naszego pożegnania. Chłopak stał wpatrzony we mnie, a jego wyraz twarzy uległ zmianie. Oczy przestały błyszczeć z podniecenia, a zaczęły z nadmiaru łez.
- Nie kocham cię.- dodałam po chwili, mimo że nie to chciałam powiedzieć. Spojrzałam na jego usta. Dolna warga zaczęła mu drgać. Cały zaczął się trząść. Jego oczy zaszkliły się jeszcze bardziej.
- Nie wierzę ci.- wyszeptał, przysuwając się do mnie.- Nie wierzę.- powtórzył, po czym złożył na moich ustach pocałunek. Starałam się jak mogłam, by go nie odwzajemniać. Od razu, odsunęłam go od siebie. Spłynęła mu jedna łza po policzku. Nie mogłam patrzeć jak płacze, bo mi samej robiło się jeszcze smutniej.
- Brit, proszę cię.- szeptał, starając się przyciągnąć mnie do siebie.- Popełniłem błąd, każdy ma do niego prawo. Daj mi jeszcze jedną szansę, błagam cię.
I w tym momencie zamiast odejść, przytuliłam go i wyszeptałam, że tak naprawdę nie chcę odchodzić. Cała wizja zaczęła się psuć. Obraz zamazywać, Justin znikać. Próbowałam go zatrzymać, jednak na próżno.
- Powiedz mi co czujesz w normalnym życiu. Możemy być jeszcze razem. Nie zapomnij.- wyszeptał, gdy ja zamiast niego rękami łapałam już tylko powietrze.
Przed oczami została mi pustka. Wielka czarna plama. Dochodziły do mnie różne głosy, jakby z oddali. Słyszałam głos jakieś kobiety. (tu macie songa)
- Przynieś panu coś do jedzenia albo picia?- spytała.
- Nie, dziękuję.- odpowiedział jej jakiś chłopięcy głos.
Od razu go skojarzyłam. Przed chwilą doradzał mi jeszcze co zrobić. Musiałam się go posłuchać. Nie patrzeć na Josha, na moją karierę, na wszystko… Musiałam być sobą, odnaleźć tą dawną mnie. Wiem, to dziwne. Taka nagła zmiana o 360 stopni. Ale zawsze miałam w tym problem. Często mój charakter ulegał zmianie. Nigdy nie potrafiłam sobie z tym poradzić, zawsze wiązało się to z jakąś stratą i zyskiem. Teraz mogłam tylko zyskać.
Za główny cel wzięłam sobie otworzenie oczu. Jednak było to o wiele za trudne. Skoncentrowałam się więc na czymś łatwiejszym. Poruszeniu palcami. Chyba mi się udało, bo wyraźniej poczułam fakturę skóry Justina, który zapewne trzymał mnie za rękę. Chciałam jeszcze mocniej ścisnąć jego dłoń, ale nie miałam na to siły.
Po tym ruchu minęły chyba godziny, zanim udało mi się otworzyć oczy. Świat który ujrzałam był przerażająco jasny, oślepiał mnie. Ale musiałam go przezwyciężyć. Dla mnie, dla Justina. Ścisnęłam jego dłoń, na co odpowiedział mi tym samym.
- No dajesz, Brit. Zrób to dla mnie.- szeptał cicho.
To mi dodało jeszcze więcej siły. Policzyłam do trzech i gwałtownie otworzyłam oczy. Pierwszą rzeczą, którą ujrzałam była rozpromieniona twarz Justina. Potem spojrzała lekko w bok i ujrzała mojego tatę, lekarzy i przyjaciół. Wszyscy byli zdziwienie, ale przede wszystkim szczęśliwi. Potem zaczęło się przytulanie, badania, wyjaśnianie mi co właściwie się stało. Justin cały czas trzymał się na uboczu. Zauważyłam też, że nie ma tu Josha. Jednak nie obchodziło mnie to za bardzo. Cały czas patrzyłam tylko na Justina.
Po jakieś godzinie, wszyscy wyszli. Mój tato poszedł jeszcze porozmawiać z lekarzem, a Sarah i Benj wrócili do domu. Justin zajął miejsce obok mnie, na krześle. Bawił się moimi palcami, unikając mojego wzroku.
- Brit, ja…
- Ciii.- wyszeptałam, starając się pogłaskać go po policzku. Był jednak za daleko, na co parsknęłam śmiechem.- Zrobiłbyś mi przysługę i przysunął się do mnie.
On posłusznie wypełnił moje polecenie. Nachylił się nade mną tak, że prawie stykaliśmy się czołami. Pogłaskałam go po policzku.
- Pamiętasz, jak dwa lata temu prosiłeś mnie o wybaczenie?- on kiwnął głową- Obiecasz mi, że choćby nie wiem co, będziemy razem?- znów kiwnięcie.- A więc… wybaczam ci.- wyszeptałam.
Zbliżyłam do niego swoją twarz. Chłopak wplótł mi rękę we włosy, podnosząc moją głowę do góry. Pocałował mnie delikatnie, a do mnie wróciło ostatnie już tego dnia wspomnienie.
- Mój książę.- wyszeptałam w przerwie między pocałunkami.
- Moja księżniczka.- odpowiedział, po czym wpił się jeszcze bardziej w moje wargi.
*Oczami Justina* (to ostatni rozdział, więc mogę sobie na to pozwolić)
Patrzyłam na wszystkie maszyny do niej podłączone. Nie była w stanie krytycznym. To było tylko utrata przytomności, spowodowana mocnym uderzeniem w głowę. Wydawała się być teraz taka bezbronna. Jakby ktoś zabrał jej tą siłę, za którą ją kochałem.
Ten jej Josh nie pojawił się. Wiedział o jej wypadku, a mimo to wyjechał do Los Angeles, załatwiać jakieś swoje sprawy. Od wczoraj siedział tu jej tato. Wcześniej nie mógł tu być. Sarah i Benj przychodzili codziennie, sprawdzić czy już się obudziła. Zgadza się, miała z tym mały problem. Lekarze mówili, że to rzadko spotykane, iż pacjentka tak długo jest w śpiączce. Ale nie powiedzieli nam, że już się nie obudzi. Wszyscy byliśmy dobrej myśli. Wiedzieliśmy, że jest silna i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych.
Najbardziej dołowało mnie to, że to przeze mnie tu była. Pocałowałem ją, ale ona nie wydawała się protestować. Nie odepchnęła mnie od razu, nie odsunęła się, gdy dotknąłem jej delikatnych warg. Może była w szoku, ale przecież wcześniej pogłaskałem jej policzek, dając jej do zrozumienia, co zamierzam. Chciała tego, wiedziałem. Uciekła, to zrozumiane. Przecież miała chłopaka, którym niestety nie byłem ja.
Do pokoju weszła pielęgniarka i zaczęła sprawdzać wszystkie żyłki do niej podłączone. Ja nie odrywałem oczu od Brittany. Przez chwilę wydawało mi się, że jej kąciki ust idą lekko w górę. Ciekawe o czym śniła. Może o nas, o mnie. Ha, marzenie ściętej głowy. Wiedziałem, że nie mam szans z tym całym Joshem. Dwa lata temu skrzywdziłem ją i nie miałem na to wpływu. Przeszłość pozostawała przeszłością, a w teraźniejszości nie mieliśmy szans być razem. Była już zajęta.
- Przynieś panu coś do jedzenia albo picia?- spytała pielęgniarka, patrząc na mnie zatroskana.
- Nie, dziękuję.- odpowiedziałem cicho, nie patrząc na nią.
Kobieta westchnęła i wyszła z pokoju. Nie jadłem nic od dwóch dni. No może prócz kilku cukierków i jednego ciastka. Musiałem wyglądać strasznie. Od dawna nie zmrużyłem oka. Pomagała mi w tym kawa i napoje energetyczne. Nie puszczałem też ręki Brittany. Nie mogłem, czułem że miałem obowiązek, czuwać przy niej. Byłem pogrążony w moich myślach, gdy nagle poczułam jak dziewczyna delikatnie ściska moją dłoń.
*Oczami Brittany*
Spojrzałam w jego brązowe oczy i uśmiechnęłam się lekko. Chłopak splótł ze sobą nasze ręce, zmuszając mnie do położenia się na miękkich kwiatach. Wtuliłam się w jego ciepły tors.
- Justin, gdzie my tak właściwie jesteśmy?- spytałam, a on uśmiechnął się cierpko.
- W wymyślonym przez ciebie świecie.- odpowiedział, a ja podniosłam się do pozycji siedzącej.
Wsparłam się na łokciu i zaczęłam się przyglądać twarzy chłopaka. Uśmiechał się lekko, bawiąc się moimi palcami. Odgarnął mi zagubiony kosmyk z twarzy, zagryzając dolną wargę. Ręką przejechał po linii mojej talii, zatrzymując ją na biodrze. Przewrócił nas tak, że teraz to on był na górze. Zaczął mnie zachłannie całować, nie pozwalając bym mu się wyrwała. Prawda była taka, że nie chciałam się wyrywać. Pragnęłam kosztować jego warg przez cały czas. Odsunęłam się od niego na małą odległość, tak byśmy wciąż stykali się nosami.
- Kocham cię.- wyszeptałam, a on oblizał wargi.
- I to dlatego jesteś z Joshem?- spytał, a ja zamarłam.
Zapomniałam o Joshu, moim chłopaku. Przecież powinnam go kochać. Więc dlaczego zamiast niego, śniłam o Justinie. Dlaczego nie pragnęłam całować go, przytulać się do niego i w ogóle leżeć tu z nim.
- Bo mnie zraniłeś…
- Obiecuję, że już nigdy nie zranię. Uczę się na błędach.- wyszeptał i musnął moje wargi.- Wybacz mi i bądź ze mną. Pomyśl, że tak mógłby wyglądać każdy dzień. Moglibyśmy się całować, śmiać, przytulać… Byłabyś szczęśliwą gwiazdą. Śpiewalibyśmy razem, grał bym ci na fortepianie i gitarze. Zapomnielibyśmy o przeszłość. Znaleźlibyśmy siłę, by trwać przy sobie. Bo prawda jest taka, że tylko przy tobie potrafię być szczęśliwy. Ty jesteś moim szczęściem.
Zaniemówiłam. Poczułam jak zrywa się lekki wietrzyk, a słońce nad nami powoli zachodzi. Napłynęły deszczowe chmury. Zamknęłam na chwilę oczy. Gdy je na powrót otworzyłam, byliśmy znów na tym pomoście co kiedyś na obozie. Znów byliśmy cali mokrzy. Chłopak wyglądał tak samo jak wtedy, zresztą tak jak ja. Spojrzałam na niebo, które rozdarła pionowa błyskawica, nie tak daleko od nas. Jednak on szybko złapał za mój podbródek i znów kazał mi tym spojrzeć sobie w oczy.
- Teraz możesz być skoncentrowana tylko na mnie.- wyszeptał, swoimi wargami prawie dotykając moich.
- Oczywiście.- wyszeptałam, dobrze wiedząc że to wtedy powiedziałam.
Delikatnie musnęłam jego wargi, chcąc sprawdzić co stanie się dalej. Nie było mi jednak dane tego zobaczyć, bo znów się przenieśliśmy. Tym razem byliśmy na imprezie w moim domu, tuż po powrocie z obozu. Tańczyliśmy na parkiecie. przy wolniejszym momencie, pocałowaliśmy się, na co wszyscy zaczęli krzyczeć:
- Gorzko! Gorzko! Gorzko!
Odsunęliśmy się od siebie i zaczęliśmy się śmiać.
Chłopak przyciągnął mnie do siebie na jeszcze jedną chwilę.
- Kocham cię.- wyszeptał, pierwszy raz.
- Ja ciebie też.- odpowiedziałam zszokowana.
Wspomnienie to wywołało szeroki uśmiech na mojej twarzy. Tym razem przenieśliśmy się do momentu naszego pożegnania. Chłopak stał wpatrzony we mnie, a jego wyraz twarzy uległ zmianie. Oczy przestały błyszczeć z podniecenia, a zaczęły z nadmiaru łez.
- Nie kocham cię.- dodałam po chwili, mimo że nie to chciałam powiedzieć. Spojrzałam na jego usta. Dolna warga zaczęła mu drgać. Cały zaczął się trząść. Jego oczy zaszkliły się jeszcze bardziej.
- Nie wierzę ci.- wyszeptał, przysuwając się do mnie.- Nie wierzę.- powtórzył, po czym złożył na moich ustach pocałunek. Starałam się jak mogłam, by go nie odwzajemniać. Od razu, odsunęłam go od siebie. Spłynęła mu jedna łza po policzku. Nie mogłam patrzeć jak płacze, bo mi samej robiło się jeszcze smutniej.
- Brit, proszę cię.- szeptał, starając się przyciągnąć mnie do siebie.- Popełniłem błąd, każdy ma do niego prawo. Daj mi jeszcze jedną szansę, błagam cię.
I w tym momencie zamiast odejść, przytuliłam go i wyszeptałam, że tak naprawdę nie chcę odchodzić. Cała wizja zaczęła się psuć. Obraz zamazywać, Justin znikać. Próbowałam go zatrzymać, jednak na próżno.
- Powiedz mi co czujesz w normalnym życiu. Możemy być jeszcze razem. Nie zapomnij.- wyszeptał, gdy ja zamiast niego rękami łapałam już tylko powietrze.
Przed oczami została mi pustka. Wielka czarna plama. Dochodziły do mnie różne głosy, jakby z oddali. Słyszałam głos jakieś kobiety. (tu macie songa)
- Przynieś panu coś do jedzenia albo picia?- spytała.
- Nie, dziękuję.- odpowiedział jej jakiś chłopięcy głos.
Od razu go skojarzyłam. Przed chwilą doradzał mi jeszcze co zrobić. Musiałam się go posłuchać. Nie patrzeć na Josha, na moją karierę, na wszystko… Musiałam być sobą, odnaleźć tą dawną mnie. Wiem, to dziwne. Taka nagła zmiana o 360 stopni. Ale zawsze miałam w tym problem. Często mój charakter ulegał zmianie. Nigdy nie potrafiłam sobie z tym poradzić, zawsze wiązało się to z jakąś stratą i zyskiem. Teraz mogłam tylko zyskać.
Za główny cel wzięłam sobie otworzenie oczu. Jednak było to o wiele za trudne. Skoncentrowałam się więc na czymś łatwiejszym. Poruszeniu palcami. Chyba mi się udało, bo wyraźniej poczułam fakturę skóry Justina, który zapewne trzymał mnie za rękę. Chciałam jeszcze mocniej ścisnąć jego dłoń, ale nie miałam na to siły.
Po tym ruchu minęły chyba godziny, zanim udało mi się otworzyć oczy. Świat który ujrzałam był przerażająco jasny, oślepiał mnie. Ale musiałam go przezwyciężyć. Dla mnie, dla Justina. Ścisnęłam jego dłoń, na co odpowiedział mi tym samym.
- No dajesz, Brit. Zrób to dla mnie.- szeptał cicho.
To mi dodało jeszcze więcej siły. Policzyłam do trzech i gwałtownie otworzyłam oczy. Pierwszą rzeczą, którą ujrzałam była rozpromieniona twarz Justina. Potem spojrzała lekko w bok i ujrzała mojego tatę, lekarzy i przyjaciół. Wszyscy byli zdziwienie, ale przede wszystkim szczęśliwi. Potem zaczęło się przytulanie, badania, wyjaśnianie mi co właściwie się stało. Justin cały czas trzymał się na uboczu. Zauważyłam też, że nie ma tu Josha. Jednak nie obchodziło mnie to za bardzo. Cały czas patrzyłam tylko na Justina.
Po jakieś godzinie, wszyscy wyszli. Mój tato poszedł jeszcze porozmawiać z lekarzem, a Sarah i Benj wrócili do domu. Justin zajął miejsce obok mnie, na krześle. Bawił się moimi palcami, unikając mojego wzroku.
- Brit, ja…
- Ciii.- wyszeptałam, starając się pogłaskać go po policzku. Był jednak za daleko, na co parsknęłam śmiechem.- Zrobiłbyś mi przysługę i przysunął się do mnie.
On posłusznie wypełnił moje polecenie. Nachylił się nade mną tak, że prawie stykaliśmy się czołami. Pogłaskałam go po policzku.
- Pamiętasz, jak dwa lata temu prosiłeś mnie o wybaczenie?- on kiwnął głową- Obiecasz mi, że choćby nie wiem co, będziemy razem?- znów kiwnięcie.- A więc… wybaczam ci.- wyszeptałam.
Zbliżyłam do niego swoją twarz. Chłopak wplótł mi rękę we włosy, podnosząc moją głowę do góry. Pocałował mnie delikatnie, a do mnie wróciło ostatnie już tego dnia wspomnienie.
- Mój książę.- wyszeptałam w przerwie między pocałunkami.
- Moja księżniczka.- odpowiedział, po czym wpił się jeszcze bardziej w moje wargi.
♥♫♥
No i jak dziewczyny? Moim zdaniem jest totalnie do bani. Straciłam siebie, jak już pisałam wcześniej. Mimo to, skończyłam to opowiadanie. Może nie tego się spodziewałyście, ale przepraszam.
*Następne opowiadanie? Może już niedługo. Ale nie wiem, może za tydzień. Może jeszcze dziś. Zależy od komentarzy. Uwierzcie mi, nie podoba mi się to w jakim jestem teraz stanie. Szczerze mówiąc, nie wiem nawet dlaczego. Zresztą, kto kto wie?
*Jeżeli nie opublikuję tu już żadnej notki, to teraz przyszedł czas na podziękowania. Dziękuję wszystkim bloblowiczom, którzy mnie obserwują. Mam nadzieję, że ich liczba wzrośnie, zanim zacznę tu nowe story. Dziękuję za 5585 odwiedzin i 472 komentarzy. Mam nadzieję, że również i te liczby wzrosną.
*Byłyście ze mną zawsze, na dobre i na złe. Mam nadzieję, że moje opowiadanie było dla was czymś w rodzaju odskoczni. Tak jak dla mnie kiedyś.
*Żegnajcie kochane. A może raczej, do zobaczenia;)
Tagi:
Ostatni
Zmiana planów, laski. Jeszcze dziś powinien się pojawić rozdział. Ale niestety, ostatni. Nie mówię, że będzie jakiś wystrzałowy, ale obiecałam że skończę to opowiadanie i tak też zrobię. Jeżeli pod tym wpisem będzie 8 komentarzy, zobaczycie go już wieczorem, a może nawet wcześniej. Powodzenia, wierzę w was!
Tagi:
Zmiany
Hej laski, mam dla was smutna wiadomość. Tzn, nie wiem czy będzie smutna. Dla niektórych (moich antyfanek) zapewne wesoła. Nie potrafię...
Dziś siedziałam i słuchałam muzyki. Myślałam o nn, aż w końcu coś do mnie dotarło. Nie napiszę jej, bo nie potrafię. Wcześniej oszukiwałam się, że Bieber jest mi obojętny. Ale teraz jestem już tego pewna. Przestałam o nim wgl myśleć, zatraciłam się w rzeczywistości, tracąc przy tym dawną mnie. Teraz nie jestem już tą samą smutną dziewczyną, marzącą o poznaniu Justina Biebera. Stałam się... kimś innym. Nastolatką, która w każdej wolnej chwili podśpiewuje sobie piosenki w myślach, uśmiecha się, skacze, gada z chłopakami i jest (raczej) lubiana.
Czy właśnie nie taka była Brittany? Przed tym jak poznała Justina. Wesoła, rozchwytywana, szczęśliwa...
Jeżeli jesteście moimi "fankami" zrozumiecie przez co przechodzę. Nie wiem, może jutro coś napiszę, może nie. Nie usuwam bloga, nie zamykam te historii. Powiedzmy, że biorę chwilowy urlop macierzyński:D Niedługo na pewno wrócę, ale teraz... I pragnę wam jeszcze na koniec podziękować za 41 obserwujących. Przekroczyliście magiczną granicę, mam nadzieję że robiąc dwa kroki w przód nie cofniemy się w krótkim czasie o trzy.
Dla lepszego zrozumienia mojej sytuacji, posłuchajcie i zobaczcie tłumaczenie tej piosenki:
Póki co muszę wam powiedzieć: au revoir mes amis!
Dziś siedziałam i słuchałam muzyki. Myślałam o nn, aż w końcu coś do mnie dotarło. Nie napiszę jej, bo nie potrafię. Wcześniej oszukiwałam się, że Bieber jest mi obojętny. Ale teraz jestem już tego pewna. Przestałam o nim wgl myśleć, zatraciłam się w rzeczywistości, tracąc przy tym dawną mnie. Teraz nie jestem już tą samą smutną dziewczyną, marzącą o poznaniu Justina Biebera. Stałam się... kimś innym. Nastolatką, która w każdej wolnej chwili podśpiewuje sobie piosenki w myślach, uśmiecha się, skacze, gada z chłopakami i jest (raczej) lubiana.
Czy właśnie nie taka była Brittany? Przed tym jak poznała Justina. Wesoła, rozchwytywana, szczęśliwa...
Jeżeli jesteście moimi "fankami" zrozumiecie przez co przechodzę. Nie wiem, może jutro coś napiszę, może nie. Nie usuwam bloga, nie zamykam te historii. Powiedzmy, że biorę chwilowy urlop macierzyński:D Niedługo na pewno wrócę, ale teraz... I pragnę wam jeszcze na koniec podziękować za 41 obserwujących. Przekroczyliście magiczną granicę, mam nadzieję że robiąc dwa kroki w przód nie cofniemy się w krótkim czasie o trzy.
Dla lepszego zrozumienia mojej sytuacji, posłuchajcie i zobaczcie tłumaczenie tej piosenki:
Póki co muszę wam powiedzieć: au revoir mes amis!
Tagi:
Problem...
22. „To tak jakby podnieść białą flagę, gdy już prawie wygrało się bitwę.”
Patrzyłam jak Justin gra dobrze znaną mi piosenkę . Uśmiechnęłam się delikatnie, na wspomnienie chwil z nią związanych. Jak dopiero się poznawaliśmy, niepewni siebie. On bał się zrobić pierwszy krok, a ja myślałam, że jest już zajęty. To było szczerze żałosne, ale co poradzić. A teraz? Już nawet nie byliśmy razem. Ten nieśmiały kiedyś chłopak, zdradził mnie i gdzieś wyparował. A ja zamiast go szukać, znalazłam drugiego.
Dokładnie, właśnie tak na siebie teraz patrzyłam. Jak na kogoś, kto usiłował zastąpić ideał. Niby mogę w każdej minucie do niego wrócić. Przecież on „nie podda się”. Ale czy to miałoby jeszcze sens? A co gdyby zranił mnie po raz drugi, przecież tak się zmienił. Niegdyś ubierający się w jaskrawe barwy, uśmiechnięty chłopak. A teraz niegrzeczny, tajemniczy szatyn z niesamowicie błyszczącymi oczami. Dziwię się, że jeszcze nie ma dziewczyny. Może z pod tego kaptura nie widzą jaki jest ładny.
- Jak to jest być gwiazdą?- spytał, nie przerywając gry.
- Normalnie.- wzruszyłam ramionami.- Wywiady, śpiewanie, sesje i co najlepsze, fani. W sumie to tylko dzięki nim jakoś wytrzymuję. Na co dzień trudno jest znaleźć sensowne wsparcie…
- Ten Josh cię nie wspiera?- spytał, zerkając na mnie.
Dopiero teraz przeanalizowałam moją wypowiedź i faktycznie, można było tak pomyśleć. Ugryzłam się zdenerwowana w język i syknęłam cicho z bólu. By to zatuszować, odchrząknęłam.
- Oczywiście, że wspiera. Przecież jest moim chłopakiem.- powiedziałam, pragnąć by mój głos nie zadrżał. Ale mimo to, nie wysłuchał mnie i pod koniec trochę ucichł.
Chłopak nie drążył tematu, tylko wciąż grał. Nagle zaczął śpiewać tą piosenkę, a mnie zatkało. Miał na serio niesamowity głos. Taki, którego mogłabym słuchać godzinami, a może nawet dłużej. Już jak mówił, to mi się podobał. A teraz? Teraz przeszedł sam siebie. Miał taką lekką chrypkę i miodową barwę. Jakby ktoś drażnił piórkiem moja skórę. Mogłam to też porównać do obserwowania spokojnego morza lub uczucia delikatnego wiosennego wietrzyku we włosach. Starałam się nie patrzeć na niego jak na kogoś z olbrzymim talentem, ale na serio mnie zatkało. A tekst piosenki… sprawił, że poczułam się głupio.
On był dla mnie perfekcyjny, ale nie mogłam mu tego wyznać. Wtedy przyznałabym się, jak bardzo go potrzebuję. Jak bardzo tęskniłam. Ile łez wylałam, patrząc na nasze zdjęcia i wspominając wspólnie spędzone chwile. Wyznałabym, do jakiś poświęceń jestem dla niego zdolna… Jednak nie mogłam. To tak jakby podnieść białą flagę, gdy już prawie wygrało się bitwę.
- I co sądzisz, specjalistko od śpiewu?- spytał, gdy piosenka dobiegła końca.
- No… nieźle.- odpowiedziałam, mimo że chciałam krzyknąć „To było genialne. Nagraj ze mną duet, bądźmy razem, miejmy dwójkę dzieci i własny olbrzymi dom w Los Angeles!”. Oczywiście, powstrzymałam się.
- Czyli musze jeszcze trochę poćwiczyć, żebyś zaniemówiła.- uznał, po czym wstał.
Poszłam w jego ślady. I tak razem staliśmy na scenie. Chłopak zamknął oczy, zakładając sobie ręce za głowę. Wziął głębszy oddech, robiąc krok do przodu.
- Wyobraź sobie, że setki elegancko ubranych ludzi siedzi tam na widowni i czeka, aż zaczniesz śpiewać.- powiedział cicho.- Zamknij oczy.- polecił mi, a ja wypełniłam jego polecenie.- Czujesz to? Tą napiętą atmosferę czekania na występ. Te zniecierpliwione westchnienia, pomruki niezadowolenia, szmery wydawane przez zerkających na zegarek. I nagle słyszysz pierwsze nuty swojej piosenki. Nieśmiało zaczynasz śpiewać, a wszyscy zamierają, onieśmieleni twoim głosem. Wtedy ty dostrzegasz na widowni, w jednym z tylnych rzędów parę oczu, tak bardzo tajemniczych i błyszczących. Wydaje ci się, że tylko właściciel tych oczu rozumie co czujesz.- poczułam jak łapie mnie za rękę, więc otworzyłam oczy.- A teraz, pomyśl że to ja.
Staliśmy tak chwilę, patrząc na siebie w ciszy. Otaczało nas kilka słabo świecących się reflektorów. Nie widziałam co powiedzieć. Chłopak rękę sunął w górę, po mojej ręce. Zamknęłam oczy, widząc że już dłużej nie dam rady się przed nim wzbraniać. Poczułam jak delikatnie dotyka mojego policzka, jak jego nierówny oddech otula moją twarz. Wyobraziłam sobie, jak jego wargi muszą być teraz blisko i zadrżałam. I wtedy poczułam je na swoich ustach.
Całował mnie delikatnie, jakby bojąc się że go odepchnę. I to w rzeczywistości chciałam zrobić, ale nie miałam najzwyczajniej siły. Jakby miał nade mną kontrolę. Zebranie w sobie wystarczającej ilości sił zajęło mi dobre pół minuty. Odepchnęłam go od siebie i otarłam wierzchem dłoni usta. Wszystkie wspomnienia powróciły do mnie, powodując łzy z moich oczach.
Zawsze potępiałam Justina za to co zrobił. A tak naprawdę, ja dziś tak samo zraniłam Josha. Spojrzałam na wyjście z teatru i rzuciłam się w jego stronę pędem. Z oczu ciekły mi łzy, których po prostu nie sposób było pohamować. Biegłam jak najszybciej.
- Brit! Brittany, zaczekaj! Przepraszam!- krzyczał, za mną ale nie słuchałam go.
Rozhisteryzowana, wpadłam na schody. Nawet nie zauważyłam, jak noga dziwnie mi się wykręciła. Zaczęłam spadać. Przez chwilę, starałam się jeszcze utrzymać przytomność. Ale kiedy poczułam silny ból głowy, zamknęłam i tak już ciężkie powieki. Ostatnią wizją, którą zobaczyłam, była roześmiana twarz Justina i te jego błyszczące oczy…cdn.
Patrzyłam jak Justin gra dobrze znaną mi piosenkę . Uśmiechnęłam się delikatnie, na wspomnienie chwil z nią związanych. Jak dopiero się poznawaliśmy, niepewni siebie. On bał się zrobić pierwszy krok, a ja myślałam, że jest już zajęty. To było szczerze żałosne, ale co poradzić. A teraz? Już nawet nie byliśmy razem. Ten nieśmiały kiedyś chłopak, zdradził mnie i gdzieś wyparował. A ja zamiast go szukać, znalazłam drugiego.
Dokładnie, właśnie tak na siebie teraz patrzyłam. Jak na kogoś, kto usiłował zastąpić ideał. Niby mogę w każdej minucie do niego wrócić. Przecież on „nie podda się”. Ale czy to miałoby jeszcze sens? A co gdyby zranił mnie po raz drugi, przecież tak się zmienił. Niegdyś ubierający się w jaskrawe barwy, uśmiechnięty chłopak. A teraz niegrzeczny, tajemniczy szatyn z niesamowicie błyszczącymi oczami. Dziwię się, że jeszcze nie ma dziewczyny. Może z pod tego kaptura nie widzą jaki jest ładny.
- Jak to jest być gwiazdą?- spytał, nie przerywając gry.
- Normalnie.- wzruszyłam ramionami.- Wywiady, śpiewanie, sesje i co najlepsze, fani. W sumie to tylko dzięki nim jakoś wytrzymuję. Na co dzień trudno jest znaleźć sensowne wsparcie…
- Ten Josh cię nie wspiera?- spytał, zerkając na mnie.
Dopiero teraz przeanalizowałam moją wypowiedź i faktycznie, można było tak pomyśleć. Ugryzłam się zdenerwowana w język i syknęłam cicho z bólu. By to zatuszować, odchrząknęłam.
- Oczywiście, że wspiera. Przecież jest moim chłopakiem.- powiedziałam, pragnąć by mój głos nie zadrżał. Ale mimo to, nie wysłuchał mnie i pod koniec trochę ucichł.
Chłopak nie drążył tematu, tylko wciąż grał. Nagle zaczął śpiewać tą piosenkę, a mnie zatkało. Miał na serio niesamowity głos. Taki, którego mogłabym słuchać godzinami, a może nawet dłużej. Już jak mówił, to mi się podobał. A teraz? Teraz przeszedł sam siebie. Miał taką lekką chrypkę i miodową barwę. Jakby ktoś drażnił piórkiem moja skórę. Mogłam to też porównać do obserwowania spokojnego morza lub uczucia delikatnego wiosennego wietrzyku we włosach. Starałam się nie patrzeć na niego jak na kogoś z olbrzymim talentem, ale na serio mnie zatkało. A tekst piosenki… sprawił, że poczułam się głupio.
On był dla mnie perfekcyjny, ale nie mogłam mu tego wyznać. Wtedy przyznałabym się, jak bardzo go potrzebuję. Jak bardzo tęskniłam. Ile łez wylałam, patrząc na nasze zdjęcia i wspominając wspólnie spędzone chwile. Wyznałabym, do jakiś poświęceń jestem dla niego zdolna… Jednak nie mogłam. To tak jakby podnieść białą flagę, gdy już prawie wygrało się bitwę.
- I co sądzisz, specjalistko od śpiewu?- spytał, gdy piosenka dobiegła końca.
- No… nieźle.- odpowiedziałam, mimo że chciałam krzyknąć „To było genialne. Nagraj ze mną duet, bądźmy razem, miejmy dwójkę dzieci i własny olbrzymi dom w Los Angeles!”. Oczywiście, powstrzymałam się.
- Czyli musze jeszcze trochę poćwiczyć, żebyś zaniemówiła.- uznał, po czym wstał.
Poszłam w jego ślady. I tak razem staliśmy na scenie. Chłopak zamknął oczy, zakładając sobie ręce za głowę. Wziął głębszy oddech, robiąc krok do przodu.
- Wyobraź sobie, że setki elegancko ubranych ludzi siedzi tam na widowni i czeka, aż zaczniesz śpiewać.- powiedział cicho.- Zamknij oczy.- polecił mi, a ja wypełniłam jego polecenie.- Czujesz to? Tą napiętą atmosferę czekania na występ. Te zniecierpliwione westchnienia, pomruki niezadowolenia, szmery wydawane przez zerkających na zegarek. I nagle słyszysz pierwsze nuty swojej piosenki. Nieśmiało zaczynasz śpiewać, a wszyscy zamierają, onieśmieleni twoim głosem. Wtedy ty dostrzegasz na widowni, w jednym z tylnych rzędów parę oczu, tak bardzo tajemniczych i błyszczących. Wydaje ci się, że tylko właściciel tych oczu rozumie co czujesz.- poczułam jak łapie mnie za rękę, więc otworzyłam oczy.- A teraz, pomyśl że to ja.
Staliśmy tak chwilę, patrząc na siebie w ciszy. Otaczało nas kilka słabo świecących się reflektorów. Nie widziałam co powiedzieć. Chłopak rękę sunął w górę, po mojej ręce. Zamknęłam oczy, widząc że już dłużej nie dam rady się przed nim wzbraniać. Poczułam jak delikatnie dotyka mojego policzka, jak jego nierówny oddech otula moją twarz. Wyobraziłam sobie, jak jego wargi muszą być teraz blisko i zadrżałam. I wtedy poczułam je na swoich ustach.
Całował mnie delikatnie, jakby bojąc się że go odepchnę. I to w rzeczywistości chciałam zrobić, ale nie miałam najzwyczajniej siły. Jakby miał nade mną kontrolę. Zebranie w sobie wystarczającej ilości sił zajęło mi dobre pół minuty. Odepchnęłam go od siebie i otarłam wierzchem dłoni usta. Wszystkie wspomnienia powróciły do mnie, powodując łzy z moich oczach.
Zawsze potępiałam Justina za to co zrobił. A tak naprawdę, ja dziś tak samo zraniłam Josha. Spojrzałam na wyjście z teatru i rzuciłam się w jego stronę pędem. Z oczu ciekły mi łzy, których po prostu nie sposób było pohamować. Biegłam jak najszybciej.
- Brit! Brittany, zaczekaj! Przepraszam!- krzyczał, za mną ale nie słuchałam go.
Rozhisteryzowana, wpadłam na schody. Nawet nie zauważyłam, jak noga dziwnie mi się wykręciła. Zaczęłam spadać. Przez chwilę, starałam się jeszcze utrzymać przytomność. Ale kiedy poczułam silny ból głowy, zamknęłam i tak już ciężkie powieki. Ostatnią wizją, którą zobaczyłam, była roześmiana twarz Justina i te jego błyszczące oczy…cdn.
♥♥♥
Dobra, powinniście mnie wielbić;) Napisałam to nn w 20 minut, kiedy to moja mama poszła do sklepu. Uff, zaraz idę się uczyć biologii. Jak tam wasze walentynki? Bo u mnie żadnej walentynki. Ach, mój Romeo chyba o mnie zapomniał:(
12komentarzy=NN
Tagi:
Rozdział 22
Sory laski, ale nie uda mi się dodać nn dziś. Szczerze? Dodam je dopiero w piątek czy jakoś tak. Nie napisałam go, nie miałam weny. Po za tym jestem zdołowana (powód? link do bloga w poprzedniej notce wszystko wam wyjaśni). Jutro poniedziałek, potem wtorek (spr. z fizyki), środa (spr. z biologii), czwartek (kart. z historii) i piątek (chemia), więc życzcie mi szczęścia.
Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, ale muszę zająć się realnym życiem. Tym, gdzie nie ma Justina, a ja nie jestem gwiazdą, a zwykłym szaraczkiem:(
Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, ale muszę zająć się realnym życiem. Tym, gdzie nie ma Justina, a ja nie jestem gwiazdą, a zwykłym szaraczkiem:(
Tagi:
Rozdział...
21. „Śledzisz mnie?”
- Rozumiesz już?- spytał mój tato, a ja kiwnęłam niepewnie głową.- Masz po prostu mówić, że ktoś cię zachwycił lub zniechęcił. Siedzisz na środku, więc musisz być tą milutką. Mam nadzieję, że ci się to uda, bo dobrze znam twój zadziorny temperament.- uśmiechnął się, a prychnęłam.
- Za taką kasę, to mogłabym nawet udawać, że jestem niewidoma.- odpowiedziałam.
Rozejrzałam się jeszcze po teatrze i uśmiechnęłam się. Był piękni. Obecnie stałam na średniej wielkości scenie. Była tu idealna akustyka, głos niósł się po całym pomieszczeniu, tak że nawet w ostatnich rzędach. Na samym środku stał teraz błyszczący, czarny fortepian. Zwróciłam uwagę na obite czerwonym materiałem siedzenia. Zawsze marzyłam by poskakać po ich oparciach. Potem przyjrzałam się miejscu, które miałam zająć.
W jury miałam siedzieć w środku, czyli tam gdzie osoba, która nigdy nie skrytykuje. Co prawda, stawka była olbrzymia, ale nie wiem czy dam radę cały czas być miła. Zresztą znacie mnie i wiecie do czego jestem zdolna. Spojrzałam na mojego tatę.
- Idziemy już? Chciałabym się jeszcze spotkać z Joshem, przed tym jak będę musiała iść spać.- powiedziałam, a on uśmiechnął się.
- I jak wam się układa?- spytał, gdy schodziliśmy ze sceny.
Wzruszyłam ramionami.
- Czy ja wiem… W sumie jest dobrze. No wiesz, nie kłócimy się i wiem, że on na pewno mnie nie skrzywdzi…
- Ale nie ma tej chemii.- uzupełnił, podnosząc jedną brew do góry.
- Nie no, coś tam jest. Ale teraz… W obliczu Justina, sama się gubię. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Wydaje mi się to irracjonalne. Jakby ta historia dotyczyła kogoś innego. Ale muszę się już przyzwyczaić, że kocham dwóch chłopców.- westchnęłam, a on objął mnie ramieniem.
- Będzie dobrze.- powiedział cicho.
Nienawidziłam jak ktoś mi tak mówił. Wtedy miałam już pewność, że nie będzie dobrze. Zawsze ktoś zostawał sam. Mogłam kogoś wybrać lub zostać sama i znaleźć kogoś nowego. Ale wtedy istniała możliwość, że będę miała na głowie trzech napalonych na mnie chłopaków, czego wolałam uniknąć. Poza tym, w sumie co to ma być? Kim ja jestem? Przecież jestem zwykłą dziewczyną, dlaczego przyciągam tyle chłopaków? Gdybym jeszcze była ładna i chuda, to rozumiem. Ale nie byłam taka. No może trochę ładna, ale na bank nie za chuda. No i oczywiście, umiałam śpiewać. Za to Josh robił własną muzykę, a Justin był niesamowitym koszykarzem i skejtem.
Gdy wyszliśmy z budynku i już miałam wsiąść do samochodu, zauważyłam że ktoś stoi pod kratą osłaniającą teatr z tej mniej widocznej strony. Była to postać ubrana na czarno, jedną zgiętą nogą dotykającej kraty. Z tej odległości nie potrafiłam stwierdzić jakiej ma miny. Jednak potrafiłam się domyślić kto to jest. Chłopak schylił się, wyciągnął jakiś kluczyk i podniósł kratę. Zaciekawiona, patrzyłam jak chowa się w środku.
- Chyba zostawiłam torebkę w środku. Pójdę po nią i spotkamy się w domu. Mam ochotę na spacer.- powiedziałam do taty, a on spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Dobra, jak chcesz.- odpowiedział, wsiadł do samochodu i odjechał.
A ja rzuciłam się biegiem w stronę teatru. Również przeszłam przez tą kratę, bo uznałam że tak będzie ciekawiej. Znalazłam się w słabo oświetlonym korytarzu. Zaczęłam iść do przodu, powoli by nie potknąć się o wszędzie leżące, rekwizyty. Wyszłam na bardziej oświetlone miejsce, od którego prowadziły schodu na górę. To zapewne nimi miałam iść, by dojść na główną scenę. Skierowałam się w ich kierunku, gdy ktoś złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do ściany. Chciałam krzyknąć, ale położył mi palec na ustach. Spojrzałam wystraszona na Justina, a on jedynie zagryzł wargi.
- Dobra, nikogo tu nie ma.- usłyszałam jakiś męski głos.- Spadamy.- po czym po teatrze rozległ się odgłos kroków i trzaśnięcie drzwi.
Justin zabrał palec z moich ust. Oparł się rękami po moich obu stronach i uśmiechnął się wrednie. Jego oczy błyszczały teraz tak obcym dla mnie blaskiem. Jakby miał w nich dwie, nigdy nie gasnące gwiazdki. Jego źrenice zlewały się w tęczówkami, tworząc głębokie morze czekolady. Chłopak przegryzł dolną wargę.
- Śledzisz mnie?- spytał, a ja prychnęłam.
- To ty stałeś pod teatrem, w którym będzie się odbywał mój konkurs.- odpowiedziałam, a on wzruszył ramionami.
Staliśmy tak chwilę w ciszy. Czułam jak moje serce przyśpiesza, a jego ręce zaczynają drżeć. Chłopak stanął odrobinę bliżej mnie. jego twarz zaczęła się powoli zbliżać. Dobrze wiedziałam, że nie mogę go pocałować. Ale tak bardzo tego pragnęłam. To tak jakby nie jeść czekolady przez rok i nagle dostać jej tabliczkę jako prezent pod choinkę. I jak tu jej nie otworzyć i nie zjeść?! Zwłaszcza, że ta czekolada tak słodko oblizuje wargi i je przegryza. No i tak pięknie pachnie…
Odwróciłam głowę w bok, uciekając przed jego wargami. Nie chciałam go urazić, miałam nadzieję, że zrozumie. Nie odezwał się, ale wziął ręce. Myślałam, że odejdzie bez słowa. Ale on złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów na górę. Mimowolnie zaczęłam się śmiać, kiedy potykaliśmy się wchodząc po dwa stopnie. I kiedy chłopak poślizgnął się i wylądował na tyłku. Zadawało się, że oboje zapomnieliśmy o tym co miało miejsce jeszcze dwie minuty temu. Cały czas się śmieliśmy, trzymając się za ręce. Chłopak gdy tylko wbiegł na salę, wdrapał się na ostatni rząd foteli.
- Co ty robisz?- spytałam.
- Coś o czym zawsze marzyłem.- odpowiedział. Widząc z jakimś utęsknieniem na niego patrzę, wyciągnął w moją stronę rękę.- Przyłączysz się?- spytał, a ja parsknęłam śmiechem, ujmując jego dłoń.
- Myślałam, że już nie zapytasz.- złapał go za rękę i wdrapałam się na siedzenie obok.
Chłopak złapał mnie mocniej w talii i zaczęliśmy skakać po siedzeniach i oparciach. Raz to ja się przewracałam, raz on. Przez cały czas śmialiśmy się i żartowaliśmy. Czułam się jak dwa lata temu. Jakbym nie miała teraz innego chłopaka, nie była międzynarodową piosenkarką, a Justin nigdy mnie nie zdradził. Na tą myśl, trochę się uspokoiłam. Nie mogłam zapomnieć o tym, co stało się jakiś czas temu i jak wtedy się czułam. Gdy teraz patrzyłam w oczy chłopaka, cała przeszłość wydawała się nie istnieć. Ale ona tam była, gdzieś głęboko zakopana w moim umyśle.
Doszliśmy już spokojnie do sceny. Justin usiadł za fortepianem. Poklepał miejsce obok siebie. I wtedy miałam niezły dylemat. Mogłam stamtąd uciec, zadzwonić do Josha by po mnie przyjechał i na zawsze zapomnieć o Justinie. Mogłam też usiąść obok niego i dać się ponieść emocjom. Mogliśmy tak razem siedzieć, rozmawiać, grać na fortepianie i śpiewać.
W końcu zdecydowałam. Pewnym krokiem ruszyłam w stronę…cdn.
- Rozumiesz już?- spytał mój tato, a ja kiwnęłam niepewnie głową.- Masz po prostu mówić, że ktoś cię zachwycił lub zniechęcił. Siedzisz na środku, więc musisz być tą milutką. Mam nadzieję, że ci się to uda, bo dobrze znam twój zadziorny temperament.- uśmiechnął się, a prychnęłam.
- Za taką kasę, to mogłabym nawet udawać, że jestem niewidoma.- odpowiedziałam.
Rozejrzałam się jeszcze po teatrze i uśmiechnęłam się. Był piękni. Obecnie stałam na średniej wielkości scenie. Była tu idealna akustyka, głos niósł się po całym pomieszczeniu, tak że nawet w ostatnich rzędach. Na samym środku stał teraz błyszczący, czarny fortepian. Zwróciłam uwagę na obite czerwonym materiałem siedzenia. Zawsze marzyłam by poskakać po ich oparciach. Potem przyjrzałam się miejscu, które miałam zająć.
W jury miałam siedzieć w środku, czyli tam gdzie osoba, która nigdy nie skrytykuje. Co prawda, stawka była olbrzymia, ale nie wiem czy dam radę cały czas być miła. Zresztą znacie mnie i wiecie do czego jestem zdolna. Spojrzałam na mojego tatę.
- Idziemy już? Chciałabym się jeszcze spotkać z Joshem, przed tym jak będę musiała iść spać.- powiedziałam, a on uśmiechnął się.
- I jak wam się układa?- spytał, gdy schodziliśmy ze sceny.
Wzruszyłam ramionami.
- Czy ja wiem… W sumie jest dobrze. No wiesz, nie kłócimy się i wiem, że on na pewno mnie nie skrzywdzi…
- Ale nie ma tej chemii.- uzupełnił, podnosząc jedną brew do góry.
- Nie no, coś tam jest. Ale teraz… W obliczu Justina, sama się gubię. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Wydaje mi się to irracjonalne. Jakby ta historia dotyczyła kogoś innego. Ale muszę się już przyzwyczaić, że kocham dwóch chłopców.- westchnęłam, a on objął mnie ramieniem.
- Będzie dobrze.- powiedział cicho.
Nienawidziłam jak ktoś mi tak mówił. Wtedy miałam już pewność, że nie będzie dobrze. Zawsze ktoś zostawał sam. Mogłam kogoś wybrać lub zostać sama i znaleźć kogoś nowego. Ale wtedy istniała możliwość, że będę miała na głowie trzech napalonych na mnie chłopaków, czego wolałam uniknąć. Poza tym, w sumie co to ma być? Kim ja jestem? Przecież jestem zwykłą dziewczyną, dlaczego przyciągam tyle chłopaków? Gdybym jeszcze była ładna i chuda, to rozumiem. Ale nie byłam taka. No może trochę ładna, ale na bank nie za chuda. No i oczywiście, umiałam śpiewać. Za to Josh robił własną muzykę, a Justin był niesamowitym koszykarzem i skejtem.
Gdy wyszliśmy z budynku i już miałam wsiąść do samochodu, zauważyłam że ktoś stoi pod kratą osłaniającą teatr z tej mniej widocznej strony. Była to postać ubrana na czarno, jedną zgiętą nogą dotykającej kraty. Z tej odległości nie potrafiłam stwierdzić jakiej ma miny. Jednak potrafiłam się domyślić kto to jest. Chłopak schylił się, wyciągnął jakiś kluczyk i podniósł kratę. Zaciekawiona, patrzyłam jak chowa się w środku.
- Chyba zostawiłam torebkę w środku. Pójdę po nią i spotkamy się w domu. Mam ochotę na spacer.- powiedziałam do taty, a on spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Dobra, jak chcesz.- odpowiedział, wsiadł do samochodu i odjechał.
A ja rzuciłam się biegiem w stronę teatru. Również przeszłam przez tą kratę, bo uznałam że tak będzie ciekawiej. Znalazłam się w słabo oświetlonym korytarzu. Zaczęłam iść do przodu, powoli by nie potknąć się o wszędzie leżące, rekwizyty. Wyszłam na bardziej oświetlone miejsce, od którego prowadziły schodu na górę. To zapewne nimi miałam iść, by dojść na główną scenę. Skierowałam się w ich kierunku, gdy ktoś złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do ściany. Chciałam krzyknąć, ale położył mi palec na ustach. Spojrzałam wystraszona na Justina, a on jedynie zagryzł wargi.
- Dobra, nikogo tu nie ma.- usłyszałam jakiś męski głos.- Spadamy.- po czym po teatrze rozległ się odgłos kroków i trzaśnięcie drzwi.
Justin zabrał palec z moich ust. Oparł się rękami po moich obu stronach i uśmiechnął się wrednie. Jego oczy błyszczały teraz tak obcym dla mnie blaskiem. Jakby miał w nich dwie, nigdy nie gasnące gwiazdki. Jego źrenice zlewały się w tęczówkami, tworząc głębokie morze czekolady. Chłopak przegryzł dolną wargę.
- Śledzisz mnie?- spytał, a ja prychnęłam.
- To ty stałeś pod teatrem, w którym będzie się odbywał mój konkurs.- odpowiedziałam, a on wzruszył ramionami.
Staliśmy tak chwilę w ciszy. Czułam jak moje serce przyśpiesza, a jego ręce zaczynają drżeć. Chłopak stanął odrobinę bliżej mnie. jego twarz zaczęła się powoli zbliżać. Dobrze wiedziałam, że nie mogę go pocałować. Ale tak bardzo tego pragnęłam. To tak jakby nie jeść czekolady przez rok i nagle dostać jej tabliczkę jako prezent pod choinkę. I jak tu jej nie otworzyć i nie zjeść?! Zwłaszcza, że ta czekolada tak słodko oblizuje wargi i je przegryza. No i tak pięknie pachnie…
Odwróciłam głowę w bok, uciekając przed jego wargami. Nie chciałam go urazić, miałam nadzieję, że zrozumie. Nie odezwał się, ale wziął ręce. Myślałam, że odejdzie bez słowa. Ale on złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów na górę. Mimowolnie zaczęłam się śmiać, kiedy potykaliśmy się wchodząc po dwa stopnie. I kiedy chłopak poślizgnął się i wylądował na tyłku. Zadawało się, że oboje zapomnieliśmy o tym co miało miejsce jeszcze dwie minuty temu. Cały czas się śmieliśmy, trzymając się za ręce. Chłopak gdy tylko wbiegł na salę, wdrapał się na ostatni rząd foteli.
- Co ty robisz?- spytałam.
- Coś o czym zawsze marzyłem.- odpowiedział. Widząc z jakimś utęsknieniem na niego patrzę, wyciągnął w moją stronę rękę.- Przyłączysz się?- spytał, a ja parsknęłam śmiechem, ujmując jego dłoń.
- Myślałam, że już nie zapytasz.- złapał go za rękę i wdrapałam się na siedzenie obok.
Chłopak złapał mnie mocniej w talii i zaczęliśmy skakać po siedzeniach i oparciach. Raz to ja się przewracałam, raz on. Przez cały czas śmialiśmy się i żartowaliśmy. Czułam się jak dwa lata temu. Jakbym nie miała teraz innego chłopaka, nie była międzynarodową piosenkarką, a Justin nigdy mnie nie zdradził. Na tą myśl, trochę się uspokoiłam. Nie mogłam zapomnieć o tym, co stało się jakiś czas temu i jak wtedy się czułam. Gdy teraz patrzyłam w oczy chłopaka, cała przeszłość wydawała się nie istnieć. Ale ona tam była, gdzieś głęboko zakopana w moim umyśle.
Doszliśmy już spokojnie do sceny. Justin usiadł za fortepianem. Poklepał miejsce obok siebie. I wtedy miałam niezły dylemat. Mogłam stamtąd uciec, zadzwonić do Josha by po mnie przyjechał i na zawsze zapomnieć o Justinie. Mogłam też usiąść obok niego i dać się ponieść emocjom. Mogliśmy tak razem siedzieć, rozmawiać, grać na fortepianie i śpiewać.
W końcu zdecydowałam. Pewnym krokiem ruszyłam w stronę…cdn.
♥♥♥
Ciekawe co będzie dalej? Tym razem zmniejszę wam trochę limit komentarzy i jak wam się uda, dodam nn jeszcze dziś. A będzie się trochę działo. A tak poza tym, mam 39 OBSERWUJĄCYCH!!!
Tu macie nowy, świeży i pachnący zwiastun bloga. Mam nadzieję, że wam się spodoba:D
10komentarzy=NN
PS. I zapraszam na mojego bloga FuckYeah. Jeżeli chcecie poznać sekrety mojej psychiki, wbijajcie.
Tagi:
Rozdział 21
20. „Nie poddam się.”
Spojrzałam w jego oczy i uśmiechnęłam się szeroko. Chłopak wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę światła. Zatrzymałam się gwałtownie, kiedy już prawie przeszliśmy przez olbrzymie dębowe drzwi. Coś było nie tak. Jeszcze raz zerknęłam na sylwetkę zakapturzonego osobnika. Chłopak również odwrócił się w moją stronę. Nie widziałam jego twarzy, a jedynie błysk ciemnych oczu.
- Justin…- wyszeptałam, zmieszana.
Chłopak ściągnął kaptur, a mi ukazała się sylwetka Josha. Chłopak uśmiechnął się chytrze i puścił moją dłoń.
- Myślałaś, że tak łatwo ze mną zerwiesz?- spytał, a ja zamarłam, widząc jak jego tęczówki nabierają koloru purpury.
Poczułam jak ktoś wślizguje się pod moją kołdrę i wtula się we mnie od tyłu. Uśmiechnęłam się lekko, czując jak chłopak całuje mnie w odkryte ramię. Obróciłam się i wtuliłam bardziej w ciepły tors chłopaka.
- Tęskniłem.- wyszeptał, a ja westchnęłam cicho, wdychając jego zapach.
- Ja też.- szepnęłam, podnosząc głowę i całując go delikatnie. Uśmiechnął się, ściskając mnie w talii i przysuwając do siebie.
Leżeliśmy tak chwilę, patrząc sobie w oczy. Miałam niezły dylemat. Gdy byłam z Joshem, zapominałam o Justinie i na odwrót. Nie wiedziałam już co robić. Zresztą, mój obecny chłopak nie wiedział nawet o istnieniu drugiego i nie miał pojęcia kim dla siebie byliśmy. Na razie po prostu nie poruszaliśmy jeszcze tematu naszych historii z życia. Oboje mieliśmy coś do ukrycia i żadne z nas nie chciało mówić drugiemu wszystkiego. Zwłaszcza, że pracowaliśmy w takiej profesji, gdzie sekrety były wysoko cienione.
- No już, wstajemy leniuszku.- powiedział mi prosto do ucha, a jego ciepły oddech spowodował u mnie dreszcze.
- Zostańmy tu na zawsze. Pod kołdrą jest tak cieplutko, a ty dajesz mi takie przyjemne uczucie spełnienia.- powiedziałam, wtulając się w niego.
- I vice versa, skarbie. Ale czeka nas masa roboty, a czasu z każdą minutą jest co raz mniej.- powiedział, mimo to całując mnie w czoło.
W końcu to ja pierwsza się podniosłam, ale gdy miałam już dotknąć stopami ziemi, on złapał mnie za nadgarstek i znów przycisnął do siebie. Tylko, że tym razem siedziałam na nim okrakiem i w duchu cieszyłam się, że dzisiaj postawiłam na długie spodnie od piżamy. Chłopak zatopił palce w moich włosach i zbliżył nasze twarze do siebie. Delikatnie musnął moja wargi, a jego ręce powędrowały na moje biodra. Całowaliśmy się jakiś czas, uśmiechając przez tą czułość.
- Dobra, teraz na serio koniec, Josh.- przerwałam to, szybko wstając.
- Ale potem będziemy to kontynuować.- powiedział, gdy wchodziłam do garderoby. Ja tylko zachichotałam, przeglądając wieszaki z ubraniami.
W końcu wybrałam takizestaw. Podreptałam do łazienki, umyłam się, wymalowałam, ubrałam, uczesałam i byłam już gotowa. Ostatni raz spojrzałam w lustro, zastanawiając się nad moją obecną sytuacją. Czy można kochać dwie osoby na raz? Chyba tak, skoro w tylu książkach jest powielany ten schemat. I ja zawsze z chęcią czytałam takie książki. I na serio, nigdy nie myślałam, że przytrafi mi się coś takiego. Westchnęłam, przeczesując palcami grzywkę i wychodząc z łazienki. Podeszłam powoli do Josha, który stał przy oknie. Złapałam go za rękę i razem wyszliśmy z mojej sypialni.
Na dziś mieliśmy zaplanowane zwiedzanie miasta i wgl. W sumie, to ja nie musiałam tego robić, bo całe to miejsce znałam na pamięć. Ale dla mojego chłopaka było to coś nowego i nie mógł się doczekać poznać go całego. A ja modliłam się tylko o to, byśmy nie spotkali Justina. Nie wiem jak bym się zachowała podczas tego spotkania. Najprawdopodobniej uciekłabym z krzykiem albo udawała, że wcale go nie kocham. Niestety, od zawsze byłam słabą aktorką.
Josh z dziecięcym zapałem dawał mi się przedstawić moim przyjaciołom. Z każdym starał się zamienić kilka słów, dzięki czemu większość z nich od razu go polubiła. A ja cieszyłam się, że jest on właśnie moim chłopakiem. Po za tym, widziałam jak patrząc na niego dziewczyny na ulicy, dzięki czemu jeszcze mocniej go ściskałam.
W końcu przyszedł czas bym przedstawiła mu moje przyjaciółki, które jak zwykle siedziały w skejt parku. Podeszliśmy do nich, trzymając się za rękę. Josh uśmiechał się delikatnie, dobrze wiedział, że wtedy wygląda najlepiej. Wiedziałam jak Sarah patrzy na niego lekko oczarowana, a Caitlin przełyka ślinę.
- Dobra laski, czas żebyście poznały Josha. To utalentowany muzyk i mój chłopak.- przedstawiłam go. Na ostatnie słowa, chłopak objął mnie w talii i pocałował w czoło.
- Miło mi, nie wiedziałem, że znasz takie ślicznotki.- powiedział, całując ich dłonie. Dziewczyny zarumieniły się okropnie, a ja zachichotałam.
- Brtit, możemy pogadać?- spytała Cait, a ja przytaknęłam głową. Sarah została z Joshem, by zabawiać go rozmową.
Odeszłyśmy kawałek na bok. Dziewczyna spojrzała na mnie karcąco, a ja nie widziałam o co jej chodzi. Zaczęłam bawić się kamykiem pod moimi nogami.
- Brittany, on wygląda jak Justin! Brązowe włosy, oczy i te usta. I jeszcze pachnie podobnie. Próbujesz sobie znaleźć kopię swojego byłego?- spytała, a ja zagryzłam wargi.
- Oczy ma zielone.- powiedziałam cicho.
- Ale przechodzące w brąz.- trafnie zauważyła, a ja zmarszczyłam czoło.
- Słuchaj, Josh nie jest kopią Justina. Jest zupełnie od niego inny. Jest taki oddany, miły, romantyczny, niewinny i nigdy by mnie nie zdradził. Przy nim czuję się bezpieczna i pewna siebie. Wiem, że nigdy mnie nie skrzywdzi. Na serio, po zerwaniu z Justinem nawet nie liczyłam, że znajdę kogoś takiego. A teraz? Szczęśliwa przechadzam się z nim u boku, co jakiś czas całując się i szepcząc sobie słodkie słówka. Przy nim zapominam…
- O Justinie?- dokończyła, podnosząc brwi do góry.- Gdybyś go nie kochała, nie musiałabyś o nim zapominać.
Trafna uwaga, bardzo trafna. Spuściłam zmieszana wzrok, a ona zakryła sobie usta dłonią. Zaczęła się śmiać, zginając się wpół. Nie wiedziałam co robić, więc tylko patrzyłam na nią, poważna.
- Ty go wciąż kochasz.- powiedziała, gdy już się uspokoiła. Wzięłam głębszy oddech, a ona wbiła wzrok w coś za mną.- O cholera.- wyszeptała.
Odwróciłam się powoli i zobaczyłam coś, czemu tak bardzo chciałam zapobiec. Josh stał obok Sarah i rozmawiał z… Justinem. Wszyscy śmiali się w najlepsze. Justin ubrany był w czarną bluzę z kapturem i szare rurki z obniżanym stanem. Szczerze mówiąc, w tym stroju prezentował się lepiej od Josha. Jego trochę już dłuższe włosy wystawały spod czapki, zachęcając tylko by je poczochrać (^^). Na chwilę zamknęłam oczy i zacisnęłam wargi w cienką linię. Wzięłam następny głębszy oddech i razem z Caitlin, podeszłam do nich. Josh od razu mnie objął i przycisnął do siebie. Nie patrzyłam na Justina, nie chcąc zatonąć w jego oczach.
- Brit, dlaczego nie przedstawiłaś mi swojego przyjaciela, Justina wcześniej?- spytał Josh, uśmiechając się promiennie.
- Jakoś nie znalazłam czasu.- wyznałam, a on zaśmiał się cicho.- I jak pierwsze wrażenie?- spytałam, patrząc karcąco na Sarę.
- Spoko, właśnie rozmawialiśmy o tobie. Nie wiedziałem, że kiedyś byłaś królową szkoły.- powiedział, a ja zestresowana przygładziłam włosy.
- No wiesz, to już przeszłość.- powiedziałam cicho.- A co u ciebie Justin?- spytałam udając, że potrafię z nim normalnie rozmawiać.
Nieśmiało podniosłam na niego wzrok. Chłopak chyba tylko na to czekał. Jego oczy lśniły tajemniczo i zarazem koszmarnie pociągająco. Musiałam się nieźle powstrzymywać, żeby się na niego nie rzucić. Kurczę, co się ze mną dzieje? Przecież to nie jest naturalne! Nie powinnam tak reagować. Mam chłopaka i go kocham…! Raczej…
- W porządku, stęskniłem się za tobą. Mało ostatnio spędzamy czasu razem, przyjaciółko.- stwierdził, a ja zagryzłam zakłopotana wargę.
- Nie mam na to ostatnio czasu. No wiesz, jako gwiazda mam pełno różnych zajęć.- wyznałam, a on uśmiechnął się.
- No jasne, moja ty gwiazdeczko.- powiedział.- Dobra, ja będę już leciał. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.- tą uwagę skierował do Josha.
- No jasne stary.- przybili sobie żółwika.
- No to do zobaczenia.- powiedział Justin.
Chciałam mu po prostu pomachać, ale on miał inne zamiary. Wziął mnie za rękę i przycisnął do siebie. Przytuliliśmy się do siebie, mocno. Jego ręce błądziły po moich plecach, a ja nieśmiało również go objęłam. Uśmiechnęłam się delikatnie, znów czując ten znajomy zapach. Justin westchnął cicho.
- Nie poddam się.- wyszeptał mi do ucha i odsunął się. Pomachał pozostałym ręką, a mi posłał tajemniczy uśmiech…cdn.
Spojrzałam w jego oczy i uśmiechnęłam się szeroko. Chłopak wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę światła. Zatrzymałam się gwałtownie, kiedy już prawie przeszliśmy przez olbrzymie dębowe drzwi. Coś było nie tak. Jeszcze raz zerknęłam na sylwetkę zakapturzonego osobnika. Chłopak również odwrócił się w moją stronę. Nie widziałam jego twarzy, a jedynie błysk ciemnych oczu.
- Justin…- wyszeptałam, zmieszana.
Chłopak ściągnął kaptur, a mi ukazała się sylwetka Josha. Chłopak uśmiechnął się chytrze i puścił moją dłoń.
- Myślałaś, że tak łatwo ze mną zerwiesz?- spytał, a ja zamarłam, widząc jak jego tęczówki nabierają koloru purpury.
Poczułam jak ktoś wślizguje się pod moją kołdrę i wtula się we mnie od tyłu. Uśmiechnęłam się lekko, czując jak chłopak całuje mnie w odkryte ramię. Obróciłam się i wtuliłam bardziej w ciepły tors chłopaka.
- Tęskniłem.- wyszeptał, a ja westchnęłam cicho, wdychając jego zapach.
- Ja też.- szepnęłam, podnosząc głowę i całując go delikatnie. Uśmiechnął się, ściskając mnie w talii i przysuwając do siebie.
Leżeliśmy tak chwilę, patrząc sobie w oczy. Miałam niezły dylemat. Gdy byłam z Joshem, zapominałam o Justinie i na odwrót. Nie wiedziałam już co robić. Zresztą, mój obecny chłopak nie wiedział nawet o istnieniu drugiego i nie miał pojęcia kim dla siebie byliśmy. Na razie po prostu nie poruszaliśmy jeszcze tematu naszych historii z życia. Oboje mieliśmy coś do ukrycia i żadne z nas nie chciało mówić drugiemu wszystkiego. Zwłaszcza, że pracowaliśmy w takiej profesji, gdzie sekrety były wysoko cienione.
- No już, wstajemy leniuszku.- powiedział mi prosto do ucha, a jego ciepły oddech spowodował u mnie dreszcze.
- Zostańmy tu na zawsze. Pod kołdrą jest tak cieplutko, a ty dajesz mi takie przyjemne uczucie spełnienia.- powiedziałam, wtulając się w niego.
- I vice versa, skarbie. Ale czeka nas masa roboty, a czasu z każdą minutą jest co raz mniej.- powiedział, mimo to całując mnie w czoło.
W końcu to ja pierwsza się podniosłam, ale gdy miałam już dotknąć stopami ziemi, on złapał mnie za nadgarstek i znów przycisnął do siebie. Tylko, że tym razem siedziałam na nim okrakiem i w duchu cieszyłam się, że dzisiaj postawiłam na długie spodnie od piżamy. Chłopak zatopił palce w moich włosach i zbliżył nasze twarze do siebie. Delikatnie musnął moja wargi, a jego ręce powędrowały na moje biodra. Całowaliśmy się jakiś czas, uśmiechając przez tą czułość.
- Dobra, teraz na serio koniec, Josh.- przerwałam to, szybko wstając.
- Ale potem będziemy to kontynuować.- powiedział, gdy wchodziłam do garderoby. Ja tylko zachichotałam, przeglądając wieszaki z ubraniami.
W końcu wybrałam takizestaw. Podreptałam do łazienki, umyłam się, wymalowałam, ubrałam, uczesałam i byłam już gotowa. Ostatni raz spojrzałam w lustro, zastanawiając się nad moją obecną sytuacją. Czy można kochać dwie osoby na raz? Chyba tak, skoro w tylu książkach jest powielany ten schemat. I ja zawsze z chęcią czytałam takie książki. I na serio, nigdy nie myślałam, że przytrafi mi się coś takiego. Westchnęłam, przeczesując palcami grzywkę i wychodząc z łazienki. Podeszłam powoli do Josha, który stał przy oknie. Złapałam go za rękę i razem wyszliśmy z mojej sypialni.
Na dziś mieliśmy zaplanowane zwiedzanie miasta i wgl. W sumie, to ja nie musiałam tego robić, bo całe to miejsce znałam na pamięć. Ale dla mojego chłopaka było to coś nowego i nie mógł się doczekać poznać go całego. A ja modliłam się tylko o to, byśmy nie spotkali Justina. Nie wiem jak bym się zachowała podczas tego spotkania. Najprawdopodobniej uciekłabym z krzykiem albo udawała, że wcale go nie kocham. Niestety, od zawsze byłam słabą aktorką.
Josh z dziecięcym zapałem dawał mi się przedstawić moim przyjaciołom. Z każdym starał się zamienić kilka słów, dzięki czemu większość z nich od razu go polubiła. A ja cieszyłam się, że jest on właśnie moim chłopakiem. Po za tym, widziałam jak patrząc na niego dziewczyny na ulicy, dzięki czemu jeszcze mocniej go ściskałam.
W końcu przyszedł czas bym przedstawiła mu moje przyjaciółki, które jak zwykle siedziały w skejt parku. Podeszliśmy do nich, trzymając się za rękę. Josh uśmiechał się delikatnie, dobrze wiedział, że wtedy wygląda najlepiej. Wiedziałam jak Sarah patrzy na niego lekko oczarowana, a Caitlin przełyka ślinę.
- Dobra laski, czas żebyście poznały Josha. To utalentowany muzyk i mój chłopak.- przedstawiłam go. Na ostatnie słowa, chłopak objął mnie w talii i pocałował w czoło.
- Miło mi, nie wiedziałem, że znasz takie ślicznotki.- powiedział, całując ich dłonie. Dziewczyny zarumieniły się okropnie, a ja zachichotałam.
- Brtit, możemy pogadać?- spytała Cait, a ja przytaknęłam głową. Sarah została z Joshem, by zabawiać go rozmową.
Odeszłyśmy kawałek na bok. Dziewczyna spojrzała na mnie karcąco, a ja nie widziałam o co jej chodzi. Zaczęłam bawić się kamykiem pod moimi nogami.
- Brittany, on wygląda jak Justin! Brązowe włosy, oczy i te usta. I jeszcze pachnie podobnie. Próbujesz sobie znaleźć kopię swojego byłego?- spytała, a ja zagryzłam wargi.
- Oczy ma zielone.- powiedziałam cicho.
- Ale przechodzące w brąz.- trafnie zauważyła, a ja zmarszczyłam czoło.
- Słuchaj, Josh nie jest kopią Justina. Jest zupełnie od niego inny. Jest taki oddany, miły, romantyczny, niewinny i nigdy by mnie nie zdradził. Przy nim czuję się bezpieczna i pewna siebie. Wiem, że nigdy mnie nie skrzywdzi. Na serio, po zerwaniu z Justinem nawet nie liczyłam, że znajdę kogoś takiego. A teraz? Szczęśliwa przechadzam się z nim u boku, co jakiś czas całując się i szepcząc sobie słodkie słówka. Przy nim zapominam…
- O Justinie?- dokończyła, podnosząc brwi do góry.- Gdybyś go nie kochała, nie musiałabyś o nim zapominać.
Trafna uwaga, bardzo trafna. Spuściłam zmieszana wzrok, a ona zakryła sobie usta dłonią. Zaczęła się śmiać, zginając się wpół. Nie wiedziałam co robić, więc tylko patrzyłam na nią, poważna.
- Ty go wciąż kochasz.- powiedziała, gdy już się uspokoiła. Wzięłam głębszy oddech, a ona wbiła wzrok w coś za mną.- O cholera.- wyszeptała.
Odwróciłam się powoli i zobaczyłam coś, czemu tak bardzo chciałam zapobiec. Josh stał obok Sarah i rozmawiał z… Justinem. Wszyscy śmiali się w najlepsze. Justin ubrany był w czarną bluzę z kapturem i szare rurki z obniżanym stanem. Szczerze mówiąc, w tym stroju prezentował się lepiej od Josha. Jego trochę już dłuższe włosy wystawały spod czapki, zachęcając tylko by je poczochrać (^^). Na chwilę zamknęłam oczy i zacisnęłam wargi w cienką linię. Wzięłam następny głębszy oddech i razem z Caitlin, podeszłam do nich. Josh od razu mnie objął i przycisnął do siebie. Nie patrzyłam na Justina, nie chcąc zatonąć w jego oczach.
- Brit, dlaczego nie przedstawiłaś mi swojego przyjaciela, Justina wcześniej?- spytał Josh, uśmiechając się promiennie.
- Jakoś nie znalazłam czasu.- wyznałam, a on zaśmiał się cicho.- I jak pierwsze wrażenie?- spytałam, patrząc karcąco na Sarę.
- Spoko, właśnie rozmawialiśmy o tobie. Nie wiedziałem, że kiedyś byłaś królową szkoły.- powiedział, a ja zestresowana przygładziłam włosy.
- No wiesz, to już przeszłość.- powiedziałam cicho.- A co u ciebie Justin?- spytałam udając, że potrafię z nim normalnie rozmawiać.
Nieśmiało podniosłam na niego wzrok. Chłopak chyba tylko na to czekał. Jego oczy lśniły tajemniczo i zarazem koszmarnie pociągająco. Musiałam się nieźle powstrzymywać, żeby się na niego nie rzucić. Kurczę, co się ze mną dzieje? Przecież to nie jest naturalne! Nie powinnam tak reagować. Mam chłopaka i go kocham…! Raczej…
- W porządku, stęskniłem się za tobą. Mało ostatnio spędzamy czasu razem, przyjaciółko.- stwierdził, a ja zagryzłam zakłopotana wargę.
- Nie mam na to ostatnio czasu. No wiesz, jako gwiazda mam pełno różnych zajęć.- wyznałam, a on uśmiechnął się.
- No jasne, moja ty gwiazdeczko.- powiedział.- Dobra, ja będę już leciał. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.- tą uwagę skierował do Josha.
- No jasne stary.- przybili sobie żółwika.
- No to do zobaczenia.- powiedział Justin.
Chciałam mu po prostu pomachać, ale on miał inne zamiary. Wziął mnie za rękę i przycisnął do siebie. Przytuliliśmy się do siebie, mocno. Jego ręce błądziły po moich plecach, a ja nieśmiało również go objęłam. Uśmiechnęłam się delikatnie, znów czując ten znajomy zapach. Justin westchnął cicho.
- Nie poddam się.- wyszeptał mi do ucha i odsunął się. Pomachał pozostałym ręką, a mi posłał tajemniczy uśmiech…cdn.
...
AAAA, mam już 38 obserwujących! Jesteście niesamowite!!!
Wiem, rozdział jest do bani. Ale życie mi się wali. Chłopak który mi się podoba, znalazł sobie dziewczynę, która jest zupełnym przeciwieństwem mnie. A po za tym, zawaliłam trochę szkołę, mimo że przyżekłam sobie, że tego nie zrobię. Zamiast 5, dostałam 4+. Ugh, zabijcie mnie!
12komentarzy=NN
PS. Jak wam się podoba nowe tło i nazwa bloga na górze. Zastosowałam mały kontrast. Raz z ubraniu, a raz bez (wiem, że to nie koniecznie jest Bieber, ale mi się podoba);)
Tagi:
Rozdział 20


